wtorek, 27 marca 2018

13 PZU Półmaraton Warszawski

 Decyzję o tym że pobiegnę  w półmaratonie  Warszawskim  podjęłem  na początku  roku. Oczywiście  nie  było  innej opcji  jak pobiec  po raz drugi  w akcji #biegamdobrze.  Na przebieranki tym razem nie miałem ochoty i musiałem  wymyśleć  coś  aby zebrać  pieniążki  dla fundacji  Wcześniak Rodzice - Rodzicom.  Postanowiłem  połączyć  zbiórkę  z moim startem  w Ultramaratonie Nadbużańskim.  Celem  mojej  zbiórki  było  700 zł  (kwota zebrana  w  tamtym roku )  . Wymyśliłem  sobie  że  osoba która wpłaci największą kwotę,  wyznaczy mi dystans  do przebiegnięcia  podczas wrześniowej  nadbużańskiej imprezy biegowej.

Po kilku tygodniach miałem  już zapewniony pakiet startowy  a pieniążków  na koncie  przybywało.
Na dzień  przed biegiem  na  koncie zbiórki  było ponad 1500 zł  , drugie tyle niż  limit który  sobie wyznaczyłem.
Sam start miał  należeć  do tych szybkich. A że  życiówka  z Gdyni  miała  już  rok , trzeba było  nad nią  popracować. Ogólnie  nie lubię  trzynastek  no ale cóż  począć. ...W Atenach  biegłem 13 listopada  i było  naprawdę  w miarę  więc  aby  nie być  przesądym nie szukałem  wymówek  do startu w  tej 13 edycji  półmaratonu w stolicy.
Całość  przygotowań  szła  bardzo dobrze  ,  niestety  w poniedziałek  przed startem  przewiało  mnie niemiłosiernie  i do soboty  nękały  mnie różne  objawy przeziębienia  ,  które  starałem się  łagodzić  lekami  jak i domowymi  sposobami  typu  nalewki  Tomka H. i babci  Ali.
Zarówno  sobota przed  startem jak i niedzielny  poranek  przyniosły  piękną  wiosenną  pogodę, wprost wymarzoną  dla biegaczy. Prawie 13000 biegaczy a wśród  nich ja o godz.10 wybiegło  na  warszawskie  ulice.


Pierwsze  kilometry  minęły  bardzo szybko i nim zdążyłem  się  rozejrzeć  kto ze mną  biegnie  byliśmy  już  na trzecim kilometrze.  Jean Marc, Korzonek  i Łukasz  Kosieradzki  to zdecydowanie  czołówka  siedleckiego  biegania  i tak naprawdę  nie wiem  jak się  wśród  nich  znalazłem. 3:38 na zegarku  to zdecydowanie  za szybko ale po 5 km tempo uspokoiło  się  do 3 :  42 i było  ok.
Na dziesiątym  kilometrze  korzonek  zaczął  szybko  liczyć  .37 razy dwa  ....no dobra 1 : 18 jak na po chorobie  może  być  ...Posłuchałem, popatrzyłem  dla mnie też  może być  pomyślałem  😄 . Ciut przed dwunastym  kilometrem  po raz kolejny , największy gadusz  z naszej ekipy  przemówił. ...Mam kryzys. ...  kto go nie ma ? pomyślałem   sięgając  do kieszonki  po żela  ... na całe szczęście  woda była tuż  za zakrętem  ...bo żel  nie poszedł  jak trzeba i zaczął  palić  w przełyku.  Oby  do 15 km myślałem  .16-17 -18  ...było nieźle  chociaż  korzonek  zaczął  mi uciekać. ..19  km i tunel. ..oprócz  GPS -a  straciłem  poczucie szybkości  ...Było  dziwnie...bez słońca ,  bez wiaterku  ,  bez zegarka.... długo to trwało. ...za długo. ...  Na szczęście  wybiegajac  z tunelu  zobaczyłem  flagę  ze znacznikiem 20 km.
Euforia, doping kibiców   i emocje  dały górę. ..ostatni  kilometr pokonałem  tempem 3:38 .
 To był  piękny  bieg i bardzo szczęśliwy  jak na 13.  Życiówka poprawiona  o 1'01 ''
13 PZU  Półmaraton  Warszawski
Skóra Tomek
1 : 18 : 49
open- 144
m 40 -18

