Moralności Pani Dulskiej czytało się dużo prościej i na pewno szybciej. Dziękuję pani Oldze Gajo za zaproszenie i mam nadzieję że nasza współpraca będzie nadal się rozwijać.
Witam na stronie która powstała 7 lat temu. Przez wiele lat pisałem tutaj o ciekawych dla mnie sprawach, nie tylko o bieganiu. Rok 2023 zdominowały opisy miejscowości, które zwiedzam biegając po nich. Mam nadzieję że teksty przypadną wam do gustu a niektóre opisy sprawią że zechcecie odwiedzić któreś z tych miejscowości i odnaleźć opisane rzeczy. Z całego serca polecam też starsze artykuły i mam nadzieję że każdy znajdzie coś dla siebie.
poniedziałek, 4 października 2021
Wrzesień 2021
Moralności Pani Dulskiej czytało się dużo prościej i na pewno szybciej. Dziękuję pani Oldze Gajo za zaproszenie i mam nadzieję że nasza współpraca będzie nadal się rozwijać.
czwartek, 2 września 2021
Sierpień 2021
105 km udało się przebiec w minionym miesiącu. Niby bardzo mało ale i tak o 100 więcej niż w tym samym miesiącu rok temu czyli w sierpniu 2020. Najlepszym biegowym epizodem sierpnia 2021 był XXI BIEG SAPIEHÓW który odbył się 7 sierpnia. Możecie o nim poczytać tutaj:https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2021/08/bieg-sapiehow-koden-2021.html?m=1
Oprócz biegu Sapiechów niesamowitą imprezą okazał się plogging nad Bugiem który zorganizowała ekipa Fundacji Ultramaratonu Nadbużańskiego. Na tą imprezę udało zorganizować się wspólny wyjazd i tego dnia spędziliśmy ze znajomymymi którzy tego dnia odwiedzili Mielnik bardzo miły dzień.
Nie sposób też nie wspomnieć o Biegu Jacka który w tym roku odbył się po raz 12 a mnie jako finishera wszystkich edycji po prostu nie mogło na nim zabraknąć. To była jedna z najdłuższych piątek w moim życiu ale i jedna z przyjemniejszych dzięki pomysłowi na biegnięcie tego biegu z dziewczynami z Grpy Biegaczy SKÓRZEC BIEGA.
1 sierpnia odebraliśmy dla Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci ambulans od Siedleckiego Meditransu. Dzięki temu pojazdowi udało się wywieźć na skup prawie 4.5 tony makulatury oraz 2.820 kg nakrętek
czwartek, 19 sierpnia 2021
Starszy Pan ze szpitalnej sali.
Wspomnienie
Boję się tylko ze któregoś dnia moja żona zostanie sama, powiedział mi podczas jednej ze szpitalnych rozmów pewien staruszek który dzielił ze mną pokój. Miał 86 lat i bliżej nie zidentyfikowaną przezemnie łatkę na głowie wielkości plastikowego kubeczka. Wie Pan, ja to już nie liczę lat tylko miesiące. Nie chciał bym umrzeć pierwszy bo żona bezemnie nie da sobie rady. To po co Pan idzie na tą operację? zapytałem. Z dyscypliny - odrzekł - może jeszcze ktoś się coś na mnie nauczy. Była to jego trzecia operacja w tym samym miejscu. Zmiany na głowie nie były nowotworowe ale cały czas się odnawiały i wyglądały niezbyt przyjemnie. Domyślam się że był wojskowym bo powiedział że od 40 lat jest na emeryturze. Usypiając modlił się głośno a mi wogóle to nie przeszkadzało. Powtarzałem razem z nim powoli.... Zdrowaś Mario, łaski pełna. Był strasznie głuchy. Kiedy rozmawialiśmy słyszał chyba cały oddział a kiedy rozmawiał z żoną przez telefon ja słyszałem wszystko bo był bardzo głośno ustawiony. Opowiadał żonie o wszystkim. Jak smakował obiad, co było na kolację, jak wygląda sala. Kiedy Zapytałem go o dzieci spojrzał tylko namnie i odparł że ma syna. Ale wie Pan jak to jest dodał , każdy ma swoje życie. Na zawsze zapamiętam smak dwóch plasterków szynki które oddał mi w czasie kolacji. Stwierdził że nie lubi szynki. Miał cukrzycę i jego dania były inne od moich. Może dlatego tak bardzo mi ta szynka smakowała bo od trzech dni jadłem tylko serek wiejski, chleb z masłem i pasztet.
W dniu kiedy wychodziłem ze szpitala on miał mieć operację. Wstał bardzo rano o 4.40 mimo że pierwsze obchody pielęgniarek rozpoczynały się około 5.45 i zaczął się myć. Po porannej toalecie położył się do łóżka i zaczął znowu się modlić. Siostry przyniosły mu specjalne ubranie które musiał założyć każdy kto jechał na zabieg. Mimo problemów z ręką pomogłem mu zawiązać troczki operacyjnego stroju na plecach. Podziękował mi serdecznie. Jeszcze przed śniadaniem dostałem wypis. Na pożegnanie podziękował mi za moją obecność oraz za to że chciałem z nim rozmawiać mimo tego że jest głuchy. Powiedział że bardzo długo i dobrze będzie mnie wspominał. Ja również podziękowałem mu za towarzystwo i zapewniłem że pomodlę się dzisiaj za jego zdrowie. Dostrzegłem w jego oczach olbrzymią wdzięczność.
Pan Bóg daje nam często znaki i stawia na drodze ludzi. Głęboko wierzę w to że ten czas spędzony w szpitalu był dany nam obu z góry. Na pewno za jakiś czas zapomniał bym o tej chwili, jednak to że zdecydowałem się opisać tą zwykłą przecież historię, utrwala ten fakt na bardzo długo. Być może na wieki.
Pozdrawiam serdecznie i proszę o modlitwę za mojego towarzysza ze szpitalej sali. Niech spełni się jego marzenie i jego żona niech nie pozostanie nigdy sama.
wtorek, 10 sierpnia 2021
Bieg SAPIEHÓW Kodeń 2021
Jeszcze w sobotę rano wracając z męskiego różańca zastanawiałem się po co ja właściwie jadę na ten bieg. Zero treningów szybkościowych, kilometraż marny a jedyne co dobrego udało się zrobić w ostatnich tygodniach to dwie piętnasto kilometrowe górskie wycieczki biegowe. Jednak na zastanawianie się nad wyjazdem było za późno. Opłata startowa opłacona, towarzysz wycieczki załatwiony a sprawa odbioru nakrętek zbieranych w Kodniu, którą nagrał sołtys Kodnia Darek Mackiewicz zdawała się być priorytetem tego wyjazdu. Bieganie miało być tego dnia tylko dodatkiem, turystycznym dodatkiem. Piętnastkę w Kodniu wspominam bardzo dobrze. Ładne medale, super jedzenie, atestowana naprawdę przyjemna trasa no i wspomnienia z 2018 roku kiedy to miałem przyjemność zająć szóste miejsce open zwyciężając przy okazji kategorię M 40. Podczas rozgrzewki spotkałem dwóch bardzo szybkich zawodników. Jacka Chruściela z Miedzyrzeca Podlaskiego oraz Andrzeja Orłowskiego którego poznałem właśnie na wspomnianym biegu w 2018 roku. Nawet oni czuli respekt przed konkurencją którą widzieli na listach startowych. A ja? Ja napawałem się atmosferą i mnóstwem znajomych spotkanych tuż przed startem. Tuż przed 13 sędziowie PZLA dali znak do zajęcia miejsc na starcie. Święcenie wodą święconą przed startem które jest tu tradycją, krótkie odliczanie i strzał startera.
Plan był krótki , miejsce w pierwszej 10 i utrzymanie tępa 4.00/km. Plan ten runął już na pierwszym kilometrze. Chociaż chłodna głowa podpowiadała wolniej, dwie rundy wokół parku oraz doping kibiców sprawiły że tempo było sporo szybsze niż to zakładane. Wybiegając z Kodnia byłem na szóstej pozycji. Radiowóz prowadzący czołówkę oddalał się dosyć szybko ja próbowałem uspokoić tempo i te 3.45 które biegłem na drugim kometrze było według mnie za szybko. Dwóch młodych chłopaków którzy wyrwali z czołówką chyba zwolniło. Na trzecim kilometrze minęłem ich obu i od tej chwili rozpoczął się samotny bieg. Udało się troszkę zwolnić. Wiejący wiatr chwilami dawał się we znaki ale opcja tego że spowrotem będzie z wiatrem dawała moc. Trasa biegu wyznaczona była na jednejprostej z nawrotką. Tuż przed ósmym kilometrem jechał na mnie prowadzący radiowóz a za nim dwóch zawodników, Jacek i Andrzej. Przez chwilę zastanawiałem się gdzie jest trzeci. Na sędziowskim stanowisku na nawrotce dowiedziałem się że to ja jestem trzeci i tu znowu doping biegnących w kierunku nawrotki zawodników, tych znajomych i tych nieznajomych spowodowało podkręcenie tempa które ciężko było uspokoić. Głowa mówiła oby do dwunastego kilometra, później jakoś się przetrwa. Właśnie koło 12 kilometra skończyło się mijanie zawodników biegnących w przeciwną stronę. Z minuty na minutę nogi dawały znać coraz większym zmęczeniu. Jeszcze dwa, aby wbiec do Kodnia. Obejrzałem się do tyłu. Wiedziałem że za mną jest Patryk z Mińska Mazowieckiego jednak był daleko. 300 może 400 metrów. Pięknie przybrane ostatnie pół kilometra flagi powiewały na wietrze a ja samotnie wbiegałem na ostatnią prostą. Jest cudnie pomyślałem przyjmując gratulacje na mecie.
Przewaga między mną a pierwszą dwójką to dobre sześć minut czyli ponad 1.5 km 😲 Trzeba przyznać, kosmos jednak tak naprawdę to moje trzecie miejsce było dla mnie prawdziwą niespodzianką, bardzo miłą zresztą. Na tym biegu po raz kolejny nie zabrakło mi szczęścia a to że pobiegłem prawie dwie minuty wolniej niż trzy lata temu nie dziwi mnie wcale. Żeby robić progres trzeba trenować a ja po prostu w tej chwili biegam swoje 😊
piątek, 6 sierpnia 2021
Lipiec 2021
Lipiec od kilku lat jest miesiącem w którym biegam najmniej. Roztrenowania po rzeźnickich przygodach lub po czerwcowym maratonie, wakacyjne chwile odpoczynku przed przygotowaniami do jesiennych biegów. Nie pamiętam jak to było w tamtym roku ale wiem że jeszcze 18 lipca tuż przed wypadkiem pobiegłem maraton, także tych kilometrów musiało być sporo. W tym roku lipiec kończę na 170 km i to w głównej mierze zasługa dwóch górskich wybiegań bo gdybym był w domu pewnie nie było by i tego. Dużo nadmorskich spacerów w trakcie pobytu z Hospicyjną rodzina w Jantarze no i dwie wyprawy w góry podczas pobytu z rodziną w Szczawie. Lipiec to także organizacją biegu pamięci Akcji Burza w Kotuniu. W tym roku wszyscy chyba zgodnie stwierdzili że wszystkie sprawy organizacyjne zagrały i impreza przeskoczyła tą sprzed dwóch lat. Jeżeli jesteśmy w temacie biegów to nie sposób nie wspomnieć o wyjeździe do Studzianki na Tatarską piątkę i drugie zwycięstwo podczas biegu w tym roku. O tym możecie przeczytać tutaj : https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2021/07/x-tatarska-piatka.html?m=1
Zazwyczaj ostatnio nie pisałem o planach ale sierpień to mój urodzinowy miesiąc więc pozwolę sobie troszkę poluzować bo już 7 sierpnia wystartuje w Kodniu podczas 21 Kodeńskiej piętnastki i może większość mi nie uwierzy ale jadę tam tylko i wyłącznie po nakrętki które mam odebrać z Gminy Kodeń a bieg traktuje bardzo turystycznie, no bo jak już jechać te 130 km to mieć po co 🙂 15 sierpnia udaję się do Krakowa na kolejną operację (mam nadzieję że już ostatnią). No i jak zwykle na zakończenie sierpnia chciałbym pobiec bieg Jacka ale to w dużej mierze zależy od powrotu do zdrowia po operacji.
Trzymajcie kciuki za mój sierpień a ja będę trzymał za wasz jeżeli tego potrzebujecie 😊 Buziaki 😘
poniedziałek, 12 lipca 2021
X Tatarska Piątka
Legendy o Tatarskiej piątce słyszałem już kilka lat temu jednak to że zawsze pracowałem w niedzielę było głównym punktem decydującym o tym że tam nie pojadę. Po raz pierwszy do Studzianki zawitałem w styczniu 2020 a zawiodło mnie tam Tatarskie Grand Prix organizowane przez tamtejszego społecznika Łukasza Wędę a że słynna piątka była potrzebna do zaliczenia całego cyklu więc musiałem tam zawitać również w lipcu. Piątka przypadła mi do gustu tym bardziej że zajęłem 3 miejsce. Ten rok że względu na pandemię i moje problemy z ręką był od samego początku dużo uboższy w starty. Mimo że moc w nogach po przerwie spowodowanej wypadkiem wróciła nie było wiele okazji aby dać jej upust. 2 starty w Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec na dystansie 5 km oraz jeden trochę dłuższy w Ruchence to wszystko co dało się nabiegać tej wiosny. Tatarska piątka mogła być kolejnym sprawdzianem. Do połowy czerwca wszystkie starty wisiały pod olbrzymim znakiem zapytania z powodu planowanej operacji. Kiedy dostałem decyzję o terminie przwidzianym na sierpień postanowiłem zgłosić się na bieg i opłacić opłatę. W międzyczasie udało się namówić na wspólny wyjazd Romana. Przeglądając listę startową na dwa dni przed zawodami stwierdziłem że chyba pierwsza trójka będzie trudna do zdobycia a męcząca infekcja, ból głowy i fluki lejące się strumieniami z nosa nie napawały optymizmem. Jeszcze w sobotę poważanie zastanawiałem się nad sensem wyjazdu jednak głód startów okazał się silniejszy. Prawie półtora godzinna podróż do Studzianki minęła spokojnie i o godz 12 byliśmy na miejscu. Odbiór pakietów bez kolejki, trochę rozmów że znajomymi i właśnie gdzieś na parkingu dojrzałem Grzesia Machnowskiego pijącego zimne piwko. -A ty co? - Zapytałem - Dopalacza przed startem zażywasz? - Ta - odparł uśmiechając się gorzko. -Achillesa zerwałem, nie biegnę. Popatrzyłem z niedowierzaniem. Dochodziła 12.30 i czas było troszkę się rozruszać. O 12.50 byłem już w okolicach linni startu, skupiony i myślący tylko o tym aby spokojnie ukończyć ten bieg. Rozejrzałem się do okoła nie było niko ze znanych mi szybkich Biegaczy. Nie było Rafała Golca z którym zawsze się liczę ani nikogo że zwycięzców poprzednich edycji. Chłodna głowa mimo upału mówiła mi: spokojnie, zawsze na biegu może pojawić się jakiś czarny koń, objawienie i zgrzeje cię dziadku. 3.2.1 i ruszuli punktualnie o 13. Pierwsze metry to rozpoznanie i nie było w tym nic dziwnego że jakiś młodziak pędził 3 kroki przedemna a drugiego oddech słyszałem na plecach. Po pięciuset metrach ten prowadzący był dużo z przodu a oddechu na plecach już nie słyszałem. Słyszałem za to swój był równy i spokojnymimo że na zegarku tępo 3.30 . Mała buteleczka wody którą trzymałem w ręku była zbawieniem. Na pierwszym kilometrze prowadzący już był w moim zasięgu a ciut przed drugim to ja już prowadziłem. Trasa składała się z dwóch pętli opartych na kwadracie. Na dwóch pierwszych prostych było czuć troszkę wiaterek za to na dwóch drugich nie było czuć nic po za żarem lejącym się z nieba. Nie oglądałem się za siebie, robiłem swoje. Tuż przed 4 kilometrem pomyślałem że jeżeli ktoś mnie teraz wyprzedzi będzie znaczyło tylko tyle że był lepiej przygotowany. Przy wybiegnięciu na ostatnią prostą usłyszałem od osób obstawiających trasę, że nie mam co się spinać bo mam olbrzymią przewagę. Obejrzałem się. Nie było wcale dużo może 100 metrów. Łyczek wody z gorącej już buteleczki i doprzodu. Jak mam wygrać sam to chociaż w ładnym stylu pomyślałem. Na metę wbiegałem sam a spiker , nie wiem czy żartował czy serio wspomniał że nie spodziewał się mnie tak szybko. 19.38 to czas zwycięzcy X Tatarskiej Piątki, mój czas. To prawda daleki od rekordu trasy, daleki od czasów zwycięzców z poprzednich edycji ale mimo wszystko historyczny bo zdobyty na X edycji tego biegu. Tuż po odebraniu medalu spotkałem wspomnianego Rafała Golca. Okazało się że myślał że bieg jest o 14 i tak na niego przyjechał. Miał to być jego urodzinowy bieg. Oczywiście złożyłem mu najserdeczniejsze życzenia myśląc o tym jak wiele szczęścia potrzebuje każdy z nas nawet na najmniejszym kroczku naszego życia. Bieg mogę zaliczyć do tych udanych a sękacz który otrzymałem w nagrodę był tym z górnej półki. Niestety mojemu współyowarzyszowi wyprawy szczęście tego dnia też nie dopisało i tylko 15 sekund zabrakło mu do 3 miejsca w kategorii wiekowej.
Czasami tak się zdarza że licząc na mniej dostajesz więcej. Moje bardzo spokojne podejście do tego startu zostało nagrodzone zwycięstwem. Czy wrócę do Studzianki za rok nie wiem ale na pewno będę polecał ten bieg znajomym.
X Tatarska Piątka
Skóra Tomasz
Czas 19.38 open 1.
poniedziałek, 5 lipca 2021
Czerwiec 2021
To co dzieje się w moim życiu w ostatnich miesiącach jest czymś czego nigdy się nie spodziewałem. O niektórych rzeczach naprawdę nie można mówić głośno a tym bardziej pisać o nich na forach. Nie sądzę aby to co przeżywam osobiście było powodem pisania postów na fb. Staram się pisać o czymś innym jednak to jakie znaki w ostatnim czasie daje mi Pan Bóg, jest dla mnie czymś, czego nigdy nie doświadczyłem a być może, wszystko co działo się wokół mnie, działo się za szybko i nie byłem w stanie dostrzec tych znaków. Być może kiedyś dorosnę do tego aby podzielić się z kimś moim świadectwem, jednak to jeszcze nie ta pora.
Czerwiec upłynął pod znakiem zbiórki nakrętek, makulatury i biegania czyli nic się nie zmieniło. Mimo że 9 czerwca wywiozłem zebrane nakrętki na skup to już 29 ponownie pakowałem busa. Efektem tych dwóch kursów jest 2.5 tony plastiku sprzedanego na recykling w ramach pomocy dla Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci.
1 lipca mija rok kiedy to rozpocząłem współpracę z Stowarzyszeniem Mgiełka z Siedlec w ramach oddawania dla nich makulatury. Przez ten czas wywiozłem na skup prawie 25 ton makulatury i były by to naprawdę fajne pieniążki gdyby nie słaba cena na przełomie grudnia i stycznia. Na całe szczęście od kwietnia jest troszkę lepiej i w tej chwili wspominane Stowarzyszenie otrzymuje przyzwoite pieniążki za dostarczoną przezemnie na skup makulaturę. Oprócz nakrętek i makulatury dużo ciekawych akcji wydarzyło się w czerwcu. Ta najciekawsza to rowerowa wyprawa Tour tu Berlin której pomysłodawcą był wójt gminy Kotuń, Grzegorz Góral. Dzięki jego pomysłowi wsparcia Hospicjum w trakcie rowerowej podróży do Berlina na konto Hospicjum wpadło około 5000 zł a przy okazji wiele osób wsiadło na rower aby wesprzeć cel wyprawy i wirtualnie wesprzeć podróżujących z wójtem Krzyśka i Krystiana. Ta akcją była również dla mnie motywacją i 14 czerwca popełniłem pierwszą setkę na rowerze w tym roku.
Co do mojego biegania to na biegowym liczniku znalazło się 1500 km a dwa starty które zaliczyłem w tym miesiącu należy zaliczyć do tych bardzo udanych. Ten pierwszy w Ruchence pod Węgrowem to wspaniałe zwycięstwo na 9.2 kilometrowej trasie. Ten drugi to start w drugim etapie Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec. Drugie miejsce tego dnia może i nie było szczytem moich możliwości ale jak to kiedyś ktoś powiedział: jak organizujesz to nie pobiegasz. W myśl tej zasady od jakiegoś czasu staram się nie startować w biegach organizowanych przez ekipę Skórzec Biega a jak już biegnę to nie nastawiam się na wynik.
Gdyby ktoś pytał o rękę to nie jest źle. Daję radę zrobić coraz więcej a rehabilitację również znoszę coraz lepiej. Niestety operacja która miała być w czerwcu przesunęła się na sierpień także nie pozostaje nic innego jak czekać.














