poniedziałek, 12 lipca 2021

X Tatarska Piątka

 Legendy o Tatarskiej piątce słyszałem już kilka lat temu jednak to że zawsze pracowałem w niedzielę było głównym punktem decydującym o tym że tam nie pojadę.  Po raz pierwszy do Studzianki zawitałem w styczniu 2020 a zawiodło mnie tam Tatarskie Grand Prix organizowane przez tamtejszego społecznika Łukasza Wędę a że słynna piątka była potrzebna do zaliczenia całego cyklu więc musiałem tam zawitać również w lipcu. Piątka przypadła mi do gustu tym bardziej że zajęłem 3 miejsce. Ten rok że względu na pandemię i moje problemy z ręką był od samego początku dużo uboższy w starty. Mimo że moc w nogach po przerwie spowodowanej wypadkiem wróciła nie było wiele okazji aby dać jej upust. 2 starty w Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec na dystansie 5 km oraz  jeden trochę dłuższy w Ruchence to wszystko co dało się nabiegać tej wiosny. Tatarska piątka mogła być kolejnym sprawdzianem. Do połowy czerwca wszystkie starty wisiały pod olbrzymim znakiem zapytania z powodu planowanej operacji. Kiedy dostałem decyzję o terminie przwidzianym na sierpień postanowiłem zgłosić się na bieg i opłacić opłatę. W międzyczasie udało się namówić na wspólny wyjazd Romana. Przeglądając listę startową na dwa dni przed zawodami stwierdziłem że chyba pierwsza trójka będzie trudna do zdobycia a męcząca infekcja, ból głowy i fluki lejące się strumieniami z nosa nie napawały optymizmem. Jeszcze w sobotę poważanie zastanawiałem się nad sensem wyjazdu jednak głód startów okazał się silniejszy. Prawie półtora godzinna podróż do Studzianki minęła spokojnie i o godz 12 byliśmy na miejscu. Odbiór pakietów bez kolejki,  trochę rozmów że znajomymi i właśnie gdzieś na parkingu dojrzałem Grzesia Machnowskiego pijącego zimne piwko. -A ty co? - Zapytałem - Dopalacza przed startem zażywasz? - Ta - odparł uśmiechając się gorzko. -Achillesa zerwałem, nie biegnę.  Popatrzyłem z niedowierzaniem. Dochodziła 12.30 i czas było troszkę się rozruszać. O 12.50 byłem już w okolicach linni startu, skupiony i myślący tylko o tym aby spokojnie ukończyć ten bieg. Rozejrzałem się do okoła nie było niko ze znanych mi szybkich Biegaczy. Nie było Rafała Golca z którym zawsze się liczę ani nikogo że zwycięzców poprzednich edycji. Chłodna głowa mimo upału mówiła mi: spokojnie,  zawsze na biegu może pojawić się jakiś czarny koń, objawienie i zgrzeje cię dziadku. 3.2.1 i ruszuli punktualnie o 13. Pierwsze metry to rozpoznanie i nie było w tym nic dziwnego że jakiś młodziak pędził 3 kroki przedemna a drugiego oddech słyszałem na plecach. Po pięciuset metrach ten prowadzący był dużo z przodu a oddechu na plecach już nie słyszałem. Słyszałem za to swój był równy i spokojnymimo że na zegarku tępo 3.30 . Mała buteleczka wody którą trzymałem w ręku była zbawieniem. Na pierwszym kilometrze prowadzący już był w moim zasięgu a ciut przed drugim to ja już prowadziłem. Trasa składała się z dwóch pętli opartych na kwadracie. Na dwóch pierwszych prostych było czuć troszkę wiaterek za to na dwóch drugich nie było czuć nic po za żarem lejącym się  z nieba. Nie oglądałem się  za siebie, robiłem swoje. Tuż przed 4 kilometrem pomyślałem że jeżeli ktoś mnie teraz wyprzedzi będzie znaczyło tylko tyle że był lepiej przygotowany. Przy wybiegnięciu na ostatnią prostą usłyszałem od osób obstawiających trasę, że nie mam co się spinać bo mam olbrzymią przewagę. Obejrzałem się.  Nie było wcale dużo może 100 metrów. Łyczek wody z gorącej już buteleczki i doprzodu. Jak mam wygrać sam to chociaż w ładnym stylu pomyślałem. Na metę wbiegałem sam a spiker , nie wiem czy żartował czy serio wspomniał że nie spodziewał się mnie tak szybko. 19.38 to czas zwycięzcy X Tatarskiej Piątki, mój czas. To prawda daleki od rekordu trasy, daleki od czasów zwycięzców z poprzednich edycji ale mimo wszystko historyczny bo zdobyty na X edycji tego biegu. Tuż po odebraniu medalu spotkałem wspomnianego Rafała Golca. Okazało się  że myślał że bieg jest o 14 i tak na niego przyjechał. Miał to być jego urodzinowy bieg. Oczywiście złożyłem mu najserdeczniejsze życzenia myśląc o tym jak wiele szczęścia potrzebuje każdy z nas nawet na najmniejszym kroczku naszego życia. Bieg mogę zaliczyć do tych udanych a sękacz który otrzymałem w nagrodę był tym z górnej półki. Niestety mojemu współyowarzyszowi wyprawy szczęście tego dnia też nie dopisało i tylko 15 sekund zabrakło mu do 3 miejsca w kategorii wiekowej.