poniedziałek, 12 marca 2018

Dzień Kobiet na sportowo nad Siedleckim zalewem

Na pomysł  zorganizowania  tej imprezy  wpadłem  kilka tygodni  temu kiedy  to  mój  biegowy  dobry  znajomy  Wojtek Kokoszka  zaproponował  zorganizowanie  wspólnego treningu Slow  Jogging.  Największym problemem na początku  okazało się  znalezienie odpowiedniej lokalizacji  do tego typu  przedsięwzięcia. Ze względu  na porę  roku na pewno nie mogliśmy  zrobić  tej imprezy  pod gołym  niebem  a i późniejszy  pomysł  aby dołączyć  lekcję  pokazową  jogi potwierdził,  że trzeba znaleźć  do tego  celu  w miarę  ogrzewaną  salę.  Po pytałem znajomych  co sądzą  o pomyśle  i czy pomogą  mi w organizacji. Pomysł  się  spodobał  a znajomi  podsuneli  kilka propozycji  co do miejsca imprezy. Wśród  propozycji  była  Cicha  Stanica  nad Siedleckim zalewem.   Z pewną  nieśmiałością  wysłałem  mejlem  zapytanie, czy była  by możliwość  organizacji  imprezy  sportowej  u nich w restauracji.  Menager ,  jak później  się  okazało ,  również  biegacz, zaprosił  mnie  na rozmowę  aby dokładnie  omówić  szczegóły  imprezy.  Co do  daty  ustaliliśmy  że najlepszą  będzie  sobota  10 marca i że było  by można połączyć  nasze  biegowo  jogowe  spotkanie ze świętowaniem dnia kobiet.  Przystąpiłem do działania. Regulamin  , zapisy  ,wydarzenie  na facebooku. W między czasie  odezwało  się  kilka osób  którym spodobał  się  pomysł  i chcieli  by ufundować  nagrody. Zapisy  ruszyły  a ja jako pomysłodawca i organizator  wydarzenia  cały czas starałem się  zachęcić  do udziału  co raz to większą  liczbę  osób.  Zapisy  zakończyły  się  8 marca  i  na liście  startowej  było 70 osób.  Cieszyłem  się  ogromnie. Prognozy  pogody  były optymistyczne  i wszystko wskazywało  na to że impreza  odbędzie  się  przy iście  wiosennej  aurze. Tak też  się  stało  . Od samego  rana świeciło  słonko  a pierwsi  biegacze pojawili  się  tuż  po  dziesiątej  .Sam bieg zaplanowany  był  na godzinę  12 . Tuż  przed nim odbyła  się  rozgrzewka  Slow  joging  którą  poprowadził  Wojtek.  Punktualnie  o 12 ,64  biegaczy w różnym  wieku  wyruszyło  na trasę  biegu  która wiodła  wokół    siedleckiego  zalewu .
Już  po 12 minutach  na metę  wbiegła pierwsza  kobieta ,  moja znajoma  Agnieszka ,  a tuż  za nią  kolejne  dziewczyny . Każda  kobieta witana  była przez nas  kwiatami oraz brawami  .  Słodki  poczęstunek,  ciepła zupka  oraz kawa i herbata  czekały na  wszystkich  uczestników  biegu. Tuż  po biegu  odbyła się  dekoracja i losowanie  nagród.  Po losowaniu  wszystkie chętne  osoby  mogły wziąść  udział  w  lekcji  Jogi  którą  poprowadziła  żona Wojtka  ,  Agata.
Dziękuję  serdecznie  za wsparcie imprezy  :
Joli  Filipczyńskiej  -Kino Helios -nagrody i wejściówki do kina
Cukierni Pszczółka  za pyszne ciasto,
Marcinowi  Seredzińskiemu  firma Marflex  za numery startowe
Joli  Kalinowskiej  za karnety  na zajęcia Jogi
Marcie Kubaś  za zestawy  kosmetyków  dla pań.
Dziękuję  współorganizatorom którzy stanęli na wysokości  zadania i dzięki  nim mogliśmy  cieszyć  się  razem z dobrze wykonanego zadania. Podziękowania należą  się  obsłudze Cichej Stanicy  właścicielom  oraz menagerom ktorzy przygarneli  nas tego dnia do siebie 😄  Dziękuję Wojtkowi  i Agacie  za ich wkład i zaangażowanie  w organizację  imprezy . Dziękuję  naszym fotografom Arkowi  i Kamilowi.   Dziękuję  Tomkowi, Pawłowi  i Hubciowi  którzy  już  od dziesiątej  czekali na uczestników w biurze  zawodów  i   świetnie spisali się  zarówno przy  wydawaniu  numerów  jak i przy sędziowaniu , przy dekoracji  i przy wreczaniu nagród.
Dziękuję   wszystkim  uczestnikom  którzy  tego dnia odwiedzili  Cichą  Stanicę  a szczególnie  panom  których  było aż  14  za wsparcie  kobiet  na trasie biegu. Mam nadzieję  że tegoroczna impreza  spodobała  się wszystkim i że za rok spotkamy  się  w tym  samym  miejscu  by razem świętować  dzień  kobiet na sportowo   😄

sobota, 3 marca 2018

Luty 2018

Kończy się luty , pozostało 3 miesiące do najważniejszego tegorocznego startu .Biegam dużo to trzeba przyznać. Komfort daje mi to że biegam pod okiem trenera do którego mam zaufanie i bez którego wiedzy nie zrobię nawet kilometra (chyba że coś urwać ,to mi się zdarza :) ). Po starcie w Stoczku Łukowskim wiem że wszystko co robię zmierza w dobrym kierunku . 366 kilometrów w cztery tygodnie to niezły wynik, biorąc pod uwagę że tydzień przed startem był bardzo odpoczynkowy a treningi robione w lutym to przede wszystkim szybkość i siła biegowa . Ostatni tydzień lutego przymroził mnie niemiłosiernie .Trzeba przyznać że w temperaturach oscylujących w granicach -15  stopni Celsjusza bieganie nie daje takiej radości jak np przy 10 stopniach powyżej zera .
Na blogu pojawiły się trzy ciekawe teksty które sądząc po ilości wyświetleń zaciekawiły czytelników.
 Wyzwanie ....  gdzie opisuję historię kolegów którzy dzięki bieganiu zmienili swoje życie .
https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2018/02/wyzwanie.html
Co motywuje fryzjera .... gdzie  w formie wywiadu przedstawiłem wam moją koleżankę fryzjerkę która od kilku lat prowadzi salon fryzjerski
https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2018/02/co-motywuje-fryzjera.html
Perkusista  ... gdzie możecie przeczytać tekst mojego znajomego którego pasją jest stukanie w gary oraz odnawianie starych bębnów .
https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2018/02/perkusista.html
To naprawdę fajne , motywujące i bardzo wartościowe teksty i jeżeli jeszcze ich nie czytaliście to zachęcam was aby poświęcić im chwilę .
W planach na marzec:  Dzień kobiet na sportowo nad siedleckim zalewem na który was serdecznie zapraszam . Impreza biegowa którą razem z kolegami z Grupy Biegaczy Skórzec Biega organizujemy przy współudziale Slow jogging Siedlce oraz Cichej stanicy,  w sobotę 10 marca .
https://www.facebook.com/events/424251618006841/
Cel numer dwa to półmaraton warszawski który po raz drugi pobiegnę dla fundacji wcześniak rodzice - rodzicom w akcji #biegamdobrze  .
https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/5346
Jutro biorę udział w wirtualnym biegu do okoła Polski  i zamierzam dorzucić swoje kilometry do tej akcji :https://www.facebook.com/events/2048928152053682/2053669141579583/?notif_t=admin_plan_mall_activity&notif_id=1520098065229083
Mam jeszcze jeden ciekawy moim zdaniem pomysł z który w poniedziałek mam zamiar zgłosić sie do urzędu gminy w Skórcu .Zobaczymy co z tego wyjdzie .Trzymajcie kciuki za moje plany i odwiedzajcie https://www.facebook.com/Wposzukiwaniumotywacji/


wtorek, 27 lutego 2018

Perkusista

Żeby robić coś z radością musisz to kochać.Musi ci się to podobać i dawać spełnienie. Tak jak kobieta którą wybrałeś na żonę, tak jak mężczyzna którego wybrałaś na męża. Tak jak zakupiony wymarzony samochód lub jak długo wyczekiwane dziecko.Każda pasja to zamiłowanie, i nie ważne czy jest to bieganie,tenis czy siatkówka .
Z Arturem znamy się od kilkunastu lat. Kiedy  opowiada  mi o  swoich  nowo  zakupionych  bębnach  lub talerzach  widzę  w jego oczach błysk. Myślę  że to  właśnie  jest to co niektórzy  nazywają pasją a inni  zamiłowaniem.  Kiedy zaproponowałem mu aby napisał coś specjalnie dla czytelników W poszukiwaniu motywacji,  zgodził się  bez  namysłu.  Jeżeli chcecie wiedzieć co łączy  granie  na  perkusji  z motywacją, będziecie musieli  przeczytać ten post do końca. Zapraszam  😄
Rytm motywacji

Słomiany zapał

Pamiętam, gdy będąc nastolatkiem, zapragnąłem nauczyć się grać na gitarze. Dorastałem w latach 80-tych i 90-tych. W tamtych czasach, w moim środowisku, niepodzielnie rządziła muzyka rockowa i większość moich rówieśników miała za idoli ówczesnych muzyków. Postanowiłem pożyczyć gitarę od kumpla i rozpocząć moją przygodę z muzyką.
Szybko nauczyłem się kilku znanych riffów i już mogłem zacząć szpanować przed rodziną i znajomymi, którzy oczywiście nie zbierali szczęk z podłogi, bo dźwięki z gitary bardziej przypominały raczej zlepek przypadkowych muśnięć strun niż melodię.
Resztę czasu gitara przewisiała na zaimprowizowanym stojaku. Do czasu aż kumpel się o nią upomniał.
I tak minęło jakieś 20 lat.
Na moje szczęście muzyka w moim życiu miała się jeszcze pojawić.

Miłość od pierwszego rytmu

Kilka lat temu poznałem męża mojej koleżanki z pracy. Miły, zapracowany człowiek, który swoją prostoliniością potrafił przełamać wszelkie lody. Spotkałem się nimi u nich w domu – nie pamiętam z jakiej okazji. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, konsumowaliśmy złoty trunek i w pewnym momencie ON zaproponował mi zejście do piwnicy.
Na dole znajdowało się, wyłożone wykładziną i częściowo umeblowane pomieszczenie, w którego centralnym miejscu stała perkusja elektroniczna.
Zmieszałem się trochę i nieśmiało zadałem pytanie, które teraz częściej słyszę od dawno nie widzianych znajomych niż cokolwiek innego: „To Ty umiesz na TYM grać?”. Ujrzałem na jego twarzy szelmowski uśmieszek i usłyszałem propozycję: „Sam spróbuj!”
No i spróbowałem. Próbowałem tak przez bodajże 3 godziny! Do domu wróciłem nie tylko z bananem na twarzy, ale także z krwawiącymi odciskami na dłoniach!
Tak! Postanowiłem znowu zacząć uczyć się grać. Tym razem na perkusji. Powiedziałem o tym żonie i nie czekając na jej stanowcze: NIE – rzuciłem się do internetu w celu poszukiwania sprzętu.

I raz … i dwa … i trzy …

Szybko zdałem sobie sprawę, iż nie jest to tanie hobby. Droższy jest chyba tylko golf lub kolekcjonowanie rzadkich obrazów.
Cichy głos w głowie przypominał mi moją historię z gitarą, dlatego na początek postanowiłem sprawdzić czy moja pierwotna fascynacja utrzyma się dłużej i zapisałem się na prywatne lekcje gry.
Moim nauczycielem okazał się młodszy ode mnie o jakieś 10 lat jegomość, który miał jakieś 15 lat doświadczenia w łupaniu i waleniu w gary. Pokazał mi podstawowy rytm, który miałem opanować w bliżej nie określonym czasie i zgłosić się ponownie, gdy materiał już ogarnę. Tylko na czym ja mam ćwiczyć?
Starając się odrzucić wszystko co podpowiadał mi rozum, udałem się do jedynego sklepu muzycznego w okolicy i zamówiłem swoją PIERWSZĄ PERKUSJĘ.
Kurier pojawił się już po kilku dniach i mogłem po raz pierwszy zagrać mój pierwszy rytm. Swoje poczynania uwieczniłem ze pomocą kamerki w laptopie i odtwarzając filmik później stwierdziłem, że mam do tego dryg... Teraz się tego wstydzę, że w ogóle coś takiego zagrałem i nagrałem.

Motywacja poprzez tłum

Zacząłem poszukiwać innych osób pochłoniętych tą pasją. Trafiłem w mediach społecznościowych na grupę ludzi, jeszcze bardziej porażonych i pochłoniętych przez bębny. O dziwo, grupa liczy ponad 10 000 osób! Tak samo postrzelonych na tym punkcie co ja!
Podpatrując ich, zacząłem poznawać coraz więcej ciekawych rytmów, przejść oraz technik gry. To pozwalało mi się rozwijać. Nie zrezygnowałem z indywidualnych lekcji. Dalej są dla mnie nie zmierzoną formą motywacji i inspiracji. A nagrodą są dla mnie miny moich znajomych, którzy zaglądając do mojego Pokoju Hałasu i Wibracji sami próbują zasiąść za zestawem i proszą o nauczenie ich koordynacji rąk i nóg w rytmie 4/4.
W międzyczasie odkryłem w sobie jeszcze jedną zmianę. Okazało się, że mam talent do odnawiania starych, poniszczonych i zaniedbanych perkusji. Sprzedałem wersję elektroniczną i powoli zacząłem kompletować zestaw akustyczny. Do tej pory miałem 4 pełne zestawy (2 posiadam dalej) oraz jeden oddzielny bęben centralny o niespotykanym rozmiarze 28 cali (przeważnie są 20 lub 22 calowe). Talerzy, statywów i reszty żelastwa już nie zliczę.
Zacząłem także zarażać innych moją pasją. Projektuję koszulki z motywami perkusyjnymi, zapraszam do siebie na lekcje dzieci znajomych (oraz ich samych) oraz prowadzę fanpage na znanym portalu społecznościowym. To wszystko sprawia, iż nie mogę doczekać się aż wrócę z pracy i z zapałem będę opracowywał nowe projekty związane z kulturą bębnienia lub po prostu wyluzuję się i dam się ponieść ostrym groove'om wymachując pałkami.

Warto? Warto!

Prowadząc szkolenia związane z zagrożeniami w środowisku pracy (takie mam wykształcenie i taką prowadzę działalność) często uczulam uczestników na ryzyko wypadków związanych z czynnikami fizycznymi (upadek, porażenie prądem, pożar itp.). Ale największy nacisk kładę na czynniki psychofizyczne, do których zaliczany jest stres. Dlatego, iż stres działa długofalowo i jego negatywne działanie ujawnia się po długim czasie narażenia. Nie unikniemy stresu, nie mamy wpływu na jego zmniejszenie. Ale mamy wpływ na jego odreagowanie!
Zachęcam wszystkich do poszukiwania motywacji w różnych dziedzinach. Bieganie, granie, pływanie... wszelkie formy aktywności dodadzą Wam zdrowia, odejmą lat, sprawią, że poznacie wielu wspaniałych ludzi i dadzą Wam szczęście. Szczęście, o którym często ludzie zapominają, ponieważ zakrywa im to zasłona życia codziennego.



poniedziałek, 26 lutego 2018

Grzmią pod Stoczkiem armaty

24 lutego w Stoczku Łukowskim  odbył  się  po raz osiemnasty bieg  upamiętniający Bitwę  pod Stoczkiem.
Po raz pierwszy  wystartowałem w tym biegu w 2015 roku,zajmując  23 miejsce z czasem 40 : 00. Od tamtej pory  nie udało się  wystartować w tym biegu zazwyczaj  z powodów  innych  obowiązków.  W tym roku start w Stoczku  był  jednym z ważniejszych  w trakcie  przygotowań do półmaratonu  warszawskiego i zaplanowałem go już  na początku  stycznia. Tak naprawdę  sam nie wiedziałem  do końca  czego mogę  się  spodziewać  od siebie  podczas  tego startu.Wiedziałem że muszę  pobiec  grubo poniżej 40 minut oraz być  w pierwszej  dziesiątce  aby załapać  się  na podium  w kategorii  wiekowej.  Nasilający  się  już  od piątku  mróz  oraz obfity  opad  śniegu  w nocy z piątku  na sobotę ,  w połączeniu  ze  Stoczkowskimi  górami  potwierdziły  moją  tezę  że to jeden z trudniejszych  biegów  w okolicy  .
Ponad stu piędziesieciu biegaczy   z całego regionu  oraz około  30 zawodników  NW  , kilka minut  po 12 wybiegło  na trasę biegu przy dźwięku  salwy  armatniej. Ja oczywiście  w czołówce  która  przez pierwsze pół  kilometra  nie narzuca zbyt wielkiego  tempa. Na prowadzenie wysuneli  się  Kamil  i Paweł  oczywiście  faworyci  tego biegu  .Po 1.5 kilometra kiedy zaczęli uciekać  w pogoń  za nimi  ruszył  Łukasz  Staniak  , który  chyba wyczuł  że może  tego dnia powalczyć. Prowadząca trójka po 3 km była już  daleko z przodu  przed resztą. Ja w grupie 4 -5 zawodników  podążaliśmy  równym  tempem  do celu. Czasami  wkurzało  mnie marudzenie  jednego z biegaczy  , że to cross  a on nie wiedział  ale dzięki niemu  miałem  wsparcie na odcinkach  gdzie wiatr  sygał  niemiłosiernie. Po 7 -8 km wiedziałem  że  wytrczy utrzymać moją  7 pozycję  aby być  na podium w M 40. Kiedy  wbiegałem  na metę  zegar  wskazał  37:10 co było  dla mnie kompletnym  zaskoczeniem. 7 pozycja jak najbardziej  satysfakcjonująca  tym bardziej że  pozwoliła  na zajęcie  2 miejsca w kategorii  wiekowej.
 Dekoracja odbyła  się  w  wyremontowanej sali MOK -u która w niczym  nie przypominała  tej sprzed  trzech lat . Razem z kolegami  ze Skórzec biega  mieliśmy  przyjemność  poczęstować    biegaczy   biorących  udział  w podsumowaniu biegu,  naszym  urodzinowym  tortem, a w zamian  usłyszeliśmy  gromkie  sto lat  w wykonaniu  setki biegaczy  😄
 Takie rzeczy  motywują  najbardziej  . Było  nam bardzo miło  wziąść udział  w  tak świetnie  przygotowanej imprezie  i jak to powiedział  jeden z towarzyszy  biegu. ...Da się  i za 30 zł  zrobić  extra bieg.
Grzmią pod Stoczkiem armaty
Skóra Tomasz
37:10
7 miejsce open  ,  2 w kategorii  m 40

czwartek, 22 lutego 2018

Co motywuje fryzjera ???

Motywacja w życiu codziennym to bardzo ważna sprawa . Zakładając firmę jako bardzo młody człowiek na pewno masz w głowie mnóstwo znaków zapytania . Czy się uda ? Czy to dobry wybór ?
Dzisiaj przedstawiam wam Asię która swoją przygodę z własną firmą rozpoczęła kilkanaście lat temu,jako bardzo młoda dziewczyna .Dzisiaj jej zakład to bardzo znana marka na terenie gminy Skórzec jak i poza nią bo jak sama przyznała w rozmowie, klienci przyjeżdżają  do jej salonu nawet z poza Siedlec. Co motywuje fryzjera? Jak utrzymać  kientów  ?  Co zrobić aby nie popaść w rutynę wykonując ten zawód ? oraz o tym jak zarazić się fryzjerstwem ?  Zapraszam do przeczytania rozmowy z właścicielką salonu fryzjerskiego ,,U Joanny" Perfekcja. Na co dzień  bardzo energiczna  i  żywiołowa  kobieta. Przychodząc  do jej zakładu nawet takiemu  gadeuszowi  jak ja, ciężko dojść  do słowa  😄 Jej ulubiony  cytat to ,,Największe bogactwo,  to robienie tego co  kochasz .''

Jak to się wszystko zaczęło ???  Skąd wziął się pomysł aby zostać fryzjerką ?
Sama wybrałam gdy byłam małym dzieckiem. Każdą lalkę "barbi " którą dostałam od ciotek czy taty, ktokolwiek mi dał w prezencie to zawsze je strzygłam, czesałam jak w telewizji . Pierwszy raz spotkałam się z zawodem Fryzjer w telewizji jako mała dziewczynka 5-6 lat . Strasznie mi się podobało jak pani czesała w jakimś filmie i mówiłam że ja też tak będę jak urosnę.Nie miałam pojęcia że ten zawód nazywa się fryzjer. Mówiłam że ja będę Pani fryzurka i że będę czesała wszystkie Panie hehe ..Gdy skończyłam szkołę podstawową i gimnazjum to od razu wiedziałam co chcę robić i nie miałam trudność z wyborem zawodu. Cieszyłam się że taki zawód istnieje.
Jak wspominasz swoje pierwsze kroki jako właścicielka salonu?
Początki działalność wspomina bardzo miło. Zmiana otoczenia , zupełnie nowe miejsce nowi ludzie , nie znani ,różne osoby. Nauczyli życia jak radzić sobie w trudnych sytuacjach . Pomagali prowadzić działalność, udostępniali lokale na stworzenie mojego miejsca pracy.Coś nowego.. zaskakującego. Jak przetrwać początek nowego rozdziału życia? dorosłość? Zdana na samą siebie ? Stworzenie czegoś własnego ☺ Zawsze marzyłam mieć swoją działalność być szefową i blisko ludzi,być niezależna.
Czy zawód fryzjera może dawać poczucie dobrze wykonanego zadania ?
Praca dodaje mi skrzydeł. Każda osoba jest inna , pragnie czegoś innego nie powtarzalnego każdy chce być oryginalnym nie kopią, kazdy chce mieć coś na głowie nie powtarzalnego . Uwielbiam odmieniać ludzi na lepsze,sprawiać im przyjemność chociażby tylko strzyżeniem czy koloryzacją i widzieć ich uśmiech że im się podoba , że nie żałują że akurat do mojego salonu przyszli, chociaż Salonów jest bardzo dużo a wybrali akurat Mój. To tak motywuje do dalszego działania szkolenia, chęci zdobycia nowych trendi dla nich dla klientów ,wszystko po to aby być na czasie. Żyje ze świadomości że jak wrócą to znów coś nowego ciekawego im zrobię na głowie. Każdy klient ma wierzyć w to że jest jedyny w swoim rodzaju☺

