piątek, 16 października 2026

Najważniejsze to czerpać z tego przyjemność - Angelika Zbieć

 Dzisiaj zapraszam was na wywiad z Angeliką Zbieć - osobą która pokochała bieganie i jak sama przyznaje ciężko by jej było bez niego żyć. 

Z Angeliką i jej rodzinnym teamem znamy się już jakiś czas. Poznaliśmy się w 2018 r., gdy Darek brał udział w Siedleckiej Lidze Biegowej, a Angelika wtedy była po III porodzie i miała przerwę w treningach. Często widujemy się również na zawodach biegowych i nie sposób po prostu nie zauważyć ich pomarańczowo-żółtych koszulek biegowych. 


- Od ilu lat biegasz i skąd właściwie wzięło się bieganie w twoim życiu? 

- Moje bieganie rozpoczęło się w 2012 roku, od narodzin mojego drugiego Syna, gdy w ciąży przytyłam 36 kg i chciałam zrzucić wagę, to była ciężka i długa droga nauki dyscypliny w początkach uprawiania sportu. Wszystkiemu nie sprzyja fakt, że bardzo lubię jeść. Wszystkie próby bycia na diecie kończyły się tego samego dnia, w której się rozpoczynały. Kilka razy chciałam spróbować współpracę z dietetykiem, ostatecznie nigdy do niego nie dotarłam z powodu braku czasu.

- Macie świetną biegową rodzinkę. Biega mąż, teściowa, teść. Czy oni mieli wpływ na Twoje pierwsze biegowe kroki? Czy raczej to Ty pokazałaś im pozytywne aspekty biegania ? 

- To ja rozpoczęłam tą biegową historię naszej rodziny, choć wcześniej unikałam sportu jak ognia, w podstawówce i w szkole średniej stawałam na rzęsach, aby otrzymywać zwolnienia z w-f. Do moich treningów dołączył mój Mąż, Teściowa wtedy rozpoczynała przygodę z nordic walking, po jakimś czasie dołączył do niej również mój Teść. Jak już spora część osób uprawiała sport stworzyliśmy swój własny team rodzinny pod nazwą DARFIK Team w 2018r. Do drużyny należy również siostra Męża – Katarzyna oraz młodsze pokolenie, nasze i Kasi Dzieci. Gościnnie w barwach naszej drużyny biega również Andrzej Sowa. Teściom w pewnym momencie już też nie wystarczało tempo chodzenia z kijami i również zaczęli biegać i oto tym sposobem biegamy po dzisiejszy dzień wszyscy bez wyjątków. 


- W tym roku ukończyłaś Koronę Polskich Półmaratonów.  Skąd pomysł na realizację tego celu ? Pomysł powstał, gdy mój Mąż rozpoczął biegać dłuższe dystanse i jako pierwszy zdobył Koronę Półmaratonów Polski w latach 2020-2022, bardzo mi się ten pamiątkowy medal spodobał i postanowiłam, że i ja kiedyś koronę zdobędę. W tamtym czasie biegałam krótsze dystanse. Pierwszy półmaraton przebiegłam w 2019r., idąc za ciosem razem z Mężem postanowiliśmy przebiec maraton w 2020 r. Wtedy rozpoczęła się pandemia i większość biegów zaczęli odwoływać, więc i my zaprzestaliśmy wtedy trenować dłuższe dystanse i miesiąc przed Maratonem otrzymaliśmy informację, że bieg się odbędzie i przebiegliśmy Maraton Warszawski na totalnym spontanie. Tamten czas uświadomił mi, że jak się czegoś bardzo chce to można i trzeba walczyć o to niezależnie od okoliczności. Z powodu paru kontuzji miałam wielokrotne przerwy w bieganiu i do długodystansowego biegania wróciłam w zasadzie w tym roku zdobywając 16 medali na tym dystansie, jak zdrowie pozwoli to chcę w tym roku dobić do 20 (obecnie wszystkich półmaratonów mam 24 na koncie). Oprócz korony półmaratonów, chcę w tym roku zdobyć Koronę Półmaratonów Pomorza, a czy zdobędę? Nie wiem, czasami życie nas zaskakuje różnymi przeciwnościami losu, ale wierzę że i ten cel zrealizuję. Ciężko pogodzić treningi z życiem rodzinnym mając troje Dzieci, pracą i innymi obowiązkami, które ciągle gdzieś życie dokłada. 



- Wspomniałaś o Pomorzu. Obserwując was często widzę że wasze wyjazdy to dalekie podróże rzędu 400 -500 km. Jak ogarniacie podczas takich wyjazdów logistykę ? Bo ja osobiście nie widzę siebie na trasie półmaratonu, zaraz po 6 godzinach za kółkiem 

- Jako mama jestem przyczajona do tego, że można nie spać całą noc i w dzień w miarę funkcjonować, mój Darek też w tej kwestii nie ma problemu, choć zmęczenie jest i tego ukryć się nie da, jakość tego biegu nie jest na pełnej petardzie, czasami po prostu się jedzie, aby zawody zaliczyć. Nie ukrywam, że bywało że mimo długiej podróży udało się zrobić nawet życiówkę (ja swoją mam na dystansie półmaratonu w Gdyni w tym roku), Darek dodatkowo robi wyzwanie przebiegnięcia w zawodach biegowych we wszystkich powiatach w Polsce. W weekendy zazwyczaj staramy się ogarnąć 1 zawody, choć bywało, że ogarnialiśmy i 3, z czego biegi bywały w różnych województwach. Jeżeli ma się cel to wydaje mi się, że ilość wymówek maleje i kilometry nie stanowią problemu. Podczas naszych wspólnych wyjazdów mamy sporo czasu tylko dla siebie jako małżeństwo, przegadujemy wiele spraw, śmiejemy się i śpiewamy razem w aucie jak radio przestaje mieć zasięg Polecam więc takie wyprawy, aby w tej nagonce obowiązków nawet w taki sposób wygenerować ten czas wspólny. Podczas naszych wyjazdów miałam i mam wsparcie u swoich rodziców, którzy również stawali i stoją na wysokości zadania i dopasowują nierzadko swoje plany do naszych podróży, aby zaopiekować się Dziećmi. 

- To naprawdę duże wsparcie. Ukłon w stronę rodziców. Nie każdy by tak potrafił. 

- Zgadzam się, moi Rodzice nie są fanami mojego biegania z racji mojej wady serca i nierzadko melduje się z mety choćby fotką, aby wiedzieli że żyję i niebawem wrócę Mimo wszystko rozumieją tą „zajawkę”. Kontuzje też staram się przed nimi ukrywać, aby ich nie martwić. Zaciskam zęby, nakładam tejpy i ogarniam cele dalej, choć wiem że czasami nie jest to rozsądne. Życie jest jedno i uważam, że trzeba z niego brać jak najwięcej, tym bardziej jeżeli coś sprawia radość. Bo jak wiemy w bieganiu nie liczy się sam fakt biegania, ale też radość z otrzymania medalu na mecie, spotkania starych znajomych, a także poznania nowych osób mających podobny fun z tej aktywności fizycznej.

Mam również świadomość, że kontuzje mnie lubią, nawet jeżeli nic mnie nie boli, to czuję czasami w kościach, że coś się na zawodach wydarzy, goję rany, wstaję i dalej biegnę.

- Które z biegów, które odwiedziliście do tej pory, szczególnie polecili byście znajomym do zaliczenia ? - To wszystko zależy, kto czego oczekuje od organizatora. Jeżeli chodzi o bogate pakiety – to zdecydowanie pionierem jest Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run w Łodzi na dystansie 10 km, cała otoczka, koncert, atmosfera - to jest coś co trzeba przeżyć. Biegi na mazurach natomiast mają najczęściej pamiątkowe koszulki w pakiecie bez dodatkowych opłat. Jeżeli natomiast ktoś lubi dobrze zjeść po biegu - to zdecydowanie Hunters Grodziski Półmaraton „Słowaka” oraz Kołobrzeski Półmaraton Brzegiem Bałtyku, gdzie organizator udostępnia restaurację, w której każdy dopasuje menu dla siebie. W przypadku głębokich doznań polecam Skórzeckie Nocne Bieganie, pierwszy z dystansów, który biegłam – 10 km był z czołówką po lesie (z racji pory nocnej). Ja osobiście bardzo boję się lasów, wielokrotnie się w lesie na zawodach gubiłam z racji problemów z błędnikiem. Dla mnie wszystkie ścieżki leśne wyglądają jednakowo. Na tym biegu jednak trasa była znakomicie oznaczona, w newralgicznych miejscach stali strażacy i wolontariusze, człowiek po prostu mimo terenu leśnego i pory nocnej - czuł się bezpiecznie. Poza tym wyostrzyły mi się chyba wtedy wszystkie zmysły, słyszałam więcej i widziałam ostrzej niż zazwyczaj w porze dziennej. Biegłam wtedy razem z Moniką Lesińską i wspierałyśmy się nawzajem. Poza tym jako kobieta lubię „prezenty” i jeżeli w pakiecie jest opaska/czapka/koszulka to zawsze jakoś milej ten pakiet wygląda, a tutaj również tak było. Półmaraton, który organizowałeś (II etap Skórzeckiego Nocnego Biegania) również był na wysokim poziomie, dużo punktów odżywczych jest ogromną zaletą dla biegacza - przy tak długim dystansie. Odczarowałeś mój lęk biegania w nocy i po lesie na zawodach. 