Czasami tak się zdarza że licząc na mniej dostajesz więcej. Moje bardzo spokojne podejście do tego startu zostało nagrodzone zwycięstwem. Czy wrócę do Studzianki za rok nie wiem ale na pewno będę polecał ten bieg znajomym.


X Tatarska Piątka 

Skóra Tomasz

Czas 19.38 open 1.

poniedziałek, 5 lipca 2021

Czerwiec 2021

 To co dzieje się w moim życiu w ostatnich miesiącach jest czymś czego nigdy się nie spodziewałem. O niektórych rzeczach naprawdę nie można mówić głośno a tym bardziej pisać o nich na forach. Nie sądzę aby to co  przeżywam osobiście  było powodem pisania postów  na fb. Staram się pisać o czymś innym jednak to jakie znaki  w ostatnim czasie daje mi Pan Bóg, jest dla mnie czymś, czego nigdy nie doświadczyłem a być może, wszystko co działo się wokół mnie, działo się za szybko i nie byłem w stanie dostrzec tych znaków. Być może kiedyś dorosnę do tego aby podzielić się z kimś moim świadectwem, jednak to jeszcze nie ta pora. 

Czerwiec upłynął pod znakiem zbiórki nakrętek, makulatury i biegania czyli nic się nie zmieniło. Mimo że 9 czerwca wywiozłem zebrane nakrętki na skup to już 29 ponownie pakowałem busa. Efektem tych dwóch kursów jest 2.5 tony plastiku sprzedanego na recykling w ramach pomocy dla Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci.  


1 lipca mija rok kiedy to rozpocząłem współpracę z Stowarzyszeniem Mgiełka z Siedlec w ramach oddawania dla nich makulatury. Przez ten czas wywiozłem na skup prawie 25 ton makulatury i były by to naprawdę fajne pieniążki gdyby nie słaba cena na przełomie grudnia i stycznia. Na całe szczęście od kwietnia jest troszkę lepiej i w tej chwili wspominane  Stowarzyszenie otrzymuje przyzwoite pieniążki za dostarczoną przezemnie na skup makulaturę. Oprócz nakrętek i makulatury dużo ciekawych akcji wydarzyło się w czerwcu.  Ta najciekawsza to rowerowa wyprawa Tour tu Berlin której pomysłodawcą był wójt gminy Kotuń,  Grzegorz Góral. Dzięki jego pomysłowi wsparcia Hospicjum w trakcie rowerowej podróży do Berlina na konto Hospicjum wpadło około 5000 zł a przy okazji wiele osób wsiadło na rower aby wesprzeć cel wyprawy i wirtualnie wesprzeć podróżujących z wójtem Krzyśka i Krystiana. Ta akcją była również dla mnie motywacją i 14 czerwca popełniłem pierwszą setkę na rowerze w tym roku.


