niedziela, 3 maja 2020

KWIECIEŃ 2020

Akcją TULIPANY DLA SIEDLECKIEGO HOSPICJUM rozpoczęłem kwiecień. Akcja która wzięła się z nikąd, tak po prostu bo żona chciała kupić tulipany od lokalnych producentów tych kwiatów a ja jak to ja postanowiłem zrobić z tego coś większego. A że Marlena z Hospicjum wymyśliła ze będzie rozwozic tulipany po Siedlcach aby wesprzeć działania Hospicjum to i ja postanowiłem ruszyć wctym temacie i zajęłem się okolicami Skorca. W ciągu kilku dni zostalem chyba najwiekszym dystrybutorem tulipanów w okolicya telefony typu : czy dodzwoniłem się do hurtowni tulipanów? były na porządku dziennym jeszcze kilka dni po akcji.
424 bukiety sprzedane w Skórcu i ponad 500 w Siedlcach, które osobiście rozwieźli pracownicy Hospicjum to coś czego raczej nikt się nie spodziewał a tym bardziej w tym trudnym czasie. Przedświąteczne drewniane zające wykonane własnoręcznie z krążków drewna też rozeszły sie jak świeże bułeczki i jeszcze w wielką sobotę dorabiałem dwa aby zaspokoić prośby znajomych.. Ciut przed świętami dowiedziałem się ze muszę wykorzystać cześć zaległego urlopu. A ze było kilka zaległych spraw postanowiłem ten właśnie czas poświęcić na to co czekało na realizację kilka lat. Budowa płotu z kamienia którą planowałem od dawna doczekała się spełnienia.


Po prawie 3 tygodniach ciężkiej pracy jestam na etapie, tak myślę 1/3 tego przedsięwzięcia. Nie mogło zabraknąć też biegania a i na ćwiczenia znalazł sie czas. Treningi prowadzone na żywo w relacjach na #wposzukiwaniumotywacji dawały mi dużo radości i motywacji. Udało się też rozpocząć akcję nakrętkową NAKRĘTKI DLA KACPIEGO VOL2. Akcja ta będzie trwała do końca czerwca.
W minionym miesiącu udało się przebiec 306 km i oprócz zwykłych kilometrów udało się zrobić kilka wartościowych treningów BC2 w terenie na średnim tempie 3.57 min /km, 2 x5 km po 4.02 no i ten chyba najważniejszy sprawdzian w półmaratonie który udało się pobiec w 1.24.00.
To wszystko daje olbrzymią radochę i poczucie dobrze wykonanej roboty. Cały czas czekam na złagodzenie restrykcji dotyczących koronawirusa. Mam nadzieję że coś po malutku zacznie się dziać i tą dobrą myślą zakończę to podsumowanie, przesyłając wam najserdeczniejsze pozdrowienia.