- Nie lubię napędzać złych emocji , ale to pytanie muszę też zadać, bo samo klaruje się z naszej rozmowy. Czy są takie biegi, na który w przyszłości na pewno nie pojedziesz i odradziła byś tym, którzy chcieli by tam pobiec ? 

- Nie wiem czy bym odradziła, bo nie wiem jak będzie wyglądała organizacja kolejnego biegu, ale ja na pewno drugi raz już nie pojadę. W tym roku odbył się Półmaraton w Wałczu, będący częścią Wałeckiego Festiwalu Biegowego, jeżeli się nie mylę był tam biegiem towarzyszącym. Przed rozpoczęciem biegu organizator na swojej stronie Facebook wprowadził w błąd uczestników odnośnie zawartości pakietów, miał być bardzo bogaty pakiet z konkretnymi rzeczami (tymi samymi, które były na krótszych dystansach), rzeczywistość w biurze zawodów okazała się całkiem inna, rzekłabym – rozczarowująca. Był to bieg w lipcu, pogoda mało sprzyjająca do długiego wysiłku, na trasie było mi naprawdę wyjątkowo słabo na tyle, że był to pierwszy bieg w mojej „karierze”, który myślałam że zakończę w karetce, mój czas też był jednym z gorszych w mej biegowej przygodzie. Na punktach odżywczych zabrakło wody, mimo wszystko postanowiłam, że jakoś się „doczłapie do mety” ostatkiem sił i tam się napiję oraz podejdę do karetki jeżeli mój stan się nie zmieni. O moje zdziwienie na mecie nie było wody, byłam zawodnikiem, który co prawda przybiegł po ponad 2 h, ale to nie usprawiedliwia organizatora. Nawet jakbym była ostatnia to uważam, że choćby ten kubek wody powinien być - po pierwsze z racji tak długiego dystansu, a po drugie z racji pogody. Nie widziałam na mecie żadnego z ratowników medycznych, może gdzieś byli dalej, tego nie wiem. Osobiście czuję niesmak i na pewno na te zawody nie wrócę. 

- A co byś chciała przekazać osobom, które rozpoczynają bieganie i szukają swojego spełnienia w tym sporcie ? 

- Przede wszystkim nie wolno porównywać się do innych biegaczy. Każdy jest na innym etapie życiowym, wiekowym oraz treningowym. Trzeba dużo cierpliwości, wyrzeczeń i dużo treningów, niektórych monotonnych, aby zbudować fundament do tej dyscypliny. Nie zrażajmy się porażkami. Wszystko można wypracować – szybsze tempo i wytrzymałość na długich dystansach, ale te treningi się różnią od siebie i nie chciejmy wszystkiego robić jednocześnie. Wszystko wymaga czasu. Wiem to sama po sobie, gdzie interwały ćwiczyłam na wzniosach i dwukrotnie nadłamałam kość piszczeli, chciałam skrócić sobie drogę, aby te treningi połączyć i nie rozkładać na dwa, jednak to kosztowało mnie wiele miesięcy ogromnego bólu i rehabilitacji, o lekach nie wspomnę. Najważniejsze to czerpać z tego przyjemność. Bieganie na pewno uczy dyscypliny i hartuje ducha. Mówi się, że dla biegacza nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery i pod tym podpisuje się obiema rękami. Najważniejsze to dbać o siebie, swoje zdrowie i wspierać się wzajemnie niezależnie od uzyskiwanych wyników, bo to są tylko liczby. Dziś oglądasz czyjeś plecy, jutro być może ktoś będzie oglądał Twoje. Ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsze, żeby nie oglądać się za siebie, tylko patrzeć przed siebie z dumą, że wciąż biegniesz i robisz coś pozytywnego dla własnego zdrowia. Każdy z nas kiedyś zaczynał. Nie każdy biegnie po to, żeby wygrywać, stawać na podium czy wyprzedzać innych. Czasem największym zwycięstwem jest samo wyjście na trening, pokonanie własnych słabości i zrobienie kolejnego kroku. 

- Dziękuję Ci Angelika za poświęcony czas. Mam nadzieję, że Twoje doświadczenia i rady przydadzą się osobom, które szukają swojej drogi w bieganiu. Dziękuję za miłe słowa pod adresem imprezy Skórzeckie Nocne Bieganie, no i oczywiście widzimy się 14 listopada na starcie Skórzeckiego Nocnego Biegu Niepodległości, czyli ostatnim etapie naszej triady.

- Również dziękuję za rozmowę. Życzę nam Wszystkim, byśmy zawsze mieli wiatr w plecy, siłę w nogach i wiarę w sercu przy osiąganiu celów, nie tylko sportowych. Do zobaczenia na ścieżkach biegowych.


sobota, 10 października 2026

Wrzesień 2026

 Wrzesień rozpoczęłem nie od pisania podsumowania sierpnia, ale od napisania dwóch ciekawych opowiadań o tym jak rozpoczęła się moja historia z bieganiem. Dwie częsci opowiadania czytały wam się tak dobrze, że zmobilizowałem się do trzeciej, która powstała zaraz po ogarnieciu podsumowaniasierpnia. Nie będę podsyłał linków, bo bez problemu znajdziecie je ciut niżej pod podsumowaniem. Czy powstanie czwarta część? Nie wiem. Jak to mawia klasyk: zobaczymy, zobaczymy, czas pokaże 😉

Tymczasem zajęłem się fajnym wywiadem z bardzo ciekawą osobą i on być może już w przyszłym tygodniu wleci na bloga 😉


 Wrzesień to tradycyjne imprezy biegowe.

W niedzlę 6 września wspólnie z Klubem Współczesnych Kobiet i Fundacją LeNatiga przygotowaliśmy po raz 3 bieg dla Natalki. Bieg był częscią pikniku pod nazwą Sportowa - Charytatywna niedziela w Kołodziążu. Zebrane środki trafiły na zakup komunikatora dla Natalki, która zmaga się z chorobą - Zespół Retta.



10 września wspólnie z Kasią, Żenią, Grześkiem, Karolem i Pawłem wyruszyliśmy w najdłuższą w tym roku rowerową trasę do Wilna. Tegoroczny wyjazd postanowiliśmy dedykować Szymkowi Kowalczykowi z Kotunia, dla którego zbierane są pieniążki na terapię genową. Nad naszym bezpieczeństwem czuwał Grzesio Kiełczykowski, któremu wszyscy jesteśmy bardzo wdzięczni za poświęcenie i zaangażowanie w nasz suporrt. Trasę w tym roku Grześ Góral zaplanował w dwóch etapach: 300 km, nocleg w Ogrodnikach i 170 km od granicy do Wilna.






 Może brzydko to napiszę, ale dupa goiła się prawie dwa tygodnie 😉 a ahillesy wymagały grubego tejpowania, abym 21 września  mógł stanąć na starcie szóstej edycji półmaratonu w Platerowie. 

Może przygotowania do tego biegu nie były idealne, ale udało się go przebiec w 1.23.50 ze średnią 3.58 i jest to  mój najlepszy wynik półmaratoński tego roku. Szkoda tylko, że zabrakło sił na ściganie na ostatnim kilometrze, bo to właśnie na nim przegrałem trzecie miejsce open i wylądowałem na piatym. 





27 września wspólnie z Grupą Biegaczy Skórzec Biega przygotowaliśmy po raz 3 na zaproszenie KGW Nowaki i OSP Nowaki, biegi dla dzieci podczas pikniku BIEGAJ I ĆWICZ W NOWAKACH





poniedziałek, 28 września 2026

Jak to z tym biegiem było III

 





Wymyśliłem sobie, że będę wybierał sobie jakieś charakterystyczne miejsca i będę do nich biegał, jak najszybciej potrafię. Tablica Boroszków, uschnięta osika w przydrożnym rowie i kapliczka przy skręcie na  Niwkę. Ta ostatnia wyjątkowo zapadła mi w pamięć.  Kiedyś postanowiłem do niej dobiec w 7 minut (1.5 km) . Wyszedłem z domu, włączyłem stoper ( bo aplikacji i zegarka jeszcze wtedy nie miałem)  i ruszyłem ile przysłowiowa fabryka dała. A wtedy dawała już sporo 😉 . Założony plan wykonałem jednak tak mnie zatkało, że do domu nie dałem rady wrócić.  Dobrze że miałem telefon.  Zadzwoniłem po żonę, aby po mnie przyjechała. Tak wyglądały moje pierwsze treningi. 

Na jednej z edycji zimowych Biegów Górskich Bogdana Bali poznałem Pana Bogdana. Był początek roku 2015. To on powiedział, że moge biegać jeszcze szybciej i że może mi w tym pomóc. Był bardzo wyrozumiały do moich biegowych pomysłów, ale i bardzo wymagający co do treningów.  To on wprowadził mnie na wysokie obroty. Biegałem bardzo dużo i coraz szybciej.  Po roku systematycznych treningów na Orlen Maratonie w 2017 roku udało się po raz pierwszy złamać magiczną granicę 3 godzin. 2.57.56  było nie tylko spełnieniem marzeń, ale i zaostrzenia apetytu po wiecej. 2018 rok przyniósł życiówkę na 10 km - 35.41 i dwie w przeciągu dwóch miesięcy życiówki w półmaratonie: 1.18.47 w Warszawie i 1.18.42 w Hajnówce, gdzie zajęłem 3 miejsce open.


Po drodze były 3 Rzeźniki, 2  Jesienne Ultramoratony Bieszczadzie, Nocny i dzienny  Rzeźniczek, Maraton w Atenach, Ultramaraton i półmaraton Karkonoski i inne ciekawe poniewierki na krótszych i dłuższych dystansach 😉


W czasie treningów z panem Bogdanem nie zabrakło też mocnych lekcji pokory. 3.00.36 i 3.00.27  pokazały mi, że wystarczy tylko sekunda straty na kilometrze i marzenia o złamaniu magicznej granicy 3 godzin mogą legnąć w gruzach.

Podczas okresu trenowania z panem Bogdanem biegałem naprawdę dużo. 300 km miesięcznie nie robiło na mnie wrażenia a miałem miesiące kiedy licznik wskazywał nawet 400. Na długich niedzielnych wybieganiach czesto towarzyszyła mi żona na rowerze. 
- Kijem pani go pogoni trochę, bo za wolno biegnie 😆 Bardzo często słyszeliśmy żarty na wsiach, gdzie biegnący człowiek był czymś niespotykanym. Często też zdarzało się że obcy ludzie zatrzymywali się i pytali czy trzeba mnie podwieźć 😆

W lipcu 2020 pobiegłem  2.58.37 w Crosowym maratonie w Końskich. Wypadek któremu uległem 20 lipca 2020 roku na ponad rok wyeliminował mnie z szybkiego biegania.
Na maratoński szlak wróciłem w 2021 roku w Łukowie. Tak po prostu na luzie pobiegłem 3.09 na maratonie upamiętniajacym pamięć biegowego kumpla Adama Burdacha i ten bieg pokazał mi, że istnieje cos takiego jak pamięć mięśniowa. W 2022 roku  postanowiłem spróbować mojego pierwszego ( tak tego o którym opowiadałem wam w częsci drugiej ze strony biegowej  dla kobiet 😉)  planu treningowego, tak zupełnie na luzie i bez większych zobowiązań a celem był maraton Łódź. 2.57.36 może nie było szczytem moich marzeń, ale było i jest do tej pory moim najszybszym i najlepszym bieganiem na dystansie maratonu.



Jak wiecie w tym roku przy okazji 50 urodzin, świętowałem również swój 50 półmaraton.  Chociaż chwilami myślę o tym, aby wrócić na maratońską trasę, to wspomnienia ile każdy z nich mnie kosztował wracają i jakoś mi się odechciewa 😉

Lubię biegać półmaratony. 21 km to dystans gdzie można pobiegać i długo i szybko 😉. Od jakiegoś czasu mimo upływu lat systematycznie biegam półmaratony w okolicach - 1.24 - 1.26 . To jest bieganie po 4 minuty kazdy kilometr. Lubię takie tempo i póki co świetnie sie z nim czuję. 

poniedziałek, 7 września 2026

Sierpień 2026

 Jakiś czas temu wymyśliłem sobie, że swój oficjalny 50 półmaraton uczczę razem 50 urodzinami. I tak jak zaplanowałem tak się udało. 50 półmaraton Tomka Skóry odbył sie 14 sierpnia w Skórcu. Był to pierwszy półmaraton, który udało sie zorganizować w Skórcu I jestem z tego bardzo dumny. To był cudowny dzień. Na imprezie pojawiło się  mnóstwo osób, które tego dnia chciały ze  mną świętować 50 urodziny. Z tego miejsca chciałbym jeszcze raz podziękować  wszystkim za obecność, dobre słowo, wspaniałe prezenty i mnóstwo pozytywnych emocji.





Dopełnieniem świętowania była Biegowa Pielgrzymka do Budzieszyna, bo odbyła sie dokładnie w dzień moich urodzin a kazanie, które powiedział ks. Marcin, na długo bedzie w mojej głowie.



Sierpień to także Twarda Skóra i Bieg Jacka. Obie te imprezy odbyły sie w ostatni weekend sierpnia. 

Twarda Skóra po raz piąty i z wielkim przytupem, bo honorowym patronem imprezy został sam Czesław Lang a Start I Meta wyścigu była umiejscowiona tuż przy pałacu W Korczewie. 





Bieg Jacka po raz 17 i mimo iż nie planowałem większych sukcesów, bo tym razem na prośbę Sylwii zdecydowałem sie poprowadzić zawodników jako pacemaker na czas 1.30, tak wyszło, że i tak stanąłem na 3 stopniu podium w Kategorii wiekowej m50.



Nie zabrakło też wakacyjnego Nocnego wyjścia rodziców z dziećmi do lasu, czyli wydarzenia Wakacyjne Nocne Sowy, ktore po raz kolejny przyciągnęło Mnóstwo rodziców z dziećmi. 




piątek, 4 września 2026

Jak to z tym bieganiem było II

 Jak to z tym bieganiem było Część II



I Bieg Siedleckiego Jacka odbył się 4.06.2010  roku i był moim pierwszym biegiem ulicznym. Tak jak wspomniałem w części pierwszej, podczas odbierania numerów startowych poznałem Irka Szachnowskiego, który to w 2013 roku namówił mnie na pierwszy start w półmaratonie, ale o tym za chwilę, bo jeszcze mała wspominka o biegu Jacka. Do dziś pamiętam jak wykosiło mnie na 400 metrów przed metą. Mimo iż głowa mówiła - Biegnij Tomek, ludzie patrzą, to nogi nie w ząb nie chciały współpracować. Szedłem i patrzyłem z niedowierzaniem na mijających mnie biegaczy, myśląc o tym co trzeba zrobić, aby tak biegać.



Kolejne dwa lata jeździłem tylko na okoliczne dyszki. Grzmią pod Soczkiem Armaty i Bieg wokół Miedzyrzeckich jeziorek, Adamowska Dziesiątka i Bieg Avon w Garwolinie to jedne z pierwszych jakie przebiegłem i to właśnie tam poznałem pierwszych biegowych znajomych. W Garwolinie po raz pierwszy zobaczyłem na trasie kenijczyków. Trasa tego biegu była z nawrotką, wiec będąc na 4 km widziałem ich na 7. Do dzisiaj zapamiętałem te chyba chudsze odemnie postacie i ich białe zęby, które na zmęczeniu wydawały sie jakby za chwilę miały im powypadać. To był rok 2012 a ja z czasem 48 minut byłem dokładnie setny na mecie wśród 400 uczestników I pamietam ze bardzo byłem z tego dumny.
W 2013 roku wspomniany Irek (spakował mnie do worka, zawiózł do Warszawy,  wypuścił i kazał biegać półmaraton 😆) . - tak to wspominamy po latach. Tak naprawdę pojechaliśmy pociągiem. Pamietam tą olbrzymią liczbę biegaczy przebierających sie na stacji  Warszwa Stadion. Pamietam też olbrzymi mróz w trakcie biegu. Ponoć było - 13. Z tego biegu zapamiętałem żółtą koszulkę adidasa, która przez jakiś czas była moją ulubioną do biegania, oraz  zamarźnięty makaron, w pojemniczkach styropianowych,  który chcąc zjeść, trzeba było popić gorącą herbatą.  Po 1.52 h biegu, byłem tak głodny, że było mi wszystko jedno.



 Złapałem biegowego bakcyla i pomyślałem, skoro tak fajnie było na półmaratonie, to może pobiegnę i maraton warszawski we wrześniu?
No ale trzeba było spróbować, jak to jest 😉
Pewnej sierpniowej soboty, wzięłem syna Rafała i chrześniaka Julka na rowery, no i ruszyliśmy na wycieczkę, oni rowerami, ja na piechotę. Nie pamietam czy trasę mierzyłem już przy użyciu aplikacji endomondo, czy w inny sposób, ale pamietam że wyszło 32 km. I to nic że znowu był problem z chodzeniem na drugi dzień. Najważniejsza była euforia i chęć przebiegniecia maratonu.
29 września 2013 roku to data największej mojej klęski biegowej. To dzień w którym powiedziałem -  ,, Nigdy Więcej''
Mój plan minimum  na ten bieg to było 4 godziny. Policzyłem sobie na chłopski rozum, że jak pierwszą połówkę pobiegnę w dwie godziny to i drugą tak się uda. Jednak nie wiedziałem wtedy tego, że maraton to zupełnie inne bieganie i do biegania takich dystansów trzeba mieć przede wszystkim pokorę.  Pierwsza połówka poszła w 1.48 i wszystko szło pięknie aż do 25 km. To właśnie na nim zakończyłem bieg. Nie , nie zeszłem z trasy. Po pierwsze dlatego, że nie wiedział bym jak wrócić na metę a po drugie wiedziałem, że mam 6 godzin limitu i nawet idąc sie wyrobię. I tak było. Lazłem sobie po Warszawie mijany przez kolejnych zawodników, zastanawiałem się czy moze jednak nie wsiąść w tramwaj i nie podjechać kawałek.  Wszelkie próby biegnięcia kończyły się po 200 -300 metrach. Na mecie zameldowałem się z czasem 4.18. Nogi miałem tak zmasakrowane, że schody na stację stadion brałem z 3 odpoczynkami. Kiedy Aldonka odbierała mnie autem ze stacji, nogi musiałem sobie włożyć rękami, siedząc na fotelu. Wtedy to rzekłem - nigdy wiecej maratonów.