Co motywuje fryzjera?
Największą radość sprawia mi jak klientka wychodzi zadowolona uśmiechnięta i to mnie Motywuje nakręca na dalsze działanie . Widząc jak klientka czy klient wychodzi Ode mnie z uśmiechem na twarzy .Nie ma nic cennieszego niż zadowolony klient . Ludzie lubią ciepłych i radosnych ludzi , którzy budzą w nich radość.Dzięki nim, zapominają o smutku który mieli przed wejściem do Salonu. Będąc u mnie zapominają chociażby na chwilę o swoim smutku. Staram się żeby każda klientka i klient odczuł szacunek ode mnie jak od moich pracownic , poczuł się kimś wartościowym czy biedny czy bogaty. Ja traktuje wszystkich na równi nie ma podziału na klientów. W moim Salonie nie wychodzi klient czy klientka nie zadowolona nie zdarzyła mi się a jak była taka to mi nie dała w żaden sposób odczuć..Ja Kocham swoją pracę ja tym żyje. Każdego dnia ktoś przychodzi nowy inny oczekuje czegoś nowego innego, i to jest wyzwanie i to właśnie takie wyzwania motywują mnie najbardziej ... Cieszę się że są różni klienci bo można poszaleć na głowach odważnych klientów. Robię to z pasją, sprawia mi radość to że zrobiłam komuś coś nowego, ładnego, że komuś się podoba moja praca i nosi ją z miłą chęcią, z dumą nie wstydzi się. Fryzjera praca jest wystawiona cały czas , dni,tygodnie, miesiące i lata. Głowy nie zdejmuje się jak bluzki, spodni czy kurtki ona jest wystawiona jak chodzimy śpimy co kolwiek robimy ona jest cały czas na wystawie . Dlatego to tak miłe dla fryzjera a zarazem trudne musi się postarać żeby klientka nosiła naszą usługę z dumą i zadowoleniem.


Czy zawód fryzjera to trudna sprawa ?
Zawód Fryzjera to bardzo ciężki kawałek chleba , to praca cały dzień ma nogach.. ręce cały czas w górze, trzeba być miłym wyrozumiały gotowym na coś nowego zaskakującego to praca z różnymi ludźmi, ogółem praca z ludźmi jest ciężka. Jeśli ktoś nie lubi zawodu " fryzjer" to długo nie pracuje lub umęczy się i nie będzie sprawiała przyjemność . Ja Kocham swój zawód i nie wyobrażam sobie robić coś w życiu innego niż Fryzury. Sprawia mi to przyjemność. Idąc do swojej pracy ja czuję że żyje. " Moje lekarstwo na wszystko " Uwielbiam być w Swoim salonie i z ludźmi ☺🤗 " "FRYZJER " jedna z niewielu osób, przed którą KRÓL ściąga Koronę " Też czujemy się Najważniejszymi ludźmi skoro taka osoba zdejmuje koronę przed Nami .Coś pięknego. Ja nawet będąc chora np.na grypę to jestem w pracy , chyba że już z łóżka nie mogę zejść, czy jestem na szkoleniu to wtedy mnie nie ma w moim miejscu pracy jak siłą wyższa jak np. Zagrożona ciąża kilka lat temu. To wtedy nie mogłam pracować ale wraz wpadałam chociaż na chwilę. Ja nie mogę żyć bez swojej pracy i klientów. " Rzeczy nie możliwe robimy od ręki. Na cuda trzeba chwilę poczekać " staram się żeby w moim salonie Panował porządek żeby nikt nie wyszedł nie obsłużony lub nie zapisany. Każdy ma swój czas .

Czy jest ktoś komu zawdzięczasz to że dzisiaj jesteś właścicielką salonu fryzjerskiego ?
Na początku działalności bardzo wspierał mnie mój tato oraz jeszcze wtedy narzeczony a teraz mój mąż Rafał .
Bardzo dużo zawdzięczam Wójtowi Gminy Skórzec Stanisławowi Kalińskiemu. Żeby nie on dawno by mnie tu już nie było , to on najdłużej dał mi miejsce pracy gdzie mogę dalej wykonywać swój zawód i nadal przedłużył umowę dzięki Wójtowi tu jestem i wykonuje swoją usługę a także mogłam dać miejsc pracy innym. Bardzo dobry z niego człowiek, jestem mu bardzo wdzięczna za możliwość bycia tu gdzie jestem.
Dziękując za bardzo motywującą rozmowę życzę Ci samych zadowolonych klientów, mnóstwo nowych inspiracji i pomysłów  oraz  niekończącej się energii :)

piątek, 16 lutego 2018

Wyzwanie

Jakiś czas temu, wysyłając zaproszenia do polubienia strony W poszukiwaniu motywacji, otrzymałem wiadomość : Naucz mnie jak taki ciężarówka jak ja, może zacząć biegać i żyć zdrowo ? Przecież twoja a moja waga to podwójna różnica . Dokładnie podwójna, odpisałem znajomemu .Zacząłem się zastanawiać jak największy chudzielec w okolicy może zmotywować człowieka ważącego 120 kg do tego aby wziął się za siebie,schudł i zaczął aktywnie żyć.Poprosiłem swoich dobrych znajomych o opisanie swoich historii.Tego jak walczyli ze swoimi kilogramami, słabościami i w odpowiednim czasie wzięli swój los w swoje ręce. W tym poście nie będzie zdjęć  chociaż chciałbym pokazać wam moich bohaterów ...Niestety nie zgodzili się na publikację wizerunku. To co każdy z nich napisał mi w prywatnej wiadomości,wysłałem wyżej wymienionemu koledze .Oprócz tego wysłałem mu link do mojej ulubionej dietetyczki Oli. Co on z tym zrobi??? Nie wiem, wiem że postarałem się zrobić coś dla niego . Chciałbym aby to co napisali  mi moi biegowi koledzy dotarło do szerszej publiczności. Oczywiście zgodę na publikację otrzymałem i cieszę się że dzisiaj mogę się z wami podzielić tymi historiami .Pełnymi życia , entuzjazmu, i chęci walki przede wszystkim o siebie .
Pierwsza historia to historia anonimowa, ale zaufajcie mi .Ten koleś naprawdę istnieje :)
 Czy ja wiem? Powiem Ci, że ja doszedłem do etapu, w którym zacząłem się czuć fatalnie sam ze sobą. Tyłem głównie ze względu na paskudną miłość do słodyczy (która niestety trwa nadal) i ogólnie średnio się odżywiałem (częste wyjazdy "w teren" szybkie posiłki w macdonaldzie itp.). Ale cały czas byłem gdzieś blisko sportu. Od lat gram w tenisa ziemnego i moja masa (w punkcie krytycznym 119kg) przeszkadzała mi w tym. Męczyłem się. Bolały mnie stawy. Głównie dlatego, abym mógł dalej cieszyć się z pasji jaką był tenis zacząłem się odchudzać i przy okazji biegać. Natomiast już na starcie okazało się, że nie wszystko jest kolorowo bo zdiagnozowałem dużą torbiel na tarczycy co mnie wykańczało (nadczynność i związany z nią szereg dolegliwości). Dzięki Bogu i z tym sobie poradziłem. Na szczęście nie było to złośliwe i podano mi jod radioaktywny ( przez jakiś czas świeciłem w nocy 🙂 ) i pomogło. A później wziąłem się za siebie. Dieta, dzięki której zwaliłem kilkanaście kilo i bieganie dało efekt. Niestety dzięki temu że wkręciłem się w bieganie teraz zaniedbuję tenisa 🙂 ale mam za to frajdę z biegania 🙂 Trochę mi wróciło bo teraz waham się pomiędzy 106-108kg ale chcę jeszcze raz zawalczyć. Zaczyna się post, może odstawię cukier i spróbuję. U mnie tak naprawdę zero słodyczy i waga leci w dół jak szalona. Jak bym ważył ok. 100kg to fruwałbym jak motyl 🙂. Nie wiem, czy jestem dobrym przykładem motywatora ale zawsze warto spróbować 🙂 uff ale się rozpisałem :))

Drugą historię opowie wam Hubert :
U mnie było tak zawsze lubiłem sport w podstawówce i liceum piłka ręczna z licznymi sukcesami ale niestety potem praca i sport odstawiamy. W pracy niestety 12h w samochodzie i 2 razy dziennie duże porcje kebaba na zmianę z Chińczykiem zrobiły swoje prawie udało mi się dobić do 130 kg do tego jeszcze wieczorem piwko zagryzane chipsami i poleciało. Ale o dziwo nie przeszkadzało mi to wogole w życiu a że sportu pozostała tylko miłość do rowerka i wycieczki z żonką. Wszystko było dobrze tak moje życie toczyło się w spokoju aż do stycznia 2016 roku kiedy to musiałem położyć się na stół w szpitalu i wycieli mi woreczek żółciowy wraz z moim przyjacielem kamieniem (efekt niestety mojego odżywiania). Potem przyszły ciężkie 3 miesiące ostrej diety gdzie tylko warzywa z pary i mięsko parowane ale co zauważyłem ostry spadek masy i jakąś taką lekkość. Wiadomo na początku nie myślałem o tym że od razu zostanę sportowcem absolutnie nawet mi to przez myśl nie przeszło. Natomiast jakieś 2 miesiące po zabiegu przyszedł taki kryzys bo stanąłem przed lustrem po kąpieli i zobaczyłem nagle zwisy skóry po tym jak spadła masa i no nie koniecznie mi się to spodobało. Więc postanowiłem sobie że coś muszę zrobić ale było trochę za wcześnie po zabiegu na siłownię to zacząłem od spacerów. Wytyczylem sobie trasę około 12 km i codziennie przez 32 dni pokonywalem ją obserwując jednocześnie swój organizm. Na początku bolały mnie plecy potem ból ustąpił i zaobserwowałem że coraz szybciej pokonuje km bez zmęczenia. Po upływie tych 32 dni tak sobie pomyślałem że kondycja mi się sporo poprawiła ale czy dam radę przebiec km bo w pracy na zaliczeniu ze sprawności fizycznej ledwo dobieglem nie mówiąc już o czasie i o tym że prawie padłem na bieżni. I tu kolejne zdziwienie przebieglem 1 km i nic zero zmęczenia nie było też za bardzo zadyszki więc sobie tak pomyślałem że będę dalej chodził te 12 km i na koniec 1 km biegu i tak zrobiłem. I znowu sobie tak pomyślałem może dam radę zalew przebiec dookoła i próba i jest udało się więc zrezygnowałem z chodzenia na rzecz codziennego biegania dookoła zalewu. Potem nagle odezwał się do mnie kolega z pracy który śmiga maratony i mówi mi że znalazł mnie na endomondo i widzi że biegać zaczynam więc on chętnie radą mi pomoże i będzie mi kibicować no i wtedy to się zaczęło jak to się mówi złapałem bakcyla i zakochałem się w bieganiu.. Nie powiem bo i żonka mocno mnie wspierała w tym co robiłem zresztą do tej pory lubi mi towarzyszyć na zawodach i spędzamy razem super czas. Więc tak naprawdę biegać zacząłem w kwietniu 2016 a na biegu Jacka w Siedlcach wziąłem udział pierwszy raz w zawodach i 5 km z rekordem życiowym 23:15 było dla mnie mega motywacją po zaledwie kilku miesiącach treningu i tak to się na dobre zaczęło. Potem poznałem yulowcow i zaczęły się wspólne treningi i wspólne wyjazdy na zawody i teraz powiem szczerze nie wyobrażam sobie żeby mogło tego zabraknąć po prostu to jest silniejsze ode mnie a czas z przyjaciółmi spędzony na wspólnym truchtaniu to po prostu rewelacja.Natomiast teraz masa ciała no tak jak mówiłem dobijalem do 130 kg potem ścisła dieta i szok masa spadła przez 3 miesiące na 99 kg potem jeszcze bieganie i rower (nie zapominam cały czas o rowerku wręcz km krece z coraz większą radością zwłaszcza gdy mam tu takiego rywala-wariata) no i masa ciągle w dół i doszło do 93 kg czyli 37 kg mniej wszystkie ciuchy poszły w odstawke musiałem kupić nowe ale warto było no i teraz najważniejsze robiąc badania okresowe nie tyle ja co mój lekarz przeżył szok wyniki powalił go na kolana szczerze to nie wiem czy takie wyniki miałem jako 18 letni chlopaczek ale cieszy mnie to bardzo że widać efekty mojego sposobu życia obecnego. No i jeszcze sposób odżywiania nie ma już diety ale posilam się w średnich dawkach co 2-3 godziny cały dzień i to też chyba swoje robi i nie muszę się martwić już o to że masa wróci bo słyszałem o tych efektach jojo u mnie to nie nastąpiło dzięki ciezkiemu treningowi i odpowiedniemu sposobowi odżywiania. Dodatkowo jestem aktywnym honorowym dawcą krwi i nawet tu widać poprawę bo panie oznaczają teraz moją krew jako niezwykle wartościową o wysokim stopniu czystości więc tak coś w tym sporcie jest i mam zamiar dalej ciągnąć tą moją przygodę z bieganiem