Co do mojego biegania to na biegowym  liczniku znalazło się 1500 km a dwa starty które zaliczyłem w tym miesiącu należy zaliczyć do tych bardzo udanych.  Ten pierwszy w Ruchence pod Węgrowem to wspaniałe zwycięstwo na 9.2 kilometrowej trasie. Ten drugi to start w drugim etapie Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec.  Drugie miejsce tego dnia może i nie było szczytem moich możliwości ale jak to kiedyś ktoś powiedział:  jak organizujesz to nie pobiegasz. W myśl tej zasady od jakiegoś czasu staram się nie startować w biegach organizowanych przez ekipę Skórzec Biega a jak już biegnę to nie nastawiam się na wynik.


Gdyby ktoś pytał o rękę to nie jest źle. Daję radę zrobić coraz więcej a rehabilitację również znoszę coraz lepiej.  Niestety operacja która miała być w czerwcu przesunęła się na sierpień także nie pozostaje nic innego jak czekać. 

środa, 2 czerwca 2021

Maj 2021

 Maj 2021 przechodzi do historii.  Przechodzi jako jeden z najzimniejszych majów jakie pamiętam. Co prawda temperatura w okolicach 15 stopni sprzyja treningom jednak ja należę do tych ciepłolubnych i dopiero pod koniec miesiąca nieśmiało zacząłem zakładać krótkie gatki do biegania. 

 Miesiąc rozpocząłem organizacją rodzinnej wyprawy zatutuowanej ŁOSIE NA SZOSIE która była kontynuacją i tak jakby drugim etapem zeszłorocznych Nocnych Sów. Prawie siedmio kilometrowy marsz z dziećmi,  zakończony ogniskiem to było coś na co czekałem od dłuższego czasu.

Pierwszy tydzień miesiąca upłynął pod znakiem ogarniania spraw związanych z organizacją Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec. 8 maja po wielu perypetiach wkońcu udało się zrobić pierwszy bieg tej imprezy. I chociaż jeszcze wśród zasad reżimu sanitarnego, przy falowym starcie i bez udziału publiczności ale jednak.


Kolejny tydzień to kurs z nakrętkami zbieranymi cały czas dla Hospicjum Domowego w Siedlcach. Tym razem nie zmieściłem się do busa i razem z Aldonką załadowaliśmy jeszcze samochód z przyczepką.  1720 kg tego dnia dopisaliśmy do naszego nakretkowego licznika. 


Miłą niespodzianką był też certyfikat ukończenia Korony Warszawy który dotarł do mnie wraz z odznaką 12 maja. O tej wyprawie pisałem w podsumowaniu kwietnia.


25 maja po raz kolejny w tym roku odwiedziłem Kraków. Kolejna wizyta i decyzja o kolejnej operacji która czeka mnie jeszcze w czerwcu. Wszystko wskazuje na to że narazie będzie to ostatnia operacja i to co uda się zrobić z ręką będzie mi musiało wystarczyć na jakiś czas. Cieszy fakt że mimo ograniczonej sprawności zaczynam sobie radzić coraz lepiej, chociaż już teraz widzę że z powrotem do pracy w piekarni może być problem. 

Miesiąc zakończyłem odbiorem makulatury  zespole oświatowym w Śmiarach oraz wizytą w szkole podstawowej w Toczyskach .


Na biegowym liczniku kolejne 250 km a na makulaturowym 2500 kg zebranej makulatury dla Stowarzyszenia Rodziców Dzieci Niepełnosprawnych Mgiełka. Razem od początku lipca ubiegłego roku przekazaliśmy  na ten cel ponad 20 ton makulatury. 

poniedziałek, 3 maja 2021

Kwiecień 2021

 W tym roku kwiecień rozpoczął się świętami,  a że na dwa tygodnie przed świętami wymyśliłem sobie Świąteczny Jarmark Wielkanocny,  oczywiście w wersji online to akurat jego zakończenie wypadło w przedświąteczny piątek 2 kwietnia.  Prawie 3 tys zł zebrane na konto Siedleckiego Hospicjum Dla Dzieci, z kilkudziesięciu licytacji prowadzonych zarówno na stronie wydarzenia oraz na moim prywatnym profilu na FB zadowoliło moje oczekiwania. Oczywiście wszystko dzięki ludziom dobrej woli którzy przekazywali rzeczy na licytację oraz licytowali wystawione fanty. 

W poświąteczną środę razem z Michałem, tym samym z którym pod koniec marca przebiegłem całą długość rzeki Kostrzyń,  wyruszyliśmy na podbój warszawskich górek w ramach wyzwania zatytuowanego Korona Warszawy. 30 km począwszy od Monte Kazura,  przez Kopę Cwila,  Kopiec Moczydłowski aż do Kopca Powstania Warszawskiego było mega wyzwaniem opartym na ciągłym patrzeniu na mapę oraz szukaniu niejednokrotnie dogodnego przejścia przez warszawską ulicę.  


Dziesięć dni później czyli 17 kwietnia w ramach operacji Czysta Rzeka w skromnym gronie wyruszyliśmy z Żelkowa w kierunku ujścia rzeki Świdnica,  wspierając sztab Kotuń i Okolice. To co zrobili tego gnia wolontariusze tego sztabu dla tej małej rzeczki , zasługuje na mega uznanie i wyrazy szacunku. 


Tydzień później wspólnie z kolegami z klubu wybraliśmy się pobiegać po górach w okolicy Szczawnicy. Ponad 40 km zrobione w dwa dni na pewno wzmocniły nogi a cały wyjazd pozwolił zwiększyć tygodniowy kilometraż oraz odpocząć od dnia codziennego.


Miesiąc kończę z przebiegniętymi 300 km i ponad 1000 w tym roku. Nie zapominam o mocnych akcentach oraz dłuższych wybieganiach. Mimo że nakrętki zbierają się przyzwoicie nie udało się w minionym miesiącu zorganizować kursu na skup z powodu braku transportu. Co do makulatury to cieszy fakt że jej cena troszkę wzrosła i w tej chwili jest już w okolicach 200 zł za tonę a dwie tony zebrane w kwietniu to naprawdę fajny wynik. 


czwartek, 1 kwietnia 2021

Marzec 2021

 Marzec rozpocząłem wizytą w szpitalu w Krakowie.  Planowana na czwartek 4 marca operacja odbyła się w środę i w piątek po południu wróciłem do domu, by powrócić do Krakowa za dwa tygodnie na zdjęcie szwów. To były bardzo ciężkie dwa tygodnie. Ciężko było przyzwyczaić się do opatrunków i do pociętej znowu ręki, jednak wszystko zagoiło się dobrze i po dwóch tygodniach odpoczynku mogłem po malutku ruszać.  Mimo dwutygodniowej przerwy w działaniach 24 marca udało się wywieźć kolejne 1320 kg nakrętek a w temacie makulatury temat zamknęłem na ilości 2.5 tony w mijającym miesiącu. 

Mimo wspomnianych dwóch tygodni rekonwalescencji udało się nabiegac 210 km, chociaż szczerze powiedziawszy olbrzymia w tym zasługa piędziesięcio kilometrowej wycieczki biegowej wzdłuż rzeki Kostrzyń,  na którą wyruszałem z klubowym kolegą Michałem. https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2021/03/wzduz-rzeki-kostrzyn.html?m=1


Mimo że ostatnio nie piszę zbytnio o planach to muszę nadmienić że już w najbliższych dniach pobiegniemy razem kolejną wyprawę. Tym razem w ramach akcji Fundacji Maraton Warszawski i fundacji RackendRoll pobiegniemy wyzwanie zatytuowane Korona Gór Warszawy. Jeżeli ktoś mógłby i chcialby wspomóc moje wyzwanie to serdecznie zachęcam https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/11748?fbclid=IwAR3zm4kMj9tGNnXlK1zKMHU4DL9yfNRqww6sU7ZzZUBrjXyoqKutPiLpRrM

Już od dzisiaj ruszam z akcją zbiórki aluminiowych puszek po napojachz której dochód bedzie przeznaczony na pomoc podopiecznym Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci i do udziału w niej serdecznie was zapraszam. 


poniedziałek, 29 marca 2021

Biegiem wzdłuż rzeki Kostrzyń

 Pierwsze myśli o przebiegnięciu wzdłuż koryta rzeki Kostrzyń pojawiły się w mojej głowie jakieś 2- 3 lata temu kiedy to wspólnie ze znajomymi zaczęliśmy systematycznie co rok biegać wzdłuż rzeki Świdnica ( dopływ Kostrzynia) . Szybko jednak umarły bo wskazany przez wikipedię dystans 45 km był nie do pokonania samotnie a i namawianie kogoś na taką wyprawę nie było mi na rękę. Dokładnie rok temu przemierzenie części tej rzeki zaproponował biegowy kolega Leszek. Mimo że była to jedna z tych niezapomnianych przygód biegowych, umocniła mnie w przekonaniu że jednoosobowa wyprawa wzdłuż w tej rzeki będzie bardzo niebezpieczna a co za tym idzie praktycznie niemożliwa. 

Kiedy na początku marca, klubowy kolega Michał zaproponował próbę przebiegnięcia wzdłuż rzeki Kostrzyń, po prostu nie mogłem odmówić. I absolutnie nie przeszkadzało mi że to on jest pomysłodawcą wyprawy i to on ustala zasady gry. Zaproponowany termin 28 marca też  mi odpowiadał. Jedyne co wzbudzało we mnie złe myśli to wspomnienie brodzenia po kolana w wodzie z poprzedniej wyprawy z Leszkiem oraz przewidywany dystans 45 km. To drugie starałem się sobie wytłumaczyć tym że ktoś kto mierzył rzekę robił to dokładnie wzdłuż linii brzegowej a my już w pierwszych zamierzeniach mieliśmy pobiec nie dokładnie wzdłuż tej linii ale tak aby było w miarę bezpiecznie ale i tak aby nie stracić rzeki z oczu. 

Przepiękna sobota poprzedzająca dzień wyprawy dawała nadzieję jednak czym bliżej wieczora pogoda się psuła a na wieczór zaczęło już konkretnie padać do tego w prognozach wiatr który w porywach miał mieć do 50 km /h. Niedzielny poranek przywitał nas jednak przyzwoitą pogodą. Po wieczornym deszczu nie było znaku, jedynie kierunek wiatru który jeszcze w sobotę sprawiał wrażenie sprzyjającego , zmienił się w nocy i jeszcze przed startem wiedzieliśmy że będziemy biegli pod wiatr. 


Dokładnie o godz 9.12 zameldowaliśmy się u źródeł Kostrzynia, na pograniczu wsi Przywory i Domanice, w towarzystwie żony Michała oraz Pawła który zaproponował że odprowadzi nas do pierwszego mostu w Żebraku czyli jak obliczyliśmy około 10 km. Pierwsze kilometry były bardzo spokojne i pobiegliśmy prawie bez spoglądania na mapę, bo w poniedziałek poprzedzajacy bieg wybraliśmy się z Michałem na mały rekonesans startu biegu. Wiatr który wiał prosto w twarz nie był aż taki mocny jak zapowiadano w prognozach a i słonko zaczynało przebijać się z za chmur. W Żebraku na moście czekała na nas Wiola. Krótki posiłek,  banan galaretka, łyk wody i dalej w trasę. Paweł postanowił że ruszy dalej do kolejnego mostu w Dobrzanowie. Wspomnienia sprzed roku nie napawały  mnie optymizmem na ten odcinek. Wyruszyliśmy prawą stroną rzeki której już od tej pory nie dało się przeskoczyć w razie przeszkód. Na zegarkach było 10.5 km. Jakież było moje zdziwienie gdy po 2 kilometrach biegu zobaczyłem że rzeka wzdłuż której biegniemy w niczym nie przypomina tej sprzed roku.  Prace merioralizacyjne przeprowadzone prawdopodobnie na jesień uregulowały koryto rzeki a co za tym idzie całkowicie oczyściły rzekę z tam które powodowały olbrzymie rozlewiska. Euforia nie trwała długo. Gdzieś w okicach 14 km prawy dopływ i niewielkie rozlewisko zmusiły nas do przeprawy na drugą stronę rzeki.  Aby zachować suche buty i skarpetki postanowiliśmy przeprawić się na boso. W tym miejscu rzeka nie byłajeszcze zbyt głeboka i takie rozwiązanie zdawało się być najlepszym. Na kolejnym mostku ponownie powróciliśmy na prawą stronę i tak dobiegliśmy do Dobrzanowa gdzie pożegnaliśmy Pawła i po kilku zdjęciach przy starym młynie ruszyliśmy dalej, oczywiście prawą stroną. Od Dobrzanowa rzeka zaczęła troszkę kręcić a my mogliśmy podziwiać te zakola i biec przed siebie nadal suchą nóżką.  


Nastepny etap to długa bo chyba dziesięcio kilometrową prosta która ciągnęła się od wysokości wsi Kamieniec aż do mostu kolejowego  w Oleksinie. Tutaj dowiedzieliśmy się z mapy szlaku kajakowego że przed nami jeszcze przynajmniej 20 km biegu, a że na zegarkach było 30 km ogarnęło nas lekkie zdziwienie bo ani ja ani Michał nie szykowaliśmy się na 50 km. Szybka przeprawa i juz widać było miejsce gdzie Kostrzyń łączy się  za naszą Świdnicą. Po raz pierwszy zmoczone buty i ze względów logistycznych pierwsze wyjście na asfalt . Tuż za mostem w umówionym miejscu czekała na nas Wiola. Michał zdawał się złapać doła. Obtarta noga zmusiła go do zmiany butów. Ja skupiłem się na jedzeniu. 2 banany,  czekolada, trzy galaretki i czułem się naładowany energią. Jeszcze tylko zmiana koszulki bo ta w której biegłem zrobiła się nieprzyjemna i mogliśmy ruszać. Michał odpoczął. Było widać że oswoił się z myślą piędziesięciu kilometrów zupełnie tak jak ja. Kolejne 3 km do mostu na trasie A2 upłynęły nam na liczeniu kilometrów go końca i na żartach typu że jak naprawdę ta rzeka ma 50 km to przeciągniemy tego co na Wikipedii napisał 45, po tej trasie aby pokazać ze więcej. Po przekroczeniu mostu na A2 postanowiliśmy wziąć do ręki telefon z mapą bo rzeka zaczęła znowu kręcić a nam nie w głowie było błądzenie po jej zakolach. Spokojnym tempem udało się dobiec do stawów w Gałkach.

Tutaj po krótkiej naradzie postanowiliśmy że przejdziemy na lewą stronę rzeki i pobiegniemy groblą oddzielającą stawy od rzeki. Cudne widoki cały czas umilały nam mijające kilometry. Gdzieś w połowie stawów zegarki pokazały dystans maratonu i tutaj już na 100 % wiedzieliśmy że wyjdzie blisko piędziesiątki. Wyjście z grobli i przeprawa do mostu w miejscowości Stara Sucha,  to chyba najtrudniejszy odcinek trasy. Za mostem przeszliśmy spowrotem na prawą stronę i tutaj po raz kolejny mocno zmoczyliśmy buty . Kiedy mijaliśmy Proszew A wiedzieliśmy że do nasza wędrówka skończy się nie więcej niż za pół godziny. Do tej chwili nie liczyliśmy czasu. Gdzieś przed Proszewem B wyszliśmy na chwilę na asfalt.


Zdjecie na moście i  wymuszona zmiana strony biegu. Teraz aż do zapory i ruin starego młyn biegliśmy lewą stroną. Na zaporze wróciliśmy na prawą stronę i biegliśmy nią aż do drewnianej kładki gdzie czekała na nas Wiola.  Tu zmieniliśmy stronę biegu po raz ostatni bo przed nami było ostatnie 400 metrów. Tutaj też dołączył do nas syn Michała , Gabryś. Po kilku minutach byliśmy na mecie. Liwiec przywitał nas piękną słoneczną pogodą a zegarki wybiły równo 50 km.

 Tak powstają przygody, tak powstają wspomnienia na całe życie. Dziękuję z całego serca Michałowi który mi zaufał i zaprosił do tego przedsięwzięcia.  Dziękuję Wioli która odebrała z mety biegu i zadbała o to aby być na czas na każdym punkcie. Dziękuję również Pawłowi bo to dzięki niemu nie ruszyliśmy za szybko bo to dzięki jego osobie być może ukończyliśmy ten bieg.





czwartek, 4 marca 2021

Luty 2021

 1200 kg nakrętek, 1520kg makulatury oraz 225 przebiegniętych kilometrów a co za tym idzie przekroczone 500 w tym roku, tak w skrócie w cyfrach można podsumować Luty.  Ale do rzeczy.

1300 kg nakrętek pojechało na skup 4 lutego w ramach akcji Nakrętki Dla Siedleckiego Hospicjum i były to nakręteki zbierane od połowy grudnia. Tym samym rozpoczęło się lutowe zbieranie które poszło bardzo dobrze  i już w połowie miesiąca wiedziałem że trzeba łatwic kolejny transport. I tak się stało 1200 kg pojechało na skup 26 lutego czyli w trzy tygodnie od poprzedniego kursu.


Oprócz nakrętek mój czas pochłaniała organizacja Noworoczno-Walentynkowego marszobiegu GBSB którym tym roku odbył się przy wielu ograniczeniach spowodowanych epidemią. Mimo wszystko udało się zebrać ponad 9 tys. Zł które zasiliły konto zbiórki #małysprzętWIELKAPOMOC,  prowadzonej przez fundację Le Natiga i mającą na celu zbiórkę funduszy na zakup mobilnego USG dla podopiecznych Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci. Kolejna okazja pomocy Hospicjum przyszła już 21 lutego. Wtedy to w Skórzeckiej parafii gościli wolontariusze Fundacji oraz ks Paweł Siedlanowski który opowiadał o działaniach oraz planach Fundacji.


 

Co do biegania nie było go zbyt wiele. Pierwszy tydzień to luz przed maratonem w Studziance który kończył Tatarskie Grand Prix. Poczytać o całości możecie tutaj....https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2021/02/grand-prix-i-studziance.html?m=1

Drugi tydzień to zupełny odpoczynek po maratonie zakończony startem w wspomnianym Charytatywnym Marszobiegu.  I mimo ze jeszcze pod koniec 3 tygodnia udało się zrobić fajne BNP to nie było już motywacji do mocniejszych treningów z powodu kolejnej zaplanowanej na początek marca wizyty w szpitalu. Na całe szczęście udało się jeszcze odwiedzić razem z Pawłem i Leszkiem rzekę Świdnicę co dało kolejne 17 km do lutowego licznika.