JAK TO Z TYM BIEGANIEM BYŁO.
Jednym z pierwszych moich akcentów biegowych jakie pamietam w swoim życiu, była ucieczka przed ojcem, który ganiał mnie z witką wokół letniaka. Nie pamietam co przeskrobałem. Miałem 10 a moze 12 lat. Biegaliśmy tak w kółko i w końcu tatko sie zmęczył. Usiadł na schodach i powiedział - Nie będę cię ganiał dalej, sam przyjdziesz. Przyszedłem, ale jemu juz złość na mnie minęła i skończyło sie na srogim opierniczu 😉
W podstawówce nie biegałem. Byłem mały i chudy. Na zawody jeździli silniejsi i bardziej wysportowani. Za największy sukces sportowy w szkole podstawowej uważam obronienie karnego, którego strzelał gość, który nigdy nie pudłował i zaliczenie skoków przez skrzynie i kozła na czwórkę 😉
Kolejne bieganie było w wojsku na szkółce w Grudziądzu. Kiedy to po niewykonaniu strzelania kręciłem orbitki, biegając wokół idacego plutonu w masce przeciwgazowej. 😆😆😆
Będąc kucharzem na wojskowej stołówce również biegałem, najczęściej z wielką chochlą od nalewania zupy. Oczywiście za karę. 5 lub 3 razy wokół budynku stołówki. Wszystko zależało od humory chorążego - kierownika stołówki. Była to tradycyjna kara za nie umycie po swojej służbie gara po ziemniakach lub po zupie. Zdarzały się też biegi za nie umycie maszynki do mielenia mięsa. Najgorzej było jak postała ze dwa dni i trzeba było z nią biegać przy zapachu śmierdzącego mięsa 😆 No ale to juz było w moim przypadku chyba tylko raz.
W 2002 roku rozpoczęliśmy z Aldonką budowę domu. Stojąc na stropie czy też przy podawaniu zaprawy murarzowi, często widziałem biegającego, znajomego sąsiada, który był policjantem. Juz wtedy często go pytałem ile przebiegł i w jakim czasie.
W 2006 roku, po prawie 10 latach mieszkania w Ujrzanowie, sprowadzilismy się z rodziną a ja wróciłem - do Skórca. Dzieci zaczęły chodzić do tutejszej szkoły. Okazało sie, że uczył ich ten sam nauczyciel, który uczył i mnie. I tak za namową dzieci w 2009 roku po raz pierwszy wystartowałem w Biegu organizowanym przez Andrzeja w ramach akcji ,,Cała Polska Biega ''.
A co ? Ja nie dam rady przebiec 3 km ? - pomyślałem ..... no I nie dałem. Pamietam jak po przebiegnieciu 1.5 km ścięło mnie na tyle,
że dalszą część trasy pokonałem idąc.
W 2010 roku, wystarczająco wcześniej dowiedziałem sie od dzieci, że bieg odbędzie sie znowu. Kilka marszobiegów w kwietniu pozwoliło, wygrać niezbyt obleganą frekwencyjnie kategorie open 😉 I to juz był czas kiedy dowiedziałem sie o Biegu Siedleckiego Jacka. I pomyślałem, że skoro juz troszkę biegam a bieg jest w ramach upamietnienia wizyty Jana Pawła II w Siedlcach, to ja sobie tam pobiegnę.
No oczywiście trzeba było jeszcze sprawdzić, czy dam radę przebiec te 10 km. Dystans wymierzyłem sobie maluchem. I to nic, że na drugi dzień nie dałem rady chodzić. Byłem gotów, aby przebiec I Bieg Jacka. Odbierając pakiet na bieg poznałem Irka Szachnowskiego, który jest moim wielkim przyjacielem po dziś dzień. To właśnie Irek namówił mnie na pierwsze starty. W Adamowie no i ten o którym zawsze opowiadam - debiut na dystansie półmaratonu w Warszawie. Ale o tym opowiem wam w drugiej części. 😉





















































