Dzisiaj zapraszam was na wywiad z Angeliką Zbieć - osobą która pokochała bieganie i jak sama przyznaje ciężko by jej było bez niego żyć.
Z Angeliką i jej rodzinnym teamem znamy się już jakiś czas. Poznaliśmy się w 2018 r., gdy Darek brał udział w Siedleckiej Lidze Biegowej, a Angelika wtedy była po III porodzie i miała przerwę w treningach. Często widujemy się również na zawodach biegowych i nie sposób po prostu nie zauważyć ich pomarańczowo-żółtych koszulek biegowych.
- Od ilu lat biegasz i skąd właściwie wzięło się bieganie w twoim życiu?
- Moje bieganie rozpoczęło się w 2012 roku, od narodzin mojego drugiego Syna, gdy w ciąży przytyłam 36 kg i chciałam zrzucić wagę, to była ciężka i długa droga nauki dyscypliny w początkach uprawiania sportu. Wszystkiemu nie sprzyja fakt, że bardzo lubię jeść. Wszystkie próby bycia na diecie kończyły się tego samego dnia, w której się rozpoczynały. Kilka razy chciałam spróbować współpracę z dietetykiem, ostatecznie nigdy do niego nie dotarłam z powodu braku czasu.
- Macie świetną biegową rodzinkę. Biega mąż, teściowa, teść. Czy oni mieli wpływ na Twoje pierwsze biegowe kroki? Czy raczej to Ty pokazałaś im pozytywne aspekty biegania ?
- To ja rozpoczęłam tą biegową historię naszej rodziny, choć wcześniej unikałam sportu jak ognia, w podstawówce i w szkole średniej stawałam na rzęsach, aby otrzymywać zwolnienia z w-f. Do moich treningów dołączył mój Mąż, Teściowa wtedy rozpoczynała przygodę z nordic walking, po jakimś czasie dołączył do niej również mój Teść. Jak już spora część osób uprawiała sport stworzyliśmy swój własny team rodzinny pod nazwą DARFIK Team w 2018r. Do drużyny należy również siostra Męża – Katarzyna oraz młodsze pokolenie, nasze i Kasi Dzieci. Gościnnie w barwach naszej drużyny biega również Andrzej Sowa. Teściom w pewnym momencie już też nie wystarczało tempo chodzenia z kijami i również zaczęli biegać i oto tym sposobem biegamy po dzisiejszy dzień wszyscy bez wyjątków.
- W tym roku ukończyłaś Koronę Polskich Półmaratonów. Skąd pomysł na realizację tego celu ? Pomysł powstał, gdy mój Mąż rozpoczął biegać dłuższe dystanse i jako pierwszy zdobył Koronę Półmaratonów Polski w latach 2020-2022, bardzo mi się ten pamiątkowy medal spodobał i postanowiłam, że i ja kiedyś koronę zdobędę. W tamtym czasie biegałam krótsze dystanse. Pierwszy półmaraton przebiegłam w 2019r., idąc za ciosem razem z Mężem postanowiliśmy przebiec maraton w 2020 r. Wtedy rozpoczęła się pandemia i większość biegów zaczęli odwoływać, więc i my zaprzestaliśmy wtedy trenować dłuższe dystanse i miesiąc przed Maratonem otrzymaliśmy informację, że bieg się odbędzie i przebiegliśmy Maraton Warszawski na totalnym spontanie. Tamten czas uświadomił mi, że jak się czegoś bardzo chce to można i trzeba walczyć o to niezależnie od okoliczności. Z powodu paru kontuzji miałam wielokrotne przerwy w bieganiu i do długodystansowego biegania wróciłam w zasadzie w tym roku zdobywając 16 medali na tym dystansie, jak zdrowie pozwoli to chcę w tym roku dobić do 20 (obecnie wszystkich półmaratonów mam 24 na koncie). Oprócz korony półmaratonów, chcę w tym roku zdobyć Koronę Półmaratonów Pomorza, a czy zdobędę? Nie wiem, czasami życie nas zaskakuje różnymi przeciwnościami losu, ale wierzę że i ten cel zrealizuję. Ciężko pogodzić treningi z życiem rodzinnym mając troje Dzieci, pracą i innymi obowiązkami, które ciągle gdzieś życie dokłada.
- Wspomniałaś o Pomorzu. Obserwując was często widzę że wasze wyjazdy to dalekie podróże rzędu 400 -500 km. Jak ogarniacie podczas takich wyjazdów logistykę ? Bo ja osobiście nie widzę siebie na trasie półmaratonu, zaraz po 6 godzinach za kółkiem
- Jako mama jestem przyczajona do tego, że można nie spać całą noc i w dzień w miarę funkcjonować, mój Darek też w tej kwestii nie ma problemu, choć zmęczenie jest i tego ukryć się nie da, jakość tego biegu nie jest na pełnej petardzie, czasami po prostu się jedzie, aby zawody zaliczyć. Nie ukrywam, że bywało że mimo długiej podróży udało się zrobić nawet życiówkę (ja swoją mam na dystansie półmaratonu w Gdyni w tym roku), Darek dodatkowo robi wyzwanie przebiegnięcia w zawodach biegowych we wszystkich powiatach w Polsce. W weekendy zazwyczaj staramy się ogarnąć 1 zawody, choć bywało, że ogarnialiśmy i 3, z czego biegi bywały w różnych województwach. Jeżeli ma się cel to wydaje mi się, że ilość wymówek maleje i kilometry nie stanowią problemu. Podczas naszych wspólnych wyjazdów mamy sporo czasu tylko dla siebie jako małżeństwo, przegadujemy wiele spraw, śmiejemy się i śpiewamy razem w aucie jak radio przestaje mieć zasięg Polecam więc takie wyprawy, aby w tej nagonce obowiązków nawet w taki sposób wygenerować ten czas wspólny. Podczas naszych wyjazdów miałam i mam wsparcie u swoich rodziców, którzy również stawali i stoją na wysokości zadania i dopasowują nierzadko swoje plany do naszych podróży, aby zaopiekować się Dziećmi.
- To naprawdę duże wsparcie. Ukłon w stronę rodziców. Nie każdy by tak potrafił.
- Zgadzam się, moi Rodzice nie są fanami mojego biegania z racji mojej wady serca i nierzadko melduje się z mety choćby fotką, aby wiedzieli że żyję i niebawem wrócę Mimo wszystko rozumieją tą „zajawkę”. Kontuzje też staram się przed nimi ukrywać, aby ich nie martwić. Zaciskam zęby, nakładam tejpy i ogarniam cele dalej, choć wiem że czasami nie jest to rozsądne. Życie jest jedno i uważam, że trzeba z niego brać jak najwięcej, tym bardziej jeżeli coś sprawia radość. Bo jak wiemy w bieganiu nie liczy się sam fakt biegania, ale też radość z otrzymania medalu na mecie, spotkania starych znajomych, a także poznania nowych osób mających podobny fun z tej aktywności fizycznej.
Mam również świadomość, że kontuzje mnie lubią, nawet jeżeli nic mnie nie boli, to czuję czasami w kościach, że coś się na zawodach wydarzy, goję rany, wstaję i dalej biegnę.
- Które z biegów, które odwiedziliście do tej pory, szczególnie polecili byście znajomym do zaliczenia ? - To wszystko zależy, kto czego oczekuje od organizatora. Jeżeli chodzi o bogate pakiety – to zdecydowanie pionierem jest Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run w Łodzi na dystansie 10 km, cała otoczka, koncert, atmosfera - to jest coś co trzeba przeżyć. Biegi na mazurach natomiast mają najczęściej pamiątkowe koszulki w pakiecie bez dodatkowych opłat. Jeżeli natomiast ktoś lubi dobrze zjeść po biegu - to zdecydowanie Hunters Grodziski Półmaraton „Słowaka” oraz Kołobrzeski Półmaraton Brzegiem Bałtyku, gdzie organizator udostępnia restaurację, w której każdy dopasuje menu dla siebie. W przypadku głębokich doznań polecam Skórzeckie Nocne Bieganie, pierwszy z dystansów, który biegłam – 10 km był z czołówką po lesie (z racji pory nocnej). Ja osobiście bardzo boję się lasów, wielokrotnie się w lesie na zawodach gubiłam z racji problemów z błędnikiem. Dla mnie wszystkie ścieżki leśne wyglądają jednakowo. Na tym biegu jednak trasa była znakomicie oznaczona, w newralgicznych miejscach stali strażacy i wolontariusze, człowiek po prostu mimo terenu leśnego i pory nocnej - czuł się bezpiecznie. Poza tym wyostrzyły mi się chyba wtedy wszystkie zmysły, słyszałam więcej i widziałam ostrzej niż zazwyczaj w porze dziennej. Biegłam wtedy razem z Moniką Lesińską i wspierałyśmy się nawzajem. Poza tym jako kobieta lubię „prezenty” i jeżeli w pakiecie jest opaska/czapka/koszulka to zawsze jakoś milej ten pakiet wygląda, a tutaj również tak było. Półmaraton, który organizowałeś (II etap Skórzeckiego Nocnego Biegania) również był na wysokim poziomie, dużo punktów odżywczych jest ogromną zaletą dla biegacza - przy tak długim dystansie. Odczarowałeś mój lęk biegania w nocy i po lesie na zawodach.
- Nie lubię napędzać złych emocji , ale to pytanie muszę też zadać, bo samo klaruje się z naszej rozmowy. Czy są takie biegi, na który w przyszłości na pewno nie pojedziesz i odradziła byś tym, którzy chcieli by tam pobiec ?
- Nie wiem czy bym odradziła, bo nie wiem jak będzie wyglądała organizacja kolejnego biegu, ale ja na pewno drugi raz już nie pojadę. W tym roku odbył się Półmaraton w Wałczu, będący częścią Wałeckiego Festiwalu Biegowego, jeżeli się nie mylę był tam biegiem towarzyszącym. Przed rozpoczęciem biegu organizator na swojej stronie Facebook wprowadził w błąd uczestników odnośnie zawartości pakietów, miał być bardzo bogaty pakiet z konkretnymi rzeczami (tymi samymi, które były na krótszych dystansach), rzeczywistość w biurze zawodów okazała się całkiem inna, rzekłabym – rozczarowująca. Był to bieg w lipcu, pogoda mało sprzyjająca do długiego wysiłku, na trasie było mi naprawdę wyjątkowo słabo na tyle, że był to pierwszy bieg w mojej „karierze”, który myślałam że zakończę w karetce, mój czas też był jednym z gorszych w mej biegowej przygodzie. Na punktach odżywczych zabrakło wody, mimo wszystko postanowiłam, że jakoś się „doczłapie do mety” ostatkiem sił i tam się napiję oraz podejdę do karetki jeżeli mój stan się nie zmieni. O moje zdziwienie na mecie nie było wody, byłam zawodnikiem, który co prawda przybiegł po ponad 2 h, ale to nie usprawiedliwia organizatora. Nawet jakbym była ostatnia to uważam, że choćby ten kubek wody powinien być - po pierwsze z racji tak długiego dystansu, a po drugie z racji pogody. Nie widziałam na mecie żadnego z ratowników medycznych, może gdzieś byli dalej, tego nie wiem. Osobiście czuję niesmak i na pewno na te zawody nie wrócę.
- A co byś chciała przekazać osobom, które rozpoczynają bieganie i szukają swojego spełnienia w tym sporcie ?
- Przede wszystkim nie wolno porównywać się do innych biegaczy. Każdy jest na innym etapie życiowym, wiekowym oraz treningowym. Trzeba dużo cierpliwości, wyrzeczeń i dużo treningów, niektórych monotonnych, aby zbudować fundament do tej dyscypliny. Nie zrażajmy się porażkami. Wszystko można wypracować – szybsze tempo i wytrzymałość na długich dystansach, ale te treningi się różnią od siebie i nie chciejmy wszystkiego robić jednocześnie. Wszystko wymaga czasu. Wiem to sama po sobie, gdzie interwały ćwiczyłam na wzniosach i dwukrotnie nadłamałam kość piszczeli, chciałam skrócić sobie drogę, aby te treningi połączyć i nie rozkładać na dwa, jednak to kosztowało mnie wiele miesięcy ogromnego bólu i rehabilitacji, o lekach nie wspomnę. Najważniejsze to czerpać z tego przyjemność. Bieganie na pewno uczy dyscypliny i hartuje ducha. Mówi się, że dla biegacza nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery i pod tym podpisuje się obiema rękami. Najważniejsze to dbać o siebie, swoje zdrowie i wspierać się wzajemnie niezależnie od uzyskiwanych wyników, bo to są tylko liczby. Dziś oglądasz czyjeś plecy, jutro być może ktoś będzie oglądał Twoje. Ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsze, żeby nie oglądać się za siebie, tylko patrzeć przed siebie z dumą, że wciąż biegniesz i robisz coś pozytywnego dla własnego zdrowia. Każdy z nas kiedyś zaczynał. Nie każdy biegnie po to, żeby wygrywać, stawać na podium czy wyprzedzać innych. Czasem największym zwycięstwem jest samo wyjście na trening, pokonanie własnych słabości i zrobienie kolejnego kroku.
- Dziękuję Ci Angelika za poświęcony czas. Mam nadzieję, że Twoje doświadczenia i rady przydadzą się osobom, które szukają swojej drogi w bieganiu. Dziękuję za miłe słowa pod adresem imprezy Skórzeckie Nocne Bieganie, no i oczywiście widzimy się 14 listopada na starcie Skórzeckiego Nocnego Biegu Niepodległości, czyli ostatnim etapie naszej triady.
- Również dziękuję za rozmowę. Życzę nam Wszystkim, byśmy zawsze mieli wiatr w plecy, siłę w nogach i wiarę w sercu przy osiąganiu celów, nie tylko sportowych. Do zobaczenia na ścieżkach biegowych.
















































