niedziela, 15 stycznia 2023

2/52 Latowicz

 


Bardzo obszerna i dokładnie opisana jest historia Latowicza na Wikipedii.  Nawet okiem amatora podróżnika jakim jestem, widać że ktoś kto to robił jest fachowcem nie z tej ziemi.  Dokładne daty, opis przemarszu wojsk i inne szczegóły zaciekawiły mnie na tyle że przeczytałem całość szukając jakiegoś szybkiego wyjazdu i niezbyt dalekiego w tym tygodniu. 
Latowicz jeszcze miesiąc temu był wsią. 1  stycznia 2023roku odzyskał prawa miejskie które stracił w 1869 roku.  Wieżę kościoła w Latowiczu widać z bardzo daleka i nie jest tego przyczyną to, że stoi on na bardzo dużym wzniesieniu. Ten kościół jest po prostu olbrzymi sam w sobie. Osobiście porównuję go do Siedleckiej katedry, bo nie dość że zbudowany w jednych latach to jeszcze w bardzo podobnym stylu. Już kilka lat temu wyczytałem gdzieś że może pomieścić aż 6000 osób.


Do Latowicza wybraliśmy się z żoną w sobotę 14 stycznia. Urzekł nas park przed kościołem i ogólne otoczenie.  Kolejne kroki skierowaliśmy w kierunku kościoła Niestety okazało się że świątynia jest zamknięta i udało się tylko zrobić zdjęcie wnętrza przez kraty. Wracając do samochodu trafiliśmy jeszcze przed urząd gminy, który to doskonałe znamy z serialu Ranczo.

Zamierzeniem moich podróży jest zostawienie w każdej odwiedzanej miejscowości mojego biegowego traka. I tak biegając po Latowiczu dobiegłem jeszcze na skraj miasteczka gdzie umiejscowiony jest stary cmentarz o którym również czytałem na Wikipedii.

Mimo że stare groby robią wrażenie, cmentarz jest bardzo zaniedbany i szkoda że tyle zabytkowych grobów po prostu popada w ruinę.


Podczas biegowego zwiedzania natchnęłem się jeszcze na starą, nieczynną już piekarnię którą również postanowiłem uwiecznić na zdjęciu.



Jeżeli kogoś interesuje wspomniana historia tego miasta podsyłam link do poczytania.
 Naprawdę warto a Latowicz możecie śmiało dołączyć do planów przejazdowego zwiedzania bo w godzinkę, nie oddalając się na kilometr od parkingu kościelnego, można zobaczyć chyba wszystko.

poniedziałek, 9 stycznia 2023

1/52 Firlej

 Firlej – wieś w powiecie lubartowskim województwa lubelskiego, położona na Wysoczyźnie Lubartowskiej nad jeziorem o tej samej nazwie. Siedziba gminy Firlej oraz parafii rzymskokatolickiej Przemienienia Pańskiego. Dawniej miasto; lokacja miejska Firleja z 1557 roku nie została zrealizowana, lokowany w 1629 roku, zdegradowany w 1869 roku. Prywatne miasto szlacheckie Firlejów, położone w województwie lubelskim, w 1739 roku należało do klucza Lubartów Lubomirskich. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa lubelskiego.




Tyle mówi nam Wikipedia o miejscowości którą postanowiłem odwiedzić jako pierwszą w tym roku. W podróż udaliśmy się z żoną w pierwszy czwartek roku. Przez całą prawie 80 km podróż padał deszcz jednak tuż u celu naszej podróż stawał się coraz mniejszy.
Wjechaliśmy do Firleja od strony szkoły i zaraz za nią ukazała nam się dzwonnica kościoła a tuż za nią drewniany kościółek z 1880 roku.

Niestety kościół był zamknięty. Zaproponowałem żonie że obejdziemy go do okoła i okazało się że siostry zakonne sprzątają go przed świętem trzech króli i dlatego był zamknięty. Jak dowiedziały się że przyjechaliśmy prawie 100 km pozwoliły nam wejść do środka. Skromny drewniany ołtarz i malutkie organy przykuły moją uwagę. Bardzo mało malowideł jednak z zewnątrz bardzo wszystko zadbane.


Po zwiedzaniu kościółka ruszyliśmy w stronę jeziora znanego nam tylko z opowieści bo jakoś nigdy nie złożyło się abyśmy nad nie się wybrali. Wyczytałem gdzieś na internetach że wokół jeziora jest ścieżka rowerowa i chodnik o długości 4.5 km. Jako że lubię biegać w nowych miejscach tutaj też postanowiłem zrobić sobie track na pamiątkę.  Żona stwierdziła że przejdzie się wokół chociaż przyznała że żałuje że nie wxięla stroju do biegania. Po okrążeniu jeziora mój zegarek pokazał dystans 3.5 km a skoro i tak czekałem na żonę postanowiłem zrobić drugie kółko. Bardzo czyściutka woda skusiła mnie do tego aby schłodzić nóżki i po raz kolejny przypomniałem sobie dlaczego nie morsuje.

Dobrze rozwinięta infrastruktura wokół jeziora. Dużo placów zabaw, wspomniana ścieżka, mnóstwo punktów gastronomicznych, niestetych zamkniętych,  jak to bywa poza sezonem w takich miejscowościach. Przed wyjazdem postanowiliśmy zobaczyć jeszcze pomnik Józefa Piłsudskiego który umiejscowiony jest na dosyć sporym skwerze w centrum miejscowości.  Pomnik zburzono na rozkaz władz gminy w 1950 roku. Tablica i medalion zostały ukryte i przechowane przez mieszkańców wsi. W 1992 roku odbudowano pomnik .




Jednym z punktów wyjazdu miała być też wizyta w karczmie Firlejowe Sioło w której byłem kiedyś przejazdem i bardzo mi się podobało. Tatar i żurek smakowały wyśmienicie a żona na sałatkę też raczej nie narzekała.


Był to pierwszy nasz wyjazd w tym roku nie licząc tego na Noworoczny bieg do Styrzyńca. Osobiście mam w planie odwiedzać i  opisywać na blogu 1 miejscowość w tygodniu, więc jak łatwo policzyć w ciągu roku chciałbym odwiedzić ich 52.
Na pewno nie wszystkie uda się z żoną ale będziemy próbować. 

piątek, 6 stycznia 2023

Grudzień 2022

 Ostatni miesiąc roku 2022 rozpoczął się bardzo pracowicie.  Pierwszy weekend grudnia to mikołajkowa akcja w Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci odbyła się po raz 3 . Ja osobiście w niej debiutowałem.


Wraz z ekipą wolontariuszy odwiedziliśmy 5 hospicyjnych rodzin, rozwożąc prezenty podarowane przez darczyńców.
5 grudnia z okazji dnia Wolontariusza odwiedziłem szkołę podstawą w Śmiarach.
Na uroczystym apelu opowiadałem dzieciom o tym jak zostałem wolontariuszem, o moim bieganiu i pracy.
10 grudnia wraz z ekipą Skórzec Biega odwiedziliśmy Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Hucie aby wziąć udział w Charytatywnym biegu, którego celem było wsparcie tego Ośrodka.

Sam bieg na dystansie 8.5 km dał mi dużo zadowolenia bo było to jedyne moje zwycięstwo w biegu w tym roku wygrane tak naprawdę na kilometr przed metą, bo do 6.5 kilometra prowadził ten bieg bardzo mocny zawodnik, który od początku narzucił tempo poniżej 3.45 km. Trudno powiedzieć że cały bieg kontrolowałem bo przez moment zawodnik prowadzący miał już dobre 100 metrów przewagi. Jednak chyba nie bardzo mu odpowiadała ostatnia, crosowa część biegu i znacznie stracił na szybkości.  Ja utrzymałem swoje i dzięki temu wygrałem ten bieg zostawiając w Hucie swój rekord trasy.



14 grudnia sprzedałem ostatnią tegoroczną  porcję hospicyjnych nakrętek. Wraz z nimi na skup pojechały nakrętki ze zbiórki dla Bartusia i Natalki. Razem prawie 4 tony.
Moim  celem biegowym na grudzień było 316 km wszystko po to aby zakończyć rok z 3000 na liczniku. Mimo prawie dwóch tygodni z bardzo trudnymi warunkami atmosferycznymi, udało się zrealizować ten cel. W ciągu miesiąca przebiegłem 8 półmaratonów a te najwolniejsze to właśnie te z połowy grudnia kiedy to wszystkie drogi zasypane były śniegiem, lub po prostu zamieniały się w lód po tym jak śnieg ujeździły samochody.
Cel udało się zrealizować. 

Po ogarnięciu Noworocznego Charytatywnego marszobiegu GBSB postaram się ogarnąć kilka słów podsumowania roku 2022.
Przedemną też nowy projekt ale o nim wkrótce. 

czwartek, 8 grudnia 2022

Urodzinowa wyprawa rowerowa szlakiem sanktuariów Maryjnych diecezji Siedleckiej.

 Szukając pomysłu na kolejną urodzinową wyprawę rowerową przyszło mi do głowy sprawdzenie ile sanktuariów Maryjnych jest w diecezji Siedleckiej.  Naliczyłem ich 10 i podpatrując ich lokalizację na mapie stwierdziłem że jest możliwe objechanie ich w kilka dni rowerem. Pierwsze rozpiski jakie zacząłem robić to pomiar kilometrów pomiędzy nimi.  Wyszło na to że najlepiej według mnie, będzie ruszyć z Budzieszyna na wschód.  W ten sposób Leśna Podlaska i Kodeń stały się planem na pierwszy dzień wyprawy. 150 km to naprawdę sporo, tym bardziej jak po drodze chcesz coś obejrzeć, mimo to kolejne dni zapowiadały się z mniejszą liczbą kilometrów ( około 120) więc liczyło się przetrwanie pierwszego dnia. 

W podróż postanowiłem wyruszyć w dniu swoich 46 urodzin czyli 16 sierpnia. Całą wyprawę wyliczyłem na około 500 km I rozłożyłem ją na 4 dni.


Śniadanko z żoną, kawka i kilka minut po òsmej jechałem już dobrze znaną trasą ze Skórca do Budzieszyna.  Sanktuarium Matki Bożej Budzieszyńskiej było tym pierwszym z zaplanowanych. Dojeżdżając na miejsce stwierdziłem że będzie tu tylko krótka chwila postoju na modlitwę bo przecież byłem tu wczoraj przy okazji biegowej pielgrzymki ze Skórca. Tak też było. Kilka minut po 10 kierowałem się na wschód przez Suchożebry,  Mordy, Łosice do Sanktuarium Matki Bożej Leśniańskiej w Leśnej Podlaskiej. Był to chyba najdłuższy odcinek licząc około 70 km jazdy z małym przystankiem w Mordach na drugie śniadanie. Pogoda dopisywała Mimo prawie 30 stopni ciepła lekkie porywy wiaterku nie przeszkadzały a miło  chłodziły. Po drodze po raz pierwszy miałem przyjemność zobaczyć na żywo wieżę telewizyjną w Chotyczach no i powiem że robi wrażenie.  Równo 100 kilometrów pokazał mi zegarek w Leśnej Podlaskiej. Tak naprawdę to tutaj zaczęło się zwiedzanie. Kilka chwil spędzonych w bazylice i kilka w jej obejściu. Jeszcze przed wjechaniem do Leśnej postanowiłem że tutaj zjem obiad. Przyjemna mała restauracja ze znajomą nazwą Zacisze oddalona jest o kilkaset metrów od bazyliki. Pierogi smakowały bajecznie jeszcze lepiej niż papierówki, których już 20 km od Leśnej rosną całe pobocza i nie sposób nie zatrzymać się i nie zjeść. Około godz 15 ruszyłem dalej. Przedemną było prawie 50 km do Kodnia. Najbardziej bałem się przejechać przez Białą Podlaskę w godzinach szczytu. Nie potrzebnie. Świetne ścieżki rowerowe, które były wszędzie tam gdzie powinny być,  pozwoliły na płynny i bezpieczny przejazd przez to miasto. Około 18.30 zameldowałem się pod bazyliką w Kodniu.
Nocleg miałem już ogarnięty i nie pozostało nic innego jak zakwaterować się i zjeść kolację. Olbrzymia Burza która przyszła zaraz po moim przyjeździe nie pozwoliła wyjść na  zewnątrz. Siedząc w pokoju postanowiłem jeszcze raz sprawdzić ilość i lokalizacje sanktuariów  które miałem odwiedzić. Nie wiem jak to się stało ale planując wycieczkę po prostu się pomyliłem 😬
Zadzwoniłem do żony aby się wyżalić. Ona zaproponowała aby jechać według planu, jednak i tak wiedziała że zrobię swoje.
Ten mój błąd w tej chwili był jeszcze do naprawienia jednak narzucał kolejne 50 km do zaplanowanej trasy.  Sanktuarium które przeoczyłem było w Orchówku. Według planów miałem rano ruszyć na zachód.  Po krótkiej modlitwie w bazylice w Kodniu stwierdziłem że nie ominę Orchówka.
Parę minut po 7 rano po dość ciężkiej nocy wyruszyłem wzdłuż wschodniej granicy przez Sławatycze w  kierunku Włodawy.
Po  3 godzinach jazdy z dwoma małymi przerwami na kawkę i siusiu byłem w Orchówku.  Przy Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia przywitał mnie brat który sprzątał ogród. Zaproponował odwiedzenie wieży widokowej oraz puścił mi z telefonu opracowaną przez siebie historię sanktuarium.  Modlitwa u Matki Bożej pocieszenia przyniosła pocieszenie.

Udało się załatwić nocleg w agroturystyce w Komarówce Podlaskiej a trasa z Włodawy do kolejnego mojego punktu na mapie czyli Sanktuarium Matki Bożej Rodzin w Parczewie była po prostu przespokojna i niesamowicie radosna.

Jak już wspomniałem każdy etap postanowiłem jechać z inną intencją. W tym  drugim polecałem w modlitwie znajomych i przyjaciół, jednak będąc w sanktuarium Matki Bożej Rodzin musiałem jeszcze raz polecić intencje związane ze swoją rodziną.
Zupełnie tak samo jak dzień wcześniej przerwa obiadowa przypadła na setnym kilometrze etapu, tyle że że względu na wcześniejszy start, miałem godzinę do przodu . Kolejne po Parczewie było sanktuarium Matki Bożej Kolembrodzkiej.
Jechało się bardzo dobrze i odcinek z Parczewa do Kolembrodów pokonałem bez przystanku mimo upału i sporego już zmęczenia. Zachwycił mnie drewniany kościół z dwoma wieżami.

Była 16 a ja na miejsce noclegu miałem tylko 10 km . Szkoda że nie postanowiłem pojechać jednak całości tego etapu tak jak zaplanowałem to wcześniej, czyli do Radzynia Podlaskiego.  Około 17 zakwaterowałem się na noclegu w agroturystystyce. Muszę przyznać że po raz drugi  w życiu korzystałe z takiej możliwości noclegu i tym razem nie podobało mi się za bardzo. Parę minut po szóstej wyruszyłem na trzeci etap który miał być najdłuższy bo do 120 zaplanowanych kilometrów od Radzynia Podlaskiego do Porzecza Mariańskiego musiałem doliczyć jeszcze prawie 30 kilometrowy dojazd z Komarówki Podlaskiej. W Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Radzyniu Podlaskim zameldowałem się około 8 rano. Poza pięknymi dżwiami które mają range ponoć największych kutych w Polsce nic nie przyciągnęło tutaj mojej uwagi. Nawet kawa  na stacji benzynowej nie smakowała tutaj za bardzo. Dzień trzeci pielgrzymki postanowiłem polecić w modlitwie rodziny, pracowników i podopiecznych Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci a kolejnym celem na ten dzień było sanktuarium Matki Bożej Żołnierzy Września w Woli Gułowskiej. I tam postanowiłem zjeść obiad i zrobić dłuższą przerwę. Niestety skończyło się na pączkach i puszce coli bo żadnego baru nie znalazłem a i z powodu małego zabłądzenia postanowiłem nie za dużo czasu spędzić w Woli Gułowskiej. Kolejny mój punkt zaplanowany na ten dzień to Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Górkach koło Garwolina. Podczas tego etapu polecałem w modlitwie, wolontariuszy,  podopiecznych, pracowników oraz wszystkie rodziny związane z Fundacją Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci. To był naprawdę trudny etap. Po wyjechaniu z Woli Gułowskiej zabłądziłem drugi raz. Nawigacja wyprowadziła mnie w takie pola że o ścieżce szutrowej mogłem tylko pomarzyć.  Nie było łatwo.  Z trudem dojechałem do Żelechowa.  