środa, 1 kwietnia 2020

Marzec 2020

Doczekaliśmy czasów kiedy to trzeba będzie ukrywać się z bieganiem a sam biegacz spotykany na ulicy może być traktowany jako wróg publiczny nr1. Przykre to ale niestety prawdziwe. Kolejne obostrzenia narzucane nam przez rządzących nakazują nam siedzenie w domach i unikanie zbiorowisk ludzkich. Wszystko przez Koronawirus który grasuje i ma się dobrze. Słabo to wygląda ale musimy to przetrwać tak po prostu. Biorąc się za podsumowanie marca napisałem troszkę o swoich planach, które trzeba było zmienić no ale cóż nie takie ludzie mają problemy i żyją. Wszystko co dzieje się do okoła niestety nie napawa optymizmem, jednak postaram się w najbliższych paru słowach napisać coś pozytywnego.
Marzec rozpoczęłem akcją zbierania nakrętek dla Kacperka Boruty. To w jakim tempie napływały nakrętki było dla mnie szokiem. Nie spodziewałem się czegoś takiego i juz 14 marca musiałem organizować pierwszy kurs na skup. 2040 kg zebrane w dwa tygodnie naprawdę niezły wynik i powiem szczerze że myślałem ze to wszystko się troszkę uspokoi. Kolejne nakrętki zaczęły napływać bez żadnych ograniczeń i nikt nie patrzył na zakazy. Kiedy mówiłem że ograniczam odbiory ludzie zaczęli po prostu przywozic mi nakrętki do domu a to że na akcję docierały nakrętki z takich miejsc jak Pratulin, Kosów Lacki, Łosice, Ząbki czy Kobyłka było dla mnie olbrzymią motywacją. 28 kwietnia razem z Pawłem zrobiliśmy drugi kurs na skup. Tym razem nakrętk było dużo wiecej. 2810 kg za kwotę 3400 zł. Razem przez marzec udało się sprzedać 4850 kg nakrętek za które uzyskaliśmy 5.900 zł.
Co do aktywności to po odwołaniu Półmaratonu w Gdyni i kilkuiinnych biegów trener postanowił dał mi troszkę odpocząć. Dzięki sprzyjającej pogodzie udało się nawet 3 razy wsiąść na rowerek i troszkę pokrecić. Nie sposób też nie wspomnieć o biegowych wycieczkach wzdłuż rzek. Pierwsza to Świdnica którą biegamy co roku na wiosnę od 3 lat a druga to spontaniczny pomysł wyprawy wzdłuż rzeki Kostrzyń, na którą wybrałem się z Leszkiem. Bieganie w takim terenie to coś zupełnie innego. Obcowanie z przyrodą która rządzi sie swoimi prawami daje możliwość nie tylko zauroczenia ale i olbrzymiego odpoczynku od codzienności.
336 km udało się przebiec w marcu no i 80 km nawspomnianym rowerku.Do końca marca udało się też zamknąć pierwszego tysiaka na nogach w tym roku 😍
Planów NIE MA i póki co ciężko co kolwiek planować więc skupiamy sie na tu i teraz i siedzimy w domach na tak zwanej kwarantanie.
P. S. Jeżeli ktoś czytał podsumowanie lutego i zastanawia się dlaczego urwało się na słowie,, w planach'' tłumaczę : nie wiem 😉 widocznie tak miało być.

Koronawirus

Przygotowując się do napisania podsumowania marca postanowiłem przeczytać najpierw podsumowanie lutego. Aż nie wierzyłem że jest nie skończone a kończy się na słowie... A w planach.... I tyle
Dokładnie kochani tyle zostało nam z naszych planów! I co najgorsze nic na to nie możemy poradzić. Koronawirus rozwala wszystko a to że przez najbliższe dni nie wyjdziemy na trening to tylko jakiś tam mały szczegół wszystkich problemów które zaczynają nas otaczać w związku z epidemią. Nie lubię o tym pisać, rozmawiać a tym bardziej myśleć a samo słowo korona powoduje u mnie odruch wymiotny. Tak wiele planów tak wiele do zrobienia i pstryk i pozamiatane. Doczekaliśmy czasów kiedy to biegacz biegnący na ulicy jest wrogiem publicznym nr 1 a wszelkie chęci spotkania się z kimś są traktowane conajmniej dziwnie. Dla mnie to cios.... Olbrzymi cios bo bardzo lubię spotykać się z ludźmi, rozmawiać, opowiadać i działać bo robota społecznika to robota w terenie z ludźmi właśnie. Nie mogę patrzeć na to co się dzieje z handlem, z ludźmi którzy po prostu po malutku będą zostawać bez pracy. Niestety nic nie jestem w stanie poradzić a wszelkie działania jakie są nam zlecone to siedzieć w domu i czekać. Ponoć właśnie w ten sposób mamy przyczynić się do spadku zachorowań i rozprzestrzeniania się wirusa COWID 19.
Ten tekst miał być podsumowaniem marca... Niestety nie wyszło... Nie wyszło tak jak wiele rzeczy które planowaliśmy na najbliższe miesiące, ale niech zostanie bo wierzę że kiedyś mi się przyda.
A na zdjęciu mój plan sobót, jak widać mocno dostał po dupie. No ale cóż najważniejsze w tych czasach to zdrowie i rodzina. Pozdrawiam serdecznie 😍

niedziela, 1 marca 2020

Luty 2020

Fajny ten luty w tym roku 😍 taki o dzień dłuższy jakby 😊 No i może troszkę szkoda że nie ma normalnych 30-31 dni bo można było by powalczyć o 350 km a tak? No cóż troszkę brakuje. Ale brakuje nie tylko ze względu na to że miesiąc krótszy, brakuje też że dlatego że trener przed startem 29 lutego w Studziance dał mi troszkę odpocząć i z 97 km w poprzednim tygodniu zrobiło się tylko 53 w tym, oprócz niedzielnego wybiegania które niestety nie liczy się już do lutego. 323 kilometry udało się nabiegać w lutym. Całkiem nieźle i w większości były to bardzo dobre treningi. Oprócz biegania było sporo pączków które zaczęły się już we wtorek przed tłustym czwartkiem, konkursem dla Liderów wśród fanów Facebookowego profilu #wposzukiwaniumotywacji. Trzy najszybsze osoby wygrały moją wizytę z pączkami u siebie. Następnie w środę tradycyjnie już przybyła z Siedlec do Skórca pączkowa pielgrzymka w celu sprawdzenia jakości Tłusto czwartkowych pączków 😉
Temat pączków zakończyłem we wtorek czyli w ostatki akcją #WyślijpączkadoAfryki do udziału w której zaprosiła mnie siostra Sylwia koordynująca akcję w Skórzeckich szkołach.
 28 lutego oddałem ostatnie 520 kg nakrętek na akcję #7tondlaFilipka. Ponad 7 Ton nakrętek udało się zebrać tym razem w przeciągu 6 miesięcy.
29 lutego zaliczyłem już wspomniany drugi etap Tatarskiego Grand Prix  w Studziance.
2 miejsce z czasem 36.51 satysfakcjonuje bardzo.
W planach

środa, 26 lutego 2020

9 milionów za lek?

Tak ostatnio mało pisze na blogu że aż się cieszę że mnie natchnęło. Natchnęło mnie na wpis w którym wogóle nie chcę nikogo urazić jedynie chciałbym skłonić do przemyśleń. Skłonić do przemyśleń czytelników #wposzukiwaniumotywacji i osób które przypadkiem być może wpadną na ten tekst. Jestem osobą która słucha, słucha innych słucha świata, obserwuje i wyciąga wnioski.Tak wiele pytań na które nie do końca znam odpowiedź. Bo jak zapracować na szacunek osób inteligentnych i jak odróżnić te bardziej inteligentne od tych mniej? Bo przecież każdy ma swoje racje i każdy ma swój punkt widzenia i odbierania różnych spraw.
Czy punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia? Absolutnie nie bo to co wydarzyło się w moim rozumowaniu przez ostatni miesiąc skłania mnie do tych przemyśleń. I nie obużcie się proszę na to co napiszę bo to tylko moje przemyślenia i chociaż rozmawiając  z wieloma osobami popierały to o czym będę pisał jednak nikt szczerze się do tego nie przyzna. Sprawa dotyczy zbiórki 9 mln dla Kacpiego... Jeszcze miesiąc temu byłem troszkę zły że przez tą jedną akcję cierpią inne... Że ludzie skupili się na pomaganiu jednej osobie i wręcz oleli inne akcje a przecież potrzeby są wszędzie i trzeba pomóc. Bo tu potrzeba tak dużo pieniędzy.... Bo tu nie ma czasu, bo lek musi być podany przed drugimi urodzinami chłopca. Zgoda ale dlaczego pytałem? Dlaczego 9 baniek za zdrowie dziecka....? Czy nie ma tańszych leków? Refundowanych? Pytałem i czytałem komentarze i opinie osób będących w temacie, rodziców dzieci które również chorują na SMA. Prawdopodobnie nie wszystko do mnie dotarło i nie wszystko zdołałem przeczytać bo jak dużo chorych dzieci tak wiele zdań na ten temat.  Gdzieś przeczytałem że jest lek refundowany ale on nie leczy tylko wstrzymuje chorobę. Ktoś gdzieś napisał że terapia genowa to doświadczenia na dzieciach, ile w tym prawdy nie wiem, wiem jednak że warci słów uznania są rodzice dzieci niepełnosprawnych którzy za wszelką cenę podejmują walkę I nie ważne czy ta walka ma cenę 9 tysięcy, 90 tysięcy czy 9 milionów. Pomagając od kilku lat niepełnosprawnym dzieciom poznałem wielu rodziców. Byli tacy którzy rezygnowali z pracy tylko po to aby pomóc dziecku w odpowiedniej rehabilitacji, poznałem takich którzy praktycznie co tydzień co miesiąc meldują się z dzieckiem w szpitalu. Poznałem też takich którzy mimo tego co mówili lekarze (przypadek Amelki) podjęli walkę o zdrowie dziecka o pełną sprawność o lepsze życie. Chylę czoło przed takimi ludźmi bo mimo wielu niepowodzeń mają siłę walczyć i zwyciężać.Jeszcze miesiąc temu dziwiłem się ludziom że tak bardzo angażują się w akcję dla Kacperka dzisiaj sam zabieram się za pomoc Kacperkowi.   Kilka telefonów z prośbą o pomoc, kilka udanych akcji zorganizowanych przez znajomych i kilka innych bodźców które mnie po prostu tchnęły spowodowało że I ja postanowiłem ruszyć na pomoc Kacperkowi. W myśl zasady rób to co lubisz i to co potrafisz wymyśliłem że podziałam w temacie nakrętkowym a jako że właśnie zakończyłem akcję #7tondlaFilipka w której razem z rodzicami i znajomymi Filipka zebraliśmy 7 Ton nakrętek postanowiłem że kolejne nakrętki które będą napływać do mnie przeznaczę na pomoc dla Kacperka. Tak wiem to są grosze w porównaniu do potrzebnej kwoty, bo cena nakrętek w tej chwili to 0.70 gr za kilogram, jednak te grosze zupełnie jak te małe pojedyncze nakręteczki budują miliony. Jak długo potrwa akcja? Nie wiem jestem przygotowany przynajmniej do końca roku szkolnego. Czy mam wyrzuty sumienia za te wcześniejsze przemyślenia? Nie bo jak to mówią lepiej późno niż wcale.

niedziela, 2 lutego 2020

Styczeń 2020

Prawie 350 km udało się przebiec w styczniu. Jest to największy miesięczny dorobek kilometrowy od lipca 2018. I cieszy bardzo to że bieganie znowu daje radość a treningi których w mijającym miesiącu było... powodują poprawę szybkości. Mocy przybywa z tygodnia na tydzień a mocne akcenty robione dwa razy w tygodniu wychodzą tak jak trzeba.
 Styczeń rozpoczął się narodzinami wnusi o których po prostu nie sposób nie wspomnieć bo tak szczerze powiedziawszy już dawno czekałem na to aby zostac dziadkiem i dobrze mi z tym że w końcu nim jestem. ☺️ 5 stycznia razem z Grupa biegaczy Skórzec BIEGA zorganizowaliśmy III Charytatywny Marszobieg Grupy Biegaczy Skórzec Biega podczas którego zbieraliśmy fundusze dla podopiecznych siedleckiego Hospicjum domowego dla dzieci. 14.349.50  zł to kwota którą podsumowalismy ten dzień.
12 stycznia razem z Pawłem udaliśmy się do Studzuanki aby wziąć udział w Tatarskiej zimowej piętnastce. III miejsce było dla mnie bardzo bardzo zadowajace tym bardziej że wbiegłem na nie praktycznie na finiszu.https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2020/01/zimowa-tatarska-pietnastka.html?showComment=1580683782580&m=1#c2895550451300376473
 15 stycznia odwiozłem ostatnie dostawy makulatury na skup i tymczasowo  zawiesiłem odbiory makulatury z powodu braku opłacalności tego działania. Może uwierzcie może nie ale przez blisko półtora roku wywiozłem na skup prawie 40 ton tego surowca (30 dla Amelki i 9 dla Oliwierka) + ta wakacyjna która wsparła konto zbiórki na materac dla Siedleckich tyczkarzy.https://zrzutka.pl/kuc3fc Nakrętki po grudniowy zastoju w końcu się ruszyły i 20 stycznia kolejne 1240 kg pojechało na skup w ramach akcji #7tondlaFilipka
Styczeń zakończyłem rozkręcaniem kolejnego przedsięwzięcia czyli..https://www.facebook.com/Grand-Prix-Poznaj-Gminę-Skórzec-114086846812922/..oraz wizytą w szkole podstawowej w Grali Dąbrowiźnie. Tym razem z dziećmi z tej szkoły piekliśmy pizzę. Było mnóstwo radości i dużo nowych doświadczeń.

środa, 15 stycznia 2020

Zimowa Tatarska Piętnastka

Od kilku lat było tak że swój biegowy rok rozpoczynałem startem w Biegu WOŚP lub w innym Charytatywnym. W tym roku wyszło troszkę inaczej. Postanowiłem że pierwszy start odbędzie się w miejscowości Studzianka. Tam gdzie wielu znajomych co roku w lipcu jechało aby wziąć udział w Tatarskiej Piątce a ja mimo dziesiecioletniej historii biegania nigdy nie byłem. Dlaczego właśnie tam? No cóż, zaciekawiła mnie formuła Grand Prix jaką zaproponował biegaczom organizator tego biegu Łukasz Węda. Wybierać trzeba przyznać jest w czym, od piątki po ultra. A jeżeli komuś przypadnie do gustu bieganie crosów w Studziance może wypełnić sobie nimi  kalendarz biegów.
 Start biegu przewidziano na godzinę 11 więc po odebraniu pakietu startowego w którym była fajna czapka numer startow, kilka pocztówek i pamiątkowy magnes, przebrałem się i ruszyłem na rozgrzewkę. Około 10.50 wróciłem na miejsce startu gdzie dowiedziałem się że start będzie opóźniony o 10 minut. Za chwilę przybieł też Paweł który tego dnia wyruszył ze mną  na ten bieg. No cóż pozostało nic innego jak podskoki w miejscu aby się za bardzo nie wyziębići i słuchanie konferansjera który sypał żartami jak z rękawa i do dzisiaj się zastanawiam co było prawdą a co nie 😉 Grunt że było wesoło i dziesięc minut oczekiwania minęło bardzo szybko. Plan był prosty, pobiec poniżej godziny. Odliczanie i start. Po pierwszym kilometrze uformowała się grupa 4 zawodników (w tym ja) którzy szybko złapali sporą przewagę nad resztą. Czułem że nie utrzyma tego tempa bo zegarek pokazywał  coś około 3.50. Na 4 kilometrze pierwsza trójka zaczęła mi się oddalać. Na piątym zobaczyłem że z tej trójki zaczął odstawać jeszcze jeden chłopak. Bieg był rozgrywany na dwóch pętlach 6.5 km i 8.5 km. Przy wbiegu na drugą pętlę biegłem już z chłopakiem z 3 pozycji. Kolejne kilometry leciały szybko chociaż wybiegając z lasu dostaliśmy mocny podmuch wiatru. Dycha była już za nami. Polne drogi zmuszały do częstego szukania wygodniejszej ścieżki. Około 12 km obejrzałem się do tyłu i zauważyłem że zawodnik z piątego miejsca zmniejsza przewagę. To była olbrzymia motywacja. Powiedziałem do towarzysza biegu że trzeba brać się za robotę i przyśpieszyłem mocno. Czułem jak łapię przewagę a trzeba przyznać że wiatr który do tej pory przeszkadzał teraz zaczął pomagać. Na metę wbiegłem jako 3 open z 10 sekundami przewagi którą udało się wypracować na ostatnich 3 km. 59.45 sekund na tej trasie to było dobre rozpoczęcie roku. Postanowiłem że w ramach schłodzenia pobiegnę po swojego Pawełka który przybieł na metę z czasem 1.22. 24. Szybka kawka i pyszna zupka i trzeba było wracać do domu bo jak to bywa u mnie, trzeba do pracy 😉.
Kolejny bieg już 29 lutego no i mam zamiar tam być a to czy uda się ukończyć całe Grand Prix na pewno będzie zależało od tego czy dam radę przygotować się do maratonu w październiku który jest wymagany do zaliczenia całego cyklu Tatarskich Biegów.
Pozdrawiam znajomych których spotkałem tak daleko od domu. Leszka Borowskiego, Bożenkę i Janusza Zbieciów. Alicję, Agę i Marka z którym biegłem pierwsze 3 km biegu, No i oczywiście samego organizatora biegu Łukasza Węde który robi w swojej okolicy dużo dobrej roboty. Do zobaczenia 29 lutego 😉