Międzyczasy przypomniały jak to bardzo bolało 😆


No ale minął jakiś czas a że głowa nie pozwalała mi tego tak zostawić, postanowiłem jeszcze raz spróbować maratonu.  Padło na maraton lubelski 2 maja 2014 roku. Jeszcze na koniec grudnia 2013 wynalazłem sobie na stronie Ruuners Woman plan treningowy na złamanie 4 godzin. Poczytałem co i jak i od stycznia ruszyłem w cykl 16 tygodni żmudnego treningu. Nie wiedziałem jak to bedzie, bo była to dla mnie nowość. Rozbiegania,  podbiegi, tempa, zaczęłem spokojnie tego wszystkiego sie uczyć, po czym w połowie przygotowań dowiedziałem się że trasa maratonu lubelskiego jest jedną z najtrudniejszych w Polsce. 😵🤣
Nie zwątpiłem. Po 16 tygodniach pracy stanąłem na starcie maratonu lubelskiego.  Postanowiłem wtedy po raz pierwszy spróbować biegania z pacemakerem. Obstawiłem czas 3.45. Właśnie wtedy poznałem najlepszego pacemakera na świecie Bogdana , na którym caly czas się wzoruję bedąc pacemakerem na biegach. 
Całą trasę biegłem, tak jak bym był do niego przywiązany, a kiedy na 37 km po morderczym dwu kilometrowym podbiegu,  Bodzio zaproponował, że jak ktoś ma siły to moze ruszyć szybciej - ruszyłem .



Czas na mecie to 3.42.30 i to właśnie w tej chwili zrozumiałem, że bez odpowiedniego treningu, nie bedzie dobrego biegania.
Miesiąc po tym maratonie wykorzystując to, że miałem mnóstwo zapasu w nogach, po raz pierwszy pobiegłem dychę poniżej 40 minut. I wtedy zaczęło się szybsze bieganie 😆

czwartek, 3 września 2026

Jak to z tym bieganiem było.

 JAK TO Z TYM BIEGANIEM BYŁO.


Jednym z pierwszych moich akcentów biegowych jakie pamietam w swoim życiu, była ucieczka przed ojcem, który ganiał mnie z witką wokół letniaka.  Nie pamietam co przeskrobałem. Miałem 10 a moze 12 lat. Biegaliśmy tak w kółko i w końcu tatko sie zmęczył. Usiadł na schodach i powiedział - Nie będę cię ganiał dalej,  sam przyjdziesz. Przyszedłem, ale jemu juz złość na mnie minęła i skończyło sie na srogim opierniczu 😉
W podstawówce nie biegałem. Byłem mały i chudy. Na zawody jeździli silniejsi i bardziej wysportowani. Za największy sukces sportowy w szkole podstawowej uważam obronienie karnego, którego strzelał gość, który nigdy nie pudłował i zaliczenie skoków przez skrzynie i kozła na czwórkę 😉

Kolejne bieganie było w wojsku na szkółce w Grudziądzu. Kiedy to po niewykonaniu strzelania kręciłem orbitki,  biegając wokół idacego plutonu w masce przeciwgazowej. 😆😆😆




Będąc kucharzem na wojskowej stołówce również biegałem, najczęściej z wielką chochlą od nalewania zupy. Oczywiście za karę. 5 lub 3 razy wokół budynku stołówki. Wszystko zależało od  humory chorążego - kierownika stołówki. Była to tradycyjna kara za nie umycie po swojej służbie gara po ziemniakach lub po zupie. Zdarzały się też biegi za nie umycie maszynki do mielenia mięsa. Najgorzej było jak postała ze dwa dni i trzeba było z nią biegać przy zapachu śmierdzącego mięsa 😆 No ale to juz było w moim przypadku chyba tylko raz.