Troszkę brakowało mi solidnego jedzenia. Na wyjeździe z Żelechowa złapałem w sklepie kolejną Colę, banana i dwa pomidory.  Kolejny odcinek trasy zapamiętałem jako bardzo przyjemny. Dużo  zjazdów z górki I sporo lasów. Około 14 byłem na miejscu. Sanktuarium w Górkach zwiedziłem dosyć dobrze. Wszystko dzięki starszej pani która sprzątała obejście świątyni. To ona pokazała mi figurę Michała Archanioła oraz zachęciła do obejrzenia drogi krzyżowej.

Sklepik z pamiątkami był zamknięty, w okolicy też nie było żadnego sklepu ani miejsca gdzie można by było coś zjeść.  Przypomniałem sobie że mam w sakwie jeszcze Pączka z Woli Gułowskiej. Popiłem go wodą ze źródełka i ruszyłem dalej.  Do ostatniego miejsca z zaplanowanych do odwiedzenia miałem około 20 km. W połowie drogi Zadzwoniłem do księdza Piotra z Porzecza Mariańskiego u którego miałem załatwiony nocleg. Ksiądz Piotr powiedział że będzie odprawiał mszę o 17 i jakbym przyjechał w trakcie poprosił abym poczekał. Spojrzałem na zegarek 10 km - pół godziny.  Zdążę na mszę , pomyślałem. I tak się stało. Trzeci dzień pielgrzymki zakończyłem w przepięknym drewnianym kościółku w Porzeczu Mariańskim.


Po mszy ksiądz zaprosił mnie na kolację oraz pokazał pokój. Jako że czułem się dobrze postanowiłem jeszcze pobiegać.
Na Kolejny dzień miałem przewidziane tylko 70 km powrotu do domu więc nie śpieszyłem się za bardzo. Masz święta,  śniadanko, kawka i w drogę.  Niestety znowu nawigacja zawiodła i wyprowadziła w las. Po kilku kilometrach targania roweru wyjechałem na asfalt, mimo to jechało się bardzo ciężko.  Wiatr przeszkadzał strasznie a kilometry dłużyły się niemiłosiernie.  Prawie co 10 kilometrów musiałem się zatrzymać i odpocząć.  Plany dojechania na 12 do domu padły w gruzach już na półmetku trasy. Mimo że najkrótszy, był to najcięższy odcinek mojej wyprawy.

To był dobrze spędzony czas. Olbrzymia lekcja pokory,  jak i mnóstwo zebranych doświadczeń które na pewno wykorzystam przy planowaniu kolejnych wycieczek. W ciągu 4 dni zrobiłem 520 km bez żadnej niespodziewanej awarii.
Wjeżdżając do Skórca zauważyłem trwające prace przy kościele w Skórcu. Okazało się że po kilkuletniej nieobecności do Skórca wróciły figury św Piotra i Pawła. 











piątek, 2 grudnia 2022

Listopad 2022

 No i po malutky kończymy ten rok. Jakoś tak się porobiło że już w listopadzie rozpoczęłem robić  pierwsze podsumowania mijającego roku. Wyszło na to że według moich odczuć to kwietniowy maraton w Łodzi był moim najlepszym biegiem w 2022 roku. Na kolejnych miejscach w moim osobistym rankingu są półmaratony w Platerowie i Białymstoku oraz Akademicka Dycha.  Listopadową Adamowską dziesiątkę która miała namieszać w tym zestawieniu, ustawiam dopiero na piątym miejscu razem z półmaratonem tradycji w Lesie Gułowskim.

Początek miesiąca upłynął mi na szlifowaniu formy właśnie do wspomnianej Adamowskiej Dyszki. Niestety prędkości które wchodziły na początku jak trzeba po mału przestały być tymi z gatunku przyjemnych i zaczęło się robić coraz ciężej. Czas jaki udało się zrobić na tym biegu czyli 36.26 jest moim drugim życiowym wynikiem na tym dystansie.  W trakcie przygotowań popełniłem kilka błędów. Dzisiaj wiem co trzeba poprawić no i na wiosnę spróbuję jeszcze raz zawalczyć o złamanie 36 minut.
Oprócz biegu w Adamowie, 26 listopada wystartowałem w pierwszym etapie zimowych biegów górskich Bogdana Bali.
Przyszło się tu zmierzyć nie tylko z najlepszymi Siedleckim biegaczami ale i z bardzo zimowym podłożem. Po bardzo zachowawczym biegu zajęłem 4 miejsce w tym Grand Prix które przewidziano na 5 etapów.


Większych wyjazdów nie było, z makulaturą cisza także praca kręciła się wokół nakrętek których w listopadzie udało się sprzedać 2.5 tony.



Grudzień zapewne będzie się kręcił wokół świątecznych akcji oraz wokół przygotowań do 6 charytatywnego marszobiegu w Nowej Dąbrówce, który zaplanowaliśmy na 7 stycznia 2023 roku. Aby zamknąć rok z 3000 km na liczniku muszę w grudniu zrobić ich aż 316, a w ciągu pierwszych dwóch dni miesiąca nie zrobiłem ani jednego, także trzeba się brać za robotę.  

poniedziałek, 7 listopada 2022

Październik 2022

 Kolejny, dziesiąty już, miesiąc tego roku rozpoczęłem biegiem. Tym razem była to Zbucka Piątka. Wielu dziwiło się dlaczego nie biegłem w Zbuczynie półmaratonu ale głównym moim celem jesieni był półmaraton w Platerowie a mocna  piątka tydzień przed startem dovelowym, była właśnie najbardziej odpowiednim krokiem na zakończenie ponad miesięcznego przygotowania do tego startu. CZAS 17.58 uzyskany podczas tego biegu nie usatysfakcjonujonował mnie wogóle, mimo że był to mój najlepszy czas na tym dystansie od ponad 3 lat.  Szybko po tym biegu postanowiłem oczyścić głowę. Słaby czas wytłumaczyłem sobie mokrą nawierzchnią, wieloma zakrętami i agrafką na trasie, to był bardzo zachowawczy bieg w trudnych warunkach i tyle tłumaczeń 😊


Równiotko tydzień później stałem na starcie półmaratonu w Platerowie.  Cel był jeden. Czas w okolicach 1.20 i obrona pierwszego miejsca w kategorii wiekowej.  Wszystko to co zaplanowałem udało się zrealizować a przy okazji udało się ugrać 5 miejsce open. 1.20.30  to naprawdę dobry wynik i przyzna mi to każdy kto chociaż raz pokonał trasę tego półmaratonu.


. 

Jako że przyszło mi do głowy wykorzystanie dobrej formy postanowiłem jeszcze w październiku raz wystartować. Tym razem postanowiłem po raz kolejny pobiegać nad Bugiem a co za tym idzie pojechać na imprezę na którą wybierałem się od początku jej istnienia. Cross Nadbużański to impreza którą organizuje Klub ULKS Sarnaki. Bieg jest jednym z tych niespotykanych bo biegnie się z punktu A do punktu B a zawodnicy są wywożeni na start autobusami. Biuro zawodów i meta usytuowane były na sali w Mierzwicach a start biegu odbył się w Hołowczycach. Tym razem po raz kolejny q tym sezonie zajęłem drugie miejsce. Niestety, nie miałem szans na walkę z zawodnikiem z pierwszej lokaty bo już po drugim kilometrze zaczął mi uciekać z kilometra na kilometr powiększając przewagę. Na osłodę porażki przyszedł mi tym razem los w postaci wylosowanej nagrody 😉 Metr drzewa opałowego do odbioru w tartaku w Sarnakach spowodował że z uśmiechem wracałem do domu 😊


Koniec października to już tylko i wyłącznie praca i akcja HOSPICYJNE ŚWIATEŁKO. 


Niestety pod koniec września już zaczęła spadać cena makulatury a październik przyniósł całkowity krach w tym temacie i obecnie wszelkie odbiory makulatury są zawieszone z powodu braku zbytu. Na całe szczęście dobrze się ma nakrętkowy konkursu dla szkół i przedszkoli czyli BITWA NA NAKRĘTKI. Mnóstwo zgłoszeń do tej akcji i pierwsze odbiory już za mną. 

Miesiąc zakończyłem z przebiegnietymi 340 kilometrami i jest w tym olbrzymia zasługa przyjaciół z Grupy Biegaczy Skórzec Biega, którzy założyli Garminowską rywalizację 😊 Miło też wspominam spotkania z dziećmi w przedszkolach i szkołach a w minionym miesiącu udało się być aż na dwóch takich spodniach.


Warto też wspomnieć o moim debiucie w zawodach Nordic Walking. Był to chyba mój 3 marsz w życiu a pierwszy na zawodach. Dlaczego ? Bo nie chciało mi się biegać dwóch startów w jeden weekend 😊




poniedziałek, 3 października 2022

Wrzesień 2022

 Stało się już u mnie tradycją że wrzesień rozpoczynam narodowym czytaniem które odbywa się w pierwszy weekend września.  Po Moralności Pani Dulskiej i Balladynie w tym roku przyszło się zmierzyć z kolejnym punktem polskiej klasyki literackiej. Ballady i Romanse Adama Mickiewicza  miałem przyjemność czytać w dwóch lokalizacjach, ponieważ zostałem zaproszony jako lektor narodowego czytania na UPH w Siedlcach oraz tradycyjnie już przez panią dyrektor biblioteki w Skórcu na narodowe czytanie przy Skórzeckim pomniku Niepodległości.


W niedzielę 4 września miałem przyjemność wziąć udział w obchodach 100 lecia Ochotniczej straży pożarnej w Suchożebrach, gdzie odczytałem list prezesa Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci- Pawła Siedlanowskiego.
7 września odbył się konwent wójtów powiatu się na którym odbyło się oficjalne podsumowanie sierpniowego wyścigu kolarskiego do okoła powiatu Siedleckiego czyli Twarda Skóra.
Kolejny tydzień września miną mi pod znakiem Ultramaratonu Nadbużańskiego. Mimo że cały czas nosiłem się z zamiarem startu w tym biegu, kilkadziesiąt godzin spędzonych na trasach przy ich wyznaczaniu, sprawiły że w piątek wieczorem zrezygnowałem z tego zamiaru.


Od 20 września do końca miesiąca spotkałem się z dziećmi na trzech różnych spotkaniach. Pierwsze odbyło się w miejscowości Sikory i zostało zorganizowane przez panie  z Koła Gospodyń Wiejskich. Drugie odbyło się w zaprzyjaźnionej szkole podstawowej w Grali Dąbrowiźnie a trzecie zorganizowała pani  dyrektor biblioteki w Bojmiu.



28 września udało się zorganizować kolejny w tym roku transport nakrętek.
Tym razem firma recyklingowa odebrała odemnie 3.5 tony plastiku. Dochód za nakrętki bezpośrednio wpływa na konto Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci.  Niestety z powodu spadku ceny makulatury I braku opłacalności jej wywożenia musiałem znacznie ograniczyć jej odbiory.



Przez cały wrzesień nie wystartowałem w żadnych zawodach. Postanowiłem uczciwie potrenować do półmaratonu w Platetowie. Jaki będzie efekt tych treningów okaże się już w najbliższą niedzielę.