poniedziałek, 29 marca 2021

Biegiem wzdłuż rzeki Kostrzyń

 Pierwsze myśli o przebiegnięciu wzdłuż koryta rzeki Kostrzyń pojawiły się w mojej głowie jakieś 2- 3 lata temu kiedy to wspólnie ze znajomymi zaczęliśmy systematycznie co rok biegać wzdłuż rzeki Świdnica ( dopływ Kostrzynia) . Szybko jednak umarły bo wskazany przez wikipedię dystans 45 km był nie do pokonania samotnie a i namawianie kogoś na taką wyprawę nie było mi na rękę. Dokładnie rok temu przemierzenie części tej rzeki zaproponował biegowy kolega Leszek. Mimo że była to jedna z tych niezapomnianych przygód biegowych, umocniła mnie w przekonaniu że jednoosobowa wyprawa wzdłuż w tej rzeki będzie bardzo niebezpieczna a co za tym idzie praktycznie niemożliwa. 

Kiedy na początku marca, klubowy kolega Michał zaproponował próbę przebiegnięcia wzdłuż rzeki Kostrzyń, po prostu nie mogłem odmówić. I absolutnie nie przeszkadzało mi że to on jest pomysłodawcą wyprawy i to on ustala zasady gry. Zaproponowany termin 28 marca też  mi odpowiadał. Jedyne co wzbudzało we mnie złe myśli to wspomnienie brodzenia po kolana w wodzie z poprzedniej wyprawy z Leszkiem oraz przewidywany dystans 45 km. To drugie starałem się sobie wytłumaczyć tym że ktoś kto mierzył rzekę robił to dokładnie wzdłuż linii brzegowej a my już w pierwszych zamierzeniach mieliśmy pobiec nie dokładnie wzdłuż tej linii ale tak aby było w miarę bezpiecznie ale i tak aby nie stracić rzeki z oczu. 

Przepiękna sobota poprzedzająca dzień wyprawy dawała nadzieję jednak czym bliżej wieczora pogoda się psuła a na wieczór zaczęło już konkretnie padać do tego w prognozach wiatr który w porywach miał mieć do 50 km /h. Niedzielny poranek przywitał nas jednak przyzwoitą pogodą. Po wieczornym deszczu nie było znaku, jedynie kierunek wiatru który jeszcze w sobotę sprawiał wrażenie sprzyjającego , zmienił się w nocy i jeszcze przed startem wiedzieliśmy że będziemy biegli pod wiatr. 


Dokładnie o godz 9.12 zameldowaliśmy się u źródeł Kostrzynia, na pograniczu wsi Przywory i Domanice, w towarzystwie żony Michała oraz Pawła który zaproponował że odprowadzi nas do pierwszego mostu w Żebraku czyli jak obliczyliśmy około 10 km. Pierwsze kilometry były bardzo spokojne i pobiegliśmy prawie bez spoglądania na mapę, bo w poniedziałek poprzedzajacy bieg wybraliśmy się z Michałem na mały rekonesans startu biegu. Wiatr który wiał prosto w twarz nie był aż taki mocny jak zapowiadano w prognozach a i słonko zaczynało przebijać się z za chmur. W Żebraku na moście czekała na nas Wiola. Krótki posiłek,  banan galaretka, łyk wody i dalej w trasę. Paweł postanowił że ruszy dalej do kolejnego mostu w Dobrzanowie. Wspomnienia sprzed roku nie napawały  mnie optymizmem na ten odcinek. Wyruszyliśmy prawą stroną rzeki której już od tej pory nie dało się przeskoczyć w razie przeszkód. Na zegarkach było 10.5 km. Jakież było moje zdziwienie gdy po 2 kilometrach biegu zobaczyłem że rzeka wzdłuż której biegniemy w niczym nie przypomina tej sprzed roku.  Prace merioralizacyjne przeprowadzone prawdopodobnie na jesień uregulowały koryto rzeki a co za tym idzie całkowicie oczyściły rzekę z tam które powodowały olbrzymie rozlewiska. Euforia nie trwała długo. Gdzieś w okicach 14 km prawy dopływ i niewielkie rozlewisko zmusiły nas do przeprawy na drugą stronę rzeki.  Aby zachować suche buty i skarpetki postanowiliśmy przeprawić się na boso. W tym miejscu rzeka nie byłajeszcze zbyt głeboka i takie rozwiązanie zdawało się być najlepszym. Na kolejnym mostku ponownie powróciliśmy na prawą stronę i tak dobiegliśmy do Dobrzanowa gdzie pożegnaliśmy Pawła i po kilku zdjęciach przy starym młynie ruszyliśmy dalej, oczywiście prawą stroną. Od Dobrzanowa rzeka zaczęła troszkę kręcić a my mogliśmy podziwiać te zakola i biec przed siebie nadal suchą nóżką.  


Nastepny etap to długa bo chyba dziesięcio kilometrową prosta która ciągnęła się od wysokości wsi Kamieniec aż do mostu kolejowego  w Oleksinie. Tutaj dowiedzieliśmy się z mapy szlaku kajakowego że przed nami jeszcze przynajmniej 20 km biegu, a że na zegarkach było 30 km ogarnęło nas lekkie zdziwienie bo ani ja ani Michał nie szykowaliśmy się na 50 km. Szybka przeprawa i juz widać było miejsce gdzie Kostrzyń łączy się  za naszą Świdnicą. Po raz pierwszy zmoczone buty i ze względów logistycznych pierwsze wyjście na asfalt . Tuż za mostem w umówionym miejscu czekała na nas Wiola. Michał zdawał się złapać doła. Obtarta noga zmusiła go do zmiany butów. Ja skupiłem się na jedzeniu. 2 banany,  czekolada, trzy galaretki i czułem się naładowany energią. Jeszcze tylko zmiana koszulki bo ta w której biegłem zrobiła się nieprzyjemna i mogliśmy ruszać. Michał odpoczął. Było widać że oswoił się z myślą piędziesięciu kilometrów zupełnie tak jak ja. Kolejne 3 km do mostu na trasie A2 upłynęły nam na liczeniu kilometrów go końca i na żartach typu że jak naprawdę ta rzeka ma 50 km to przeciągniemy tego co na Wikipedii napisał 45, po tej trasie aby pokazać ze więcej. Po przekroczeniu mostu na A2 postanowiliśmy wziąć do ręki telefon z mapą bo rzeka zaczęła znowu kręcić a nam nie w głowie było błądzenie po jej zakolach. Spokojnym tempem udało się dobiec do stawów w Gałkach.

Tutaj po krótkiej naradzie postanowiliśmy że przejdziemy na lewą stronę rzeki i pobiegniemy groblą oddzielającą stawy od rzeki. Cudne widoki cały czas umilały nam mijające kilometry. Gdzieś w połowie stawów zegarki pokazały dystans maratonu i tutaj już na 100 % wiedzieliśmy że wyjdzie blisko piędziesiątki. Wyjście z grobli i przeprawa do mostu w miejscowości Stara Sucha,  to chyba najtrudniejszy odcinek trasy. Za mostem przeszliśmy spowrotem na prawą stronę i tutaj po raz kolejny mocno zmoczyliśmy buty . Kiedy mijaliśmy Proszew A wiedzieliśmy że do nasza wędrówka skończy się nie więcej niż za pół godziny. Do tej chwili nie liczyliśmy czasu. Gdzieś przed Proszewem B wyszliśmy na chwilę na asfalt.


Zdjecie na moście i  wymuszona zmiana strony biegu. Teraz aż do zapory i ruin starego młyn biegliśmy lewą stroną. Na zaporze wróciliśmy na prawą stronę i biegliśmy nią aż do drewnianej kładki gdzie czekała na nas Wiola.  Tu zmieniliśmy stronę biegu po raz ostatni bo przed nami było ostatnie 400 metrów. Tutaj też dołączył do nas syn Michała , Gabryś. Po kilku minutach byliśmy na mecie. Liwiec przywitał nas piękną słoneczną pogodą a zegarki wybiły równo 50 km.

 Tak powstają przygody, tak powstają wspomnienia na całe życie. Dziękuję z całego serca Michałowi który mi zaufał i zaprosił do tego przedsięwzięcia.  Dziękuję Wioli która odebrała z mety biegu i zadbała o to aby być na czas na każdym punkcie. Dziękuję również Pawłowi bo to dzięki niemu nie ruszyliśmy za szybko bo to dzięki jego osobie być może ukończyliśmy ten bieg.





czwartek, 4 marca 2021

Luty 2021

 1200 kg nakrętek, 1520kg makulatury oraz 225 przebiegniętych kilometrów a co za tym idzie przekroczone 500 w tym roku, tak w skrócie w cyfrach można podsumować Luty.  Ale do rzeczy.

1300 kg nakrętek pojechało na skup 4 lutego w ramach akcji Nakrętki Dla Siedleckiego Hospicjum i były to nakręteki zbierane od połowy grudnia. Tym samym rozpoczęło się lutowe zbieranie które poszło bardzo dobrze  i już w połowie miesiąca wiedziałem że trzeba łatwic kolejny transport. I tak się stało 1200 kg pojechało na skup 26 lutego czyli w trzy tygodnie od poprzedniego kursu.


Oprócz nakrętek mój czas pochłaniała organizacja Noworoczno-Walentynkowego marszobiegu GBSB którym tym roku odbył się przy wielu ograniczeniach spowodowanych epidemią. Mimo wszystko udało się zebrać ponad 9 tys. Zł które zasiliły konto zbiórki #małysprzętWIELKAPOMOC,  prowadzonej przez fundację Le Natiga i mającą na celu zbiórkę funduszy na zakup mobilnego USG dla podopiecznych Fundacji Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci. Kolejna okazja pomocy Hospicjum przyszła już 21 lutego. Wtedy to w Skórzeckiej parafii gościli wolontariusze Fundacji oraz ks Paweł Siedlanowski który opowiadał o działaniach oraz planach Fundacji.


 

Co do biegania nie było go zbyt wiele. Pierwszy tydzień to luz przed maratonem w Studziance który kończył Tatarskie Grand Prix. Poczytać o całości możecie tutaj....https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2021/02/grand-prix-i-studziance.html?m=1

Drugi tydzień to zupełny odpoczynek po maratonie zakończony startem w wspomnianym Charytatywnym Marszobiegu.  I mimo ze jeszcze pod koniec 3 tygodnia udało się zrobić fajne BNP to nie było już motywacji do mocniejszych treningów z powodu kolejnej zaplanowanej na początek marca wizyty w szpitalu. Na całe szczęście udało się jeszcze odwiedzić razem z Pawłem i Leszkiem rzekę Świdnicę co dało kolejne 17 km do lutowego licznika. 



poniedziałek, 8 lutego 2021

Grand Prix i Studziance

Czasami bywa tak że na czymś nam bardzo zależy. Czasami jest tak że musimy wybierać i wtedy pojawiają się dylematy. Jest jeszcze gorzej wtedy kiedy chcemy zrobić coś na czym nam bardzo zależy, jednak wiemy że nie jesteśmy na to gotowi. Wtedy trzeba zrobić tak jak podpowiada nam serce aby po wszystkim czuć że zrobiło się wszystko na ile było nas stać w danej chwili, chociażby po to aby  zachować wewnetrzny spokój i poczucie dobrze wykonanej roboty. 

Tak było z moim startem w ostatnim etapie Tatarskiego Grand Prix w Studziance, które od samego początku bardzo mi się spodobało. Formuła zaliczeni 5 biegów w przeciągu roku była jak najbardziej do przyjęcia i już po pierwszym etapie postanowiłem że spróbuję zaliczyć całość czyli 5,10,15km półmaraton i maraton. Pierwszy etap odbył się w styczniu 2020 roku gdzie zaliczyłem 15 km zajmując 3 miejsce. W lutym odbył się bieg na 10 km i tu już udało się wskoczyć na drugie miejsce. Półmaraton miał odbyć się w kwietniu jednak pandemia pokrzyżowała plany organizatorów i moje. Trzeba było czekać na kolejne biegi. Tatarska piątka odbyła się według planu 5 lipca i po tym biegu w którym zajęłem 3 miejsce pozostały mi do zaliczenia tylko dwa biegi półmaraton i maraton. Wypadek któremu uległem 20 lipca uziemnił mnie na dobre jadnak jak się okazało nie na tyle aby nie pobiec półmaratonu we wrześniu. I to był najgorszy mój start w tym Grand Prix. 6 miejsce open spowodowało że straciłem sporo punktów i aby powalczyć o podium wiedziałem że będę musiał bardzo dobrze pobiec maraton, który był zaplanowany na listopad.  Niestety druga fala pandemii po raz kolejny zmusiła organizatorów do przeniesienia imprezy. Maraton przeniesiono na 6 lutego 2021 roku. Pomyślałem sobie ze może i dobrze bo będę miał czas na przygotowanie.  Mimo problemów z ręką i mimo kolejnej operacji udało powrócić do systematycznych treningów i na przełomie grudnia i stycznia byłem w stanie zrobić konkretne akcenty i dłuższe wybiegania. Udało się również zwiększyć kilometrażu tygodniowy z 50 do ponad 70 km. Wiedziałem że to za mało, wiedziałem też że w przypadku dużego mrozu po prostu nie damrady ukończyć biegu z powodu marźnięcia operowanych palcy. Trzeba było czekać i mieć nadzieję na dobrą, w miarę przyjazdną pogodę. 6 lutego przypadała pierwsza sobota miesiąca a ja postanowiłem osobiście że wszystkie pierwsze soboty miesiąca w 2021 roku będę rozpoczynał różańcem i nabożeństwem w Siedleckiej katedrze w ramach projektu męskiego różańca w Siedlcach.  Napisałem do Łukasza z prośbą o start w granicach godziny 11 bo dopiero o tej mogę dojechać. Pomyślałem wtedy Pan Bóg najpierw a później co będzie. I tak się stało. Do Studzianki udałem się z Romanem który przygotowując się do odwołanego maratonu bieszczadzkiego, chciał spożytkować zrobioną robotę. 

O godz 10.50 wystartowałem. Nie przerażało mnie 6 kółek po 7 km a optymistyczna wersja była pobiec po 5.00 każdy kilometr czyli w granicach 3.30 cały maraton. Ten mój niecny plan legł w gruzach już na pierwszych 2 km. Śnieg na leśnych ścieżkach itrudna trasa z wieloma zakrętami nie napawała optymizmem jednak biegło się dobrze. 3.5 km w jedną stronę, 3.5 spowrotem. 3.5 km tam i 3.5 km spowrotem.  Po dwóch kółkach żel i ciepła herbatka. Po 3 czekolada i herbatka. Trasę podzieliłem sobie w głowie na etapy. Do ogniska pierwszego , do ogniska drugiego ,pętla wokół Tatarskiego cmentarza i spowrotem. 4 kółko i żel a w głowie jeszcze dwa. Ręka nie dokuczała. Trzy grube rękawice robiły robotę jednak nogi zaczęły odczuwać trudy tyrania po śniegu który po każdym przebiegnięciu danej pętli robił się coraz bardziej zmielony. Na piątej pętli poyślałem że jedyna rzecz która mnie teraz cieszy to coraz mniej ludzi na trasie. Ostatnia nawrotka, kostką czekolady łyk herbaty i rura. Nie patrzyłem na zegarek podczas biegu bo GPS nie ogarniał trasy i na każdym kółku coś obcinał jednak przed ostatnim okrążeniem spojrzałem pokazał 2.55 czyli aby wyrobić się w moim ambitnym planie miałem 35 minut. Nie udało się. 3.32.36  pokazał zegarek na mecie co jak się później okazało było 5 czasem tego koleżeńskiego maratonu. Czas nie powalał ale biorąc pod uwagę specyfikację trasy i na moje przygotowania wiem ze zrobiłem wszystko aby czuć się spełnionym. 


Start w maratonie dał mi poczucie dobrze wykonanej roboty. Wiem że gdybym odpuścił miałbym olbrzymi żal że nie spróbowałem. 2 miejsce w ogólnym podsumowaniu Grand Prix cieszy. Gratulacje należą się nie tylko zwycięzcy całego cyklu czyli Grzesiowi Machnowskiemu ale również wszystkim startującym i próbującym sił w tej imprezie. Ukłon w stronę Łukasza Wędy który jako organizator stanął na wysokosci zadania i mimo przeciwności losu zrobił wszystko aby zakończyć cykl biegów w Studziance powodzeniem.

czwartek, 4 lutego 2021

Styczeń 2021

 307 km udało się przebiec w mijającym miesiącu. Ogólnie to szczerze mogę przyznać że  był to jeden z nudniejszych miesięcy w ostatnim czasie. 


5 stycznia po raz kolejny odwiedziłem Kraków. Dowiedziałem się że czeka mnie kolejna operacja której termin zostanie ustalony na kolejnej wizycie 23 lutego. Miesiac upłynął również pod znakiem zwożenia nakrętek z koszy które robią robotę w terenie

oraz w walce o odzyskanie danych z telefonu, który przez przypadek własnoręcznie zniszczyłem. Na całe szczęście notatki udało się odzyskać i pod koniec miesiąca na blogu pojawiło się podsumowanie roku. Nie sposób nie wspomnieć o makulaturze wywiezionej na skup której w styczniu udało się uzbierać 1560 kg. Miesiąc zakończyłem potrójnym WOŚP -owym bieganiem podczas którego odwiedziłem 3 imprezy podczas których były zbierane pieniążki na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

sobota, 30 stycznia 2021

2020 Podsumowanie

 

Styczeń rozpoczął się narodzinami wnusi o których po prostu nie sposób nie wspomnieć bo tak szczerze to od jakiegoś czasu czekałem na to że zostanę dziadkiem no i w końcu zostałem i dobrze mi z tym... Tymi słowami podsumowałem początek podsumowania pierwszego miesiąca roku 2020. Początek roku to tradycyjnie już Noworoczny Charytatywny Marszobieg GBSB.
Tym razem pobiegliśmy razem dla Siedleckiego Hospicjum domowego dla dzieci. Styczeń to również start w pierwszym biegu zaliczanym do Tatarskiego Grand Prix w Studziance oraz przygotowania do organizacji Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec które docelowo miało się rozpocząć 21 marca, ale na zawirowania koronowirusowe zostało przeniesione na rok 2021.
Luty to kolejny start w Studziance oraz mnóstwo pączków w temacie z racji przypadającego w tym miesiącu tłustego czwartku . Wyślij pączka do Afryki, pączkowy konkurs oraz tradycyjny bieg z Siedlec do Skórca na tzw przed tłustoczwartkowe próbowanie pączków. Luty to drugi z kolei miesiąc w którym udało się przekroczyć barierę 300 km i jak dobrze pamiętam było to naprawdę dobre bieganie.
Mocne bieganie spowodowało to że już podsumowując marzec miałem na koncie przekroczone 1000 km. Wspomniany korona wirus w marcu rządził się już na całego ale z tego co pamiętam zbieranie nakrętek szło bardzo dobrze bo akcja zbiórki nakrętek dla Kacperka Boruty przyniosła prawie 6tys dochodu.

Kwiecień przyniósł kolejne sukcesy i wielkie niewiadome związane z epidemią koronawirusa. Akcja ,,Tulipany Dla Siedleckiego Hospicjum '', która odbyła się w środę poprzedzającą święta wielkanocne zaliczona została do tych bardziej udanych. Prawie 500 bukietów tulipanów trafiło do ludzi którzy kupując je zdecydowali się wesprzeć podopiecznych Siedleckiego

Hospicjum domowego dla dzieci. Udało się też rozpocząć długo odkładaną budowę ogrodzenia, którą musiałem przerwać po wypadku któremu uległem w lipcu. Koniec kwietnia i maj to już nacisk na robienie dużego kilometrażu tygodniowego ze względu na planowany start w czerwcowym Biegu Rzeźnika. Koniec maja to także bieg wirtualny dla Marysi Tchórzewskiej, który został zorganizowany dzięki współpracy wielu dobrych ludzi.
Czerwiec to wspomniany start w Biegu Rzeźnika. Tym razem moim partnerem został człowiek dzięki któremu być może powstało Skórzec Biega, który nie opuszcza mnie w złych chwilach, człowiek jak to mówią do tańca i do różańca czyli wieloletni przyjaciel Paweł Czarnocki. Cała relacja oczywiście dostępna na blogu.

Tak po rzeźniku nie byłem ujechany bo potraktowałem go raczej turystycznie. Kilometrowy zapas i dobra forma nie dawały mi spokoju. Strasznie chciałem ten cały wysiłek wielu tygodniowych treningów okrasić dobrym startem w maratonie. No i udało się. 11 lipca razem z Tomkiem Hajdukiem wystartowaliśmy w cros maratonie przez Piekło do Nieba. 2.58.48 I czwarte miejsce to było coś na co czekałem bardzo długo.

Niestety kilka dni później skończyło się wszystko. Tnąc drewno na krajzedze uległem wypadkowi który skutecznie usadził mnie na najbliższe miesiące. Jeszcze tego samego dnia byłem operowany przez osiem godzin w szpitalu w Krakowie i kolejne dni właśnie tam spędziłem. Po powrocie do domu nie pozostało mi nic innego jak dbanie o siebie aby ręka lepiej się goiła i odpoczynek. Po kilku tygodniach rekonwalescencji wyruszyłem na pierwsze krótkie spacery z żoną a w ostatni weekend sierpnia udało się w spacerowym tempie pokonać po raz 11 trasę biegu Siedleckiego Jacka.

Początek września to rozpoczęcie kolejnej nakretkowej akcji w której po raz kolejny postanowiłem wspomóc Siedleckie Hospicjum Domowe dla Dzieci, oraz kolejne wizyty w Krakowie.

Dzięki temu że zostałem uwolniony z szyn mogłem po malutku coś pobiegiwać i chyba tylko dzięki temu udało się zaliczyć kolejny czwarty etap  Tatarskiego Grand Prix w Studziance. Pod koniec września jako stowarzyszenie Skórzec Biega zorganizowaliśmy bieg pod nazwą ,,Pobiegnij z nami w las''.

Tego dnia udało się na chwilę powrócić do tych dobrych chwil kiedy to spotykaliśmy się na biegach. Niestety październik przyniósł drugą falę epidemii i kolejne biegi w tym Skórzecki Bieg Niepodległości oraz Biegi z cyklu Grand Prix Poznaj Gminę Skórzec, które chcieliśmy zorganizować w tym roku, trzeba było odwołać.
Kolejne tygodnie mijały mi pod znakiem zbiórki nakrętek i makulatury oraz w perspektywie powrotu do szpitala bo ręką nie goiła się niestety tak jak trzeba. Tuż po powrocie ze szpitala kolejne piękne serce do zbiórki nakrętek stanęło przy sklepie MAKRO w Dąbrówce Ług a ufundował je właściciel tego sklepu. 
 Grudzień to już bieg mikołajkowy organizowany przez szkołę podstawową nr 2 w Siedlcach oraz klub sportowy FENIKS. Inie mogło mnie tutaj zabraknąć chociażby ze względu na moje zaangażowanie w zbiórkę dla Marysi. W połowie grudnia nastąpiło otwarcie kolejnych koszy do zbiórki nakrętek. Tym razem 2 kosze stanęły w miejscowości Dąbrówka Stany dzięki staraniom pani sołtys , koła Gospodyń Wiejskich oraz miejscowych strażaków. Grudzień przyniósł również kolejne przykre wiadomości mianowicie wiadomość o śmierci mojego biegowego przyjaciela Adama. 
Z tych pozytywnych wydarzeń mogę wymienić licytacje na rzecz Fundacji Hospicjum Domowe dla Dzieci które odbywały się na moimi prywatnym profilu na fb. Sprzedaż 1200 kg nakrętek oraz 5360 kg makulatury z których dochód zasilił konta fundacji i stowarzyszeń wspieranych przez moją osobę. 

 Mimo wypadku udało się przebiec kolejne 3000 km , przejechać na rowerze kolejne 600 km. Wystartować w kolejnych dziesieciu biegach z których na 6 gościem na równych stopniach podium.
 Myślę że nie będzie to ani zwykłą przechwałką ani kłamstwem jeśli powiem ze dzięki moim działaniom na konta pomocy dla dzieci w 2020 roku wpłynęło około 50.000 zł . To wszystko oczywiście zawdzięczam wspaniałym kumplom i znajomym którzy nie pozostają obojętni na moje prośby i apele . Myślę  że to wszystko jest zasługą ciągłego pokazywania że  można , że trzeba,  że razem naprawdę możemy więcej. 

czwartek, 28 stycznia 2021

Trochę dobra w trudnym czasie

 Artykuł do świątecznego wydania gazetki parafialnej W Cieniu Krzyża.

Trochę dobra w Trudnym czasie 

Czyli podsumowanie roku oczami Kawalera Orderu Uśmiechu. 

 

Składając sobie życzenia świąteczne i noworoczne dokładnie rok temu, nikt z nas nie spodziewał się tego co przyniesie rok 2020. Mimo że jeszcze pierwsze dni roku pozwoliły zorganizować Noworoczny Bieg Charytatywny dla Siedleckiego Hospicjum Domowego dla dzieci, tak już pierwsze dni marca zmusiły nas do zmiany planów i przenoszenia kolejnych imprez.

Noworoczny Bieg Charytatywny odbył się po raz trzeci. Stowarzyszenie Sportowe Grupa Biegaczy Skórzec Biega zorganizowała go wspólnie z Kołem Gospodyń Wiejskich w Żelkowie Krzu, przy dużym zaangażowaniu sołtysa i mieszkańców tej miejscowości oraz strażaków z OSP Nowa Dąbrówka z udziałem pracowników i wolontariuszy Siedleckiego Hospicjum. Tego dnia ludzie dobrego serca przekazali wspólnie ponad 15 tys. złotych na rzecz wsparcia dzieci będących pod opieką Hospicjum. 

W ostatni wtorek karnawału w szkołach podstawowych, pod nadzorem s. Sylwii i katechetek, odbyła się akcja „Wyślij Pączka do Afryki”. W ramach tej akcji udało się zebrać 2 tys. zł, które wpłynęły na konto Fundacji Kapucyni i Misje, i zostały przeznaczone na budowę studni głębinowej i dożywianie dzieci w Afryce.

W pierwszych dniach marca z powodzeniem udało się zakończyć akcję zbiórki nakrętek: 

„7 Ton Dla Filipka” i rozpocząć nową. Tym razem postanowiłem nakrętkami zbieranymi w Skórcu i okolicach wesprzeć zbiórkę dla Kacperka Boruty. Ponad 6 ton zebrane w miesiąc pozwoliło zasilić zbiórkę kwotą ponad 6.000 złotych. W zbiórkę pieniędzy na rzecz leczenia Kacperka Boruty zaangażowały się również dziewczyny ze Stowarzyszenia RakOut organizując zbiórkę do puszek wraz z wolontariuszami ze Skórzeckiego Stowarzyszenia Działamy Pomagamy. Tego dnia zebrano do puszek pod kościołem ponad 10 tys. zł. 

Stowarzyszenie Działamy Pomagamy zorganizowało także zbiórkę medali sportowych pod nazwą „Pomoc na Medal” a dochód z tej akcji zasilił również zbiórkę dla Kacperka Boruty. 

Kolejne miesiące to walka z obostrzeniami i zakazami spowodowanymi pandemią koronawirusa. 

Akcja „Tulipany Dla Siedleckiego Hospicjum”, która odbyła się w przeddzień Triduum Paschalnego przyniosła kolejne pieniądze na rzecz podopiecznych Siedleckiego Hospicjum. 


Jako że nie można było organizować imprez sportowych razem ze Stowarzyszeniem sportowym Grupa Biegaczy Skórzec Biega zdecydowaliśmy się zorganizować bieg wirtualny. Polegał on na przebiegnięciu dowolnej trasy pomiędzy Skórcem a Siedlcami i wpłaceniu 25 zł na konto leczenia Marysi Tchórzewskiej. Całość akcji podsumowaliśmy kwotą 3.000 zł.

W lipcu udało się nawiązać współpracę z stowarzyszeniem MGIEŁKA zajmującym się opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi i od tej chwili dochód za makulaturę zbieraną w magazynku u Sióstr Sercanek oraz tą przekazywana przez znajomych trafia bezpośrednio na konto właśnie tego stowarzyszenia. 

Wrzesień przyniósł rozpoczęcie kolejnej akcji zbiórki nakrętek. Po raz kolejny w tym roku postanowiłem pomóc podopiecznym wspomnianego Siedleckiego Hospicjum Domowego dla dzieci. Duże zaangażowanie wielu osób w tą akcję sprawiło, że do chwili publikacji artykułu na konto tej zbiórki udało się zebrać prawie 2.5 tony nakrętek za kwotę 2.5 tys. złotych. 

Bardzo dużym zainteresowaniem w Gminie Skórzec cieszyła się akcja zbiórki złomu na rzecz wsparcia zbiórki dla Antosi Dąbrowskiej. Dzięki zaangażowaniu dyrektora Skórzeckiego GOK-u, wójta, radnych gminy Skórzec, strażaków i mieszkańców udało się zebrać prawie 45 ton złomu na kwotę ok. 35 tys. zł. 

Cieszy fakt, że w naszej parafii cały czas dzieje się coś dobrego a każdy z mieszkańców, jeżeli ma w sobie wolę pomocy drugiej osobie, może to zrobić tak po prostu. Oddać złom, nakrętki, makulaturę lub po prostu wpłacić pieniądze. 

Pomaganie jest fajne i z tym zgodzi się każdy kto chociaż raz spróbuje a ja z całego serca zachęcam właśnie do tego spróbowania. Tak wiele złego dzieje się dookoła. Niestety jako zwykli ludzie często nie mamy na to wpływu. Mamy za to wpływ na robienie dobrych uczynków i pokazywanie innym, że świat wokół nie musi być taki szary i zły. 

 

niedziela, 3 stycznia 2021

Grudzień 2020

 Grudzień rozpoczęłem wizytą kontrolną w Krakowie. Wszystko wskazuje na to że czeka mnie jeszcze jedna operacja a ręka raczej na pewno już nigdy nie będzie normalna. Na całe szczęście całe to niepowodzenie zaczęło układać mi się w głowie i nie deneruje mnie już tak bardzo moja niezdarność i to że nawet przy drobnych pracach muszę prosić o pomoc. Dobrze że mam bieganie. Tak naprawdę to ono uspokaja mi głowę i sprawia że jestem w stanie to i owo sobie wytłumaczyć.

Jakież było moje zdziwienie kiedy to postanowiłem zmierzyć się z dystansem 5 km w Wirtualnym Mikołajkowym biegu Charytatywnym i czas który uzyskałem był sporo lepszy od tego oczekiwanego. 18.55 bez treningów dało dużo radości i pozwoliło na zajęcie 3 miejsca open.


12 grudnia dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego przyjaciela Adama. Ciężko się pogodzić z takimi wiadomościami. Adam był dla mnie olbrzymim motywatorem. To dzięki niemu chciało mi się trenować do dystansu półmaratonu, to dzięki niemu z chęcią pisałem podsumowania misiąca bo wiedziałem że jako jeden z nielicznych je czyta. 

Oprócz tych kilku spraw grudzień standardowo upłynął pod znakiem zbiórki nakrętek i makulatury. 21 grudnia udało się wywieźć kolejny transport nakrętek. Tym razem na skup trafiło 1200 kg plastiku które udało się zebrać w miesiąc.


Co do makulatury to miesiąc zamknęłem na 5.360 kg  co było chyba miesięcznym rekordem tego roku. Pod koniec listopada rozpoczęłem na swoim fejsbukowym profilu akcję licytacji na rzecz Siedleckiego Hospicjum domowego dla dzieci. W ciągu miesiąca udało się zebrać ponad 4000 zł, a licytację kolędników w których rolę wcielili się wójtowie gmin, Skórzec, Zbuczyn, Kotuń, Wiśniew i Mokobody śmiało można zaliczyć do tych piękniejszych w ostatnim czasie. Dzięki pomysłowi Tomka Hapunowicza udało się zebrać właśnie podczas kolędowania ponad 8000 zł które także zasiliły konto wspomnianego Hospicjum. 


Co do biegania to było go sporo. Ile dokładnie nie wiem bo w sylwestra wyłączyli endomondo i nie dało się sprawdzić. Wiem na pewno że było to ponad 300 km a rok 2020 zakończyłem z 3030 przebiegniętymi kilometrami.

Ruszamy w nowy rok. Bierzemy z optymizmem wszystko co nowe. Podsumowanie roku już się piszą a nowe kilometry lecą już na konto nowej aplikacji. Coś się kończy cos zaczyna, taka jest kolej rzeczy. Pozdrawiam.