Trzecia  opowieść to historia Michała .Tą historią zakończę ten post i zostawię was z przemyśleniami.  Michał z zawodu jest kierowcą. Jego tryb życia nie podobał mu się  do tego stopnia że postanowił coś zmienić. Może kilogramy zrzucone przez Michała nie powalają za to na pewno na pochwałę zasługuje jego chęć i zawziętość, ale w sumie mieć taki motywator w domu jak jego żona to nie jeden wziąłby się za siebie .....zresztą poczytajcie sami :

  Witaj Tomku, otóż zaczęło się od tego , gdy urodził nam się synek, ja zmieniłem pracę , wiadomo kierowca autobusu , praca siedząca , zero ruchu , ciągle pączki czy jakiekolwiek inne jedzenie i kilogramy przybywały, żona zaś zaczęła przygodę z bieganiem , chciała zrzucić parę kilo po ciąży . Tak więc od marca 2015 biega, sam wiesz jak to jest, im więcej biegasz tym bardziej to Ci się podoba.
Ja nie dawałem długo się namówić na ten sport, wręcz nienawidziłem biegać. Wracałem z pracy , obiad/kolacja i poleżeć . Kondycja spadła diametralnie, a żonie rosła z każdym dniem. Pomimo nieprzespanych nocy ( dziecko) , ona była ciągle pelna energii a ja jej tylko zazdrościłem . Jeszcze do 2014 r , dobra miałem kondycję robiliśmy dużo km. Rowerami, oplynalem półtora raza zalew w kaluszynie bez ustanku, to było dla mnie pestką, tęskniłem do tego tym bardziej gdy widziałem jak ruch wpływa na moją żonę , widziałem u niej ogromny progress , chciałem być taki sam. 25 września miałem 30 urodziny, postanowiłem sobie zrobić taki prezent , skończyć z papierosami i zadbać o zdrowie, kondycję , zrzucić kilka kg, bo przekroczyłem 90. Tak na początek gdy żona szła biegać , ja brałem rower, w miejscach gdy nie bylo zbyt dużego ruchu zamienialiśmy się, ona biegała już ze swoim polarem m400, więc stwierdziłem na ile dam radę taką odległość przebiegnę, więc pierwszy raz zrobiłem półtora kilometra, potem zmiana ja na rower Wiola biegiem, po czterech kilometrach znów zmiana , Wiola na rower ja biegiem, przebiegłem kolejne półtora ,za następną zmianą udało mi się zrobić kilometr . I tak gdy wychodziła biegać ja leciałem z nią na rowerku i się zamienialiśmy. Po nie całych dwóch tygodniach , wyskoczyłem sam z domu i zrobiłem 4km z niezłym czasem jak na początkującego a mianowicie 5:30,. Potem było już tylko lepiej, wieksze dystanse , lepsza kondycja a przy tym 5kg mniej. Reasumując , zaraziła mnie tym sportem, dziś nie trzeba mnie namawiać , aby zdrowie pozwoliło to sobie nie żałuję bieganka, ja zagorzały niegdyś przeciwnik biegania, kierowca autobusu .
To by było na tyle, pazdrawiam Cię Tomku.