W 2002 roku rozpoczęliśmy z Aldonką budowę domu. Stojąc na stropie czy też przy podawaniu zaprawy murarzowi, często widziałem biegającego,  znajomego sąsiada,  który był policjantem.  Juz wtedy często go pytałem ile przebiegł i w jakim czasie.
W 2006 roku, po prawie 10 latach mieszkania w Ujrzanowie,  sprowadzilismy się z rodziną a ja wróciłem -  do Skórca.  Dzieci zaczęły chodzić do tutejszej szkoły. Okazało sie, że uczył ich ten sam nauczyciel, który uczył i mnie. I tak za namową dzieci w 2009 roku po raz pierwszy wystartowałem w Biegu organizowanym przez Andrzeja w ramach akcji ,,Cała Polska Biega ''.
A co ? Ja nie dam rady przebiec 3 km ? - pomyślałem ..... no I nie dałem. Pamietam jak po przebiegnieciu 1.5 km ścięło mnie na tyle,
że dalszą część trasy pokonałem idąc.

W 2010 roku, wystarczająco wcześniej dowiedziałem sie od dzieci, że bieg odbędzie sie znowu. Kilka marszobiegów w kwietniu pozwoliło, wygrać niezbyt obleganą frekwencyjnie kategorie open 😉 I to juz był czas kiedy dowiedziałem sie o Biegu Siedleckiego Jacka.  I pomyślałem, że skoro juz troszkę biegam a bieg jest w ramach upamietnienia wizyty Jana Pawła II w Siedlcach, to ja sobie tam pobiegnę.




No oczywiście trzeba było jeszcze sprawdzić, czy dam radę przebiec te 10 km. Dystans wymierzyłem sobie maluchem. I to nic, że na drugi dzień nie dałem rady chodzić. Byłem gotów, aby przebiec I Bieg Jacka. Odbierając pakiet na bieg poznałem Irka Szachnowskiego, który jest moim wielkim przyjacielem po dziś dzień. To właśnie Irek namówił mnie na pierwsze starty. W Adamowie no i ten o którym zawsze opowiadam - debiut na dystansie półmaratonu w Warszawie. Ale o tym opowiem wam w drugiej części. 😉

czwartek, 6 sierpnia 2026

Lipiec 2026

 Dwa fajne starty udało sie zaliczyć w lipcu.

Pierwszy to XV i ponoć ostatnia odsłona Tatarskiej Piątki w Studziance. O biegu dowiedziałem sie dzień przed startem. Jako że troszkę go wyczekiwałem, postanowiłem że pojadę do Studzianki przypomnieć sobie atmosferę tych biegów. A że na wyjazd udało sie namówić parę osób z Grupy Biegaczy Skórzec BIEGA wyszedł nam fajny grupowy wyjazd.  

Ciesze sie że po raz drugi w historii tej imprezy mogłem stanąć na najwyższym stopniu podium.




Drugi to prawie duathlon. Dlaczego prawie.? Bo mimo wszystko przed startem biegania po rowerze, było 15 minut przerwy. No ale do sedna.


Imprezę wiejskie Wyzwanie Joanna z Ale Czas zorganizowała po raz drugi. W tamtym roku nie udało sie tam być. W tym zapisałem sie odpowiednio wcześnie a dzień przed startem udało sie namówić na wspólny wyjazd, mojego serdecznego przyjaciela Pawełka.  Wiedziałem, ze bieganie po rowerze bedzie ciężkie, jednak nie spodziewałem sie że aż tak.  Rower tradycyjnie zachowawczo, chociaż były odcinki gdzie przycisnełem ponad 30 km/ h . Dalekie miejsce niw wróżyło sukcesów, jednak info że jest nas 4 w kategorii duathlonu,  dawało jakieś nadzieję na podium tego dnia.  Początek biegu mega ciężki.  Jednak po 3 km troszkę ruszyło i całość sześcio kilometrowej trasy udało sie pokonać ze średnią 3.55 a przy okazji wywalczyć 3 miejsce open w Biegu a w kategorii duthlonu 2 miejsce open. 





Pobyt z Hospicjum w Jantarze sprawił, że po 2 tygodniach przerwy rozpoczęłem treningi. Póki co raczej nie zrobię formy na 14 sierpnia, na swój urodzinowy półmaraton. Na Biegu Jacka tym razem po raz kolejny będę pacemakerem, i będę miał przyjemność poprowadzić zawodników na czas 1.30. Dopiero może na półmaratonie w Platerowie uda sie cos fajnego pobiec. Także trenujemy 😘