piątek, 1 listopada 2019

Październik 2019

Październik rozpoczął się tysiecznym polubieniem fan page #wposzukiwaniumotywacji na Facebooku.
Oczywiście udało się namierzyć osobę która dokonała tego tysięcznego polubienia i nagroda wkrótce trafi do niej 😍

Niedziela 6 października to start w II półmaratonie Jata 21 Serc. Był to najważniejszy start jesieni i jeden z  bardziej udanych biegów w tym roku  (zaraz po Nocnym Rzeźniczu). 1.22.22 I czwarte miejsce open to tylko troszkę słabiej niż w tamtym roku 😉
Nie minął nawet tydzień a ja już stałem na starcie kolejnego biegu. Tym razem bardzo lubiana przez wszystkich okolicznych Biegaczy Prawie górska dyszka na terenach rezerwatu Gołobórz. Tutaj udałosię wwygrać kategorię wiekową co było dla mnie olbrzymią niespodzianką i sprawiło mi dużo radości 😉
A że startów w tym roku jak na lekarstwo postanowiłem skorzystać z okazji darmowego transportu i tydzień po prawie górskim odwiedziłem kolejny rezerwat tym razem o nazwie Dąbrowa Łącka.
Organizowana przez ekipę z Rykowiska Górska zaDYSZKA spodobała mi się na tyle że nawet została opisana na blogu https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2019/10/gorska-zadyszka.html?m=1
25 października wielkie spotkanie z Panem Grzegorzem Jachiem, kawalerem orderu uśmiechu który prowadził uroczystość wręczenia mi Orderu Uśmiechu. Wszystko za sprawą warsztatów teatralnych które odbywały się w szkole podstawowej w Grali Dąbrowiźnie a ich finałem był spektakl SEKRET który dzieci zagrały przed swoimi rówieśnikami w pierwszej odsłonie a w drugiej przed rodzicami i zaproszonymi gośćmi.
Oprócz tego wszystkiego oczywiście dużo Charytatywnego działania. Makulatura dla Olivera, Nakrętki dla Filipka. Nie sposób nie wspomnieć o akcji #ciastkonazdrowie organizowanej przez nauczycieli szkoły podstawowej nr 4 w Siedlcach, która miała za zadanie wsparcie ucznia tej szkoły który w wakacje zachorował na nowotwór. Dzięki hojności moich pracodawców udało się dostarczyć na kiermasz troszkę słodkości.
Koniec października to już dużo spraw związanych z V Skórzeckim Biegiem Niepodległości. Ciężko jest organizując bieg dobrze w nim pobiec powiedział mi kiedyś mój dobry znajomy. Mi od 4 lat udaje się być w pierwszej dziesiątce tego biegu no i cichutko liczę na to że w tym roku gorzej nie będzie.
Przebieg październikowy to 281 km i ponad 2.5 tys zrobione w tym roku czyli jest realna szansa zamknąć 3000 do końca roku i to jest mój cel na najbliższe 2 miesiące 😉

wtorek, 22 października 2019

Górska zaDYSZKA

Kiedy dowiedziałem się że Sylwia i Konrad z Fundacji Ultramaratonu Nadbużańskiego jadą do Łącka na bieg, pomyślałem że może mógłbym wybrać się z nimi. O biegu słyszałem już wcześniej ale samotna podróż nie wchodziła w grę. Kilka pytań które pojawiły się w mojej głowie szybko uzyskały odpowiedź TAK. Bo i miejsce w samochodzie było i żona nie miała nic przeciwko no i trener który wyznaje zasadę że każdy start jest lepszy od treningu również wyraził aprobatę. Najbardziej martwił mnie to że będą to trzecie zawody z rzędu po półmaratonie Jata i Biegu prawie górskim w Siedlcach. Tydzień treningowy został rozpisany pod bieg w Łącku i jak to powiedział trener... Biegaj, biegaj.
  Wieczorem w piątek wpadłem na pomysł że zrobię ekipie z Rykowiska, bo to oni byli organizatorami tego biegu, chlebek z ich logo. To był dobry pomysł bo chleb bardzo się spodobał a i smakował wszystkim 😉
Wyjazd był zaplanowany na siódmą rano w sobotę i mimo małej dawki snu wstało się dobrze i  samopoczucie było ok. Jazda do Płocka też upłynęła bardzo szybko i przed jedenastą byliśmy już na miejscu. Odbiór pakietu który okazał się bardzo ciekawy 😮
i przywitanie ze znajomymi z Rykowiska.

Tomek zaproponował że pokaże nam miejsce startu które było oddalone od biura zawodów o około 200 metrów. Kilka zdjęć i  Konrad z Sylwią i Rafałem który dojechał w między czasie zaczęli pakować ekwipunek na punkt żywieniowy którym mieli się zająć.
Dochodziła 12.30 moja ekipa pojechała na punkt a ja postanowiłem zrobić troszkę rozgrzewki. Wyruszyłem na trasę podziwiając uroki jesiennego lasu. Wracając zastanowiłem się w jaki sposób będą prowadzone pomiary czasu. CHIP.... O ku×××a!!! Gdzie jest mój chip? Pojechał na punkt razem z moimi rzeczami. Obce miasto obcy ludzie co ja teraz zrobię 😉
Poprsiłem Tomka który zajął się już powitaniem gości aby zadzwonił do Konrada. Całe szczęście że był z nimi ktoś kto przywiózł mi chip na pięć minut przed startem. Jeżeli to czyta to dziękuję mu za to bardzo 😉. Na starcie byłem już spokojny i skoncentrowany na biegu. Po cichu liczyłem na pierwszą dziesiątkę a może i ciut lepiej. Start odbył się punktualnie o 13. Wiedziałem że trzeba być przygotowanym na dużo górek i moje przewidywania spełniły się już na pierwszych 3 km. Z linni startu wybiegłem spokojnie w granicach 9,10 pozycji. Na 3 km byłem już na 5 miejscu i nie pozostało nic innego jak je trzymać bo uciekająca grupka czterech zawodników była już poza moim zasięgiem i możliwościami. Po czwartym kilometrze komfort biegu spadł bo nie widziałem już prowadzącej grupy i byłem zdany tylko na siebie. Aby się nie zgubić, aby się nie zgubić, powtarzałem sobie wyglądając kolejnych żółtych taśm które oznaczały trasę. Było dobrze  biegło się lekko a z tyłu nie było nikogo. Wiedziałem że około siódmego kilometra mogę spodziewać się dopingu i łyka wody.
I tak było. Gdzieś na dziewiątym kilometrze zginęły mi wspomniane żółte taśmy postanowiłem zawrócić w ich poszukiwaniu. Chwila, kilkadziesiąt sekund i byłem spowrotem na trasie. Zbieg i kolejny podbieg. Gdzieś w dali było słychać warkot samochodów co wskazywało na to że biegliśmy wzdłuż drogi. Małe zabudowania i gromadaka kibiców troszkę podniosły mnie na duchu. Otuchy dodawały też ubywajace kilometry. 10km i jeszcze łyk wody na punkcie który znowu znalazł się na trasie biegu. Coś mi nie pasowało bo wszyscy mówili że punk jest 2.5 km od mety a ja na zegarku miałem już 10.5 km. Kurcze miało być 12km a nie 13 pomyślałem. Dwa spore podbiegi i zabiegi no i tabliczka informacyjna 12 km a mety ani widu ani słychu 😉 No cóż wytrzymam pomyślałem oglądając się za siebie. Nie było nikogo. Na metę wybiegłem 5 open a zegar pokazał 1.00.49. Gdyby nie mała pomyłka na trasie być może udało by się pobiec poniżej godziny pomyślałem. W ramach schłodzenia pobiegłem do znajomych na punkt dopingując po drodze innych Biegaczy.
Podsumowując organizację bo o bieganiu napisałem chyba wszystko,  podobało mi się bardzo. Widać że ekipa Rykowiska wkłada w organizację imprez dużo serca. Nie sposób nie wspomnieć o kilku godzinnym nawijaniu przez mikrofon T. Markowskiego (Marki Mark) chylę czoło bo wiem co to znaczy. Powiedział bardzo dużo i wszystko składanie ładnie i bez przejęzyczeń. Ognisko kiełbasa, rewelacyjna zupka pomidorowa, trasa doznaczona przyzwoicie. Jedyne co zdziwiło mnie jako organizatora wielu imprez biegowych to brak kategorii wiekowych. Uważam że nie raz mimo braku funduszy można zawsze coś wymyśleć i nagrodzić chociaż jakimiś drobnostkami osoby które ścigały się zajmując dalsze miejsca, tym bardziej że przy elektronicznym pomiarze czasu nie było by problemów z wyszczególnieniem kategorii wiekowych. Jednak patrząc na bardzo małą ilość kobiet które wzięły udział w biegu nie dziwię się że organizatorzy zrezygnowali z kategorii wiekowych. Podejrzewam że w niektórych kategoriach mogło by nie być osób.
Chętnie wrócę do Łącka za rok jeżeli nadarzy się taka okazja. Lubię biegać po lasach a tym bardzie na tak wymagających terenach i to w dodatku na jednej pętli która cały czas sprawiała że trasa nie nudził się ani trochę 😉


Górska ZaDYSZKA
Łąck
Skóra Tomek
1.00.49
Open 5
W biegu wystartowało 146 osób.

czwartek, 3 października 2019

Wrzesień 2019

Wrzesień rozpoczęłem startem w mistrzostwach Gminy Skórzec w Biegach Przełajowych. Zupełnie tak jak rok temu. Udało się obronić tytuł mistrza gminy Skórzec, zajmując jednocześnie 2 miejsce open i to też tak jak w ubiegłym roku.
Początek września to sporo charytatywnego działania a to najważniejsze to zakończenie akcji #10tondlaAmelki oraz uruchomienie nowej akcji. Tym razem cel to #7tondlaFilipka.https://www.facebook.com/7-Ton-Dla-Filipka-103998934318201/
Od 11 września byłem już w Mielniku gdzie pomagałem przy organizacji II Nadbużańskiego Ultramaratonu. Mimo wielu obowiązków udawało się znaleźć czas na treningi i trochę pobiegać na nowych traskach co bardzo lubię. Oczywiście nie wróciłem z tamtąd z pustymi rękami. Tak się złożyło że poznałem jedną z Mielnickich artystek, malarkę i autorkę kilku wierszy. Nie byłbym sobą gdybym nie poprosił jej o przekazanie kilku drobiazgów na licytacje organizowane w Siedlcach. Pani Joanna chętnie przekazała, obraz kilka kopi i podpisała tomiki wierszy specjalną dedykacją.
15 września ukazał się  kolejny numer Skórzeckiej gazetki parafialnej ,, W Cieniu Krzyża '' a w niej artykuł o przydrożnych krzyżach  napisany przezemnie.
21 - 23 września poświęciłem na akcję sprzątania świata i tak w sobotę wspólnie z Grupą Biegaczy Skórzec Biega i strażakami z OSP Nowa Dąbrówka sprzataliśmy leśne rejony i pobocza dróg na pograniczu gmin Skórzec i Kotuń. Natomiast w poniedziałek razem z dziećmi że szkoły w Grali Dąbrowiźnie posprzątaliśmy tereny wokół szkoły.

24 września na zaproszenie Artura Bruśniaka, nauczyciela WF w szkole podstawowej w Żeliszewie Podkościelnym,  pomogłem w zabezpieczeniu międzyszkolnych biegów przełajowych.
W międzyczasie udało się zebrać trochę makulatury oraz uruchomić zapisy na V Skórzecki Bieg Niepodległości. Nie sposób nie wspomnieć w podsumowaniu tego miesiąca o treningach które miały na celu przygotowanie mnie do startu w II półmaratonie Jata który odbędzie się w niedzielę 6 października. Nie czuję się mocny ale na pewno jest dużo lepiej niż 3-4 miesiące temu 😜. Udaje się po malutku wchodzić na większy kilometrarz i trzeba myśleć o jakichś konkretnych startach aby chciało się trenować 😉 Tydzień po Jacie mam zamiar pobiec w Biegu Prawie Górskim a kolejny start to wspomniany Skórzecki Bieg Niepodległości na który serdecznie was zapraszam 😍 https://www.facebook.com/events/3044501082233352/?ti=cl

niedziela, 8 września 2019

10 Ton dla Amelki

Każdy kto chce się rozwijać i myśli o tym, że to co robi jest dobre, musi stawiać sobie cele. Cele które będą go motywowały i powodowały, że każdy dzień przeznaczony na osiągnięcie tego celu, nie będzie dniem zmarnowanym. Takim celem przez cały rok szkolny 2018/2019 była dla mnie akcja
,, 10Ton dla Amelki''.


W sierpniu 2018 po raz pierwszy spotkałem się z Amelką i jej mamą. Już wtedy wiedziałem, że zrobię wszystko aby chociaż troszkę wesprzeć jej leczenie. Ten błysk w oku przeradzający się w chęć poznawania świata, który dostrzegłem w oczach tej malutkiej dziewczynki był dla mnie czymś niesamowitym. Jedynym marzeniem Amelki było stanięcie na nogi. Pokazała mi nawet buty które kupiła jej mama.
Po rozmowie z mamą Amelki dowiedziałem się, że już wcześniej próbowała zbierać nakrętki, niestety jakoś jej to nie szło. Poprosiłem o zgodę publikacji zdjęć oraz informacji o Amelce. Nie było z tym problemu, bo mama Amelki już dużo wcześniej założyła konto na pomagampl. na którym zbierała pieniądze na operację Amelki na Florydzie, oraz w ramach rozpowszechnienie o tym informacji założyła stronę na FB. Powiedziałem że mogę pomóc zbierać nakrętki dla Amelki, a przy okazji możemy spróbować zbierać też makulaturę.
 4,5 czy 6 ton nakrętek nie było dla mnie wyzwaniem. Tym razem postanowiłem zawiesić sobie poprzeczkę znacznie wyżej. 10 Ton,  to było prawdziwe wyzwanie. I nie zależało mi na tym jak długo potrwa ta akcja,  zależało mi na tym aby konkretnie pomóc Amelce i jej rodzicom. W czasie kiedy ruszała akcja, tato Amelki pracował w Norwegii i nie mogliśmy liczyć na jego pomoc, mimo to Weronika (mama Amelki) bardzo zaangażowała się w zbiórkę. Kiedy jechała do Siedlec na rehabilitację z Amelką, wracała do domu samochodem pełnym makulatury lub nakrętek. Strona na FB ruszyła szybko w przeciągu tygodnia post o zbiórce nakrętek zobaczyło ponad 20 tysięcy ludzi. Każdy dzień przynosił coś nowego. Nowe kontakty,  nowe miejsca zbiórek. Mnóstwo znajomych zaoferowało swoją pomoc. Szokiem był dla mnie telefon z Karpacza. Pani która zadzwoniła powiedziała mi, że też będą zbierać nakrętki dla Amelki, sprzedadzą je a pieniądze przekażą na konto leczenia. To było bardzo miłe. Plakaty które przygotowała mi Agnieszka (mama Wiktora dla którego prowadziłem poprzednią akcję zbiórki nakrętek) rozchodziły się jak świeże bułeczki. Paprotnia, Krześlin, Żeliszew, Wodynie, Olszyc Szlachecki. Cały czas odbierałem sygnały o zbiórce prawie z całego powiatu. Makulatura też napływała  wręcz tonami. W akcję zaangażowało się bardzo dużo osób, a najmilsze było to że również cała rodzina Amelki chciała w jakiś sposób pomóc. Obie babcie rozpowiadały o akcji swoim znajomym i organizowały punkty zbiórek. Po kilku miesiącach zbiórki widziałem już że średnia z każdego miesiąca to 1000 kg i jak tak dalej pójdzie, to do końca roku szkolnego uda się zebrać wymarzone 10 ton. Nakrętki napływały nawet z takich miast jak Warszawa, Sokołów Podlaski, Węgrów, Biała Podlaska, Garwolin. Na początku roku, bodajże w lutym rodzice Amelki dostali wspaniałą wiadomość. Na kwiecień został ustalony termin operacji u dr. Paleya. Dzięki 300 tys. zł zebranym na pomagam pl. rodzice mogli zacząć planować wyjazd który był nieunikniony, bo w Polsce nikt nie chciał podjąć się takiej operacji.
4 kwietnia rodzice razem z Amelką wyruszyli w podróż, z której Amelka ma wrócić na własnych nóżkach. Tego dnia zakończyliśmy z wielu powodów akcję zbiórki makulatury. Zakończylismy ją mając na liczniku 30 ton‼️‼️‼️. Nakrętki napływały nadal tak jak dobre wiadomości o Amelce.
4 września, Zygmunt Bajkał z firmy Green Land który odebrał większość nakrętek zebranych dla Amelki, odebrał odemnie ostatnią dziesiątą  tonę nakrętek.
Średnia cena nakrętek to 70 groszy za kilogram, czyli 700 złotych za tonę. Natomiast makulaturę sprzedawaliśmy jeszcze za tych lepszych czasów i można było uzyskać za nią 180 zł za tonę. Nie przedstawię w tym podsumowaniu dokładnej sumy pieniędzy jaka mogła wpłynąć na konto pomocy dla Amelki. Jeżeli ktoś jest aż tak ciekawy to z podanych cyfr może sobie policzyć. Dla mnie w tej zbiórce liczyło się to, że mogłem poznać Amelkę i chociaż w małym stopniu pomóc w spełnieniu jej marzenia, marzenia o założeniu bucików na nóżki.
 Bardzo żałuję że w akcję zbiórki nakrętek nie zaangażowała się żadna lokalna gazeta, bo wynik mógł być jeszcze lepszy. No ale, cóż widocznie siedleckie gazety mają ciekawsze tematy do opisywania niż wsparcie takich akcji.
W imieniu rodziców Amelki i swoim dziękuję Wam wszystkim, za każdą nakrętkę oraz każdy kilogram makulatury przekazany na akcję ,,10 ton dla Amelki".

czwartek, 5 września 2019

Sierpień 2019

Sierpień rozpoczęłem uczestnictwem w rajdzie rowerowym Opole Nowe - Liw. I chociaż poświęciłem na to wydarzenie cały dzień to nie żałuję bo i poznałem kilka nowych fajnych osób no i przemierzyłem ciekawe trasy na których nigdy jeszcze nie byłem. Rajd zorganizował Paweł Kulik i jak na pierwszy raz trzeba przyznać wyszło mu to całkiem ok.

Pozatym pierwszy tydzień sierpnia poświęciłem na temat o którym nie mogę jeszcze za dużo pisać. Przyjdzie czas to się o tym opowie 😉
 9 sierpnia udało się ogarnąć troszkę wakacyjnej makulatury. 300 zł które dostałem za 2.5 tony tego surowca, przekazałem po raz kolejny na zbiórkę dla Siedleckich tyczkarzy.
 W sobotę 10 sierpnia razem z I Love Siedlce sprzątalismy tereny nad Siedleckim zalewem. Szkoda że tak mało osób przyszło mimo wolnej soboty, bo śmieci nrawdę było dużo.
 11 sierpnia w niedzielę w Kotuniu odbywał się amatorski turniej piłki siatkowej. Udało mi się namówić kilku chłopaków i jako Skórzec Biega wystawililiśmy dwie drużyny. Niestety nie mogłem kibicować im do końca bo jak to u mnie w niedzielę na 13 o pracy😕Na całe szczęście chłopakami zajął się mój przyjaciel Paweł Czarnocki I pod jego opieką jedna z drużyn wywalczyła drugie miejsce tego turnieju.
 17 sierpnia z okazji urodzin strzeliłem sobie seteczkę na rowerku. Tym razem zamarzyło mi się selfie z pałacem kultury i nauki. I tak jak się zachciało tak wyszło. Kilka kilometrów po warszawskich ścieżkach rowerowych i kierunek Skórzec. I tu znowu ciekawa trasa i wiele ciekawych rzeczy zobaczone 😉
 18 sierpnia w niedzielę znowu rower 😜 Nawet trener zaczął już mi pisać czy odstawiam bieganie,😉. Dzięki Kamilowi Olszewskiemu z Grupą Biegaczy Skórzec Biega udało się zorganizować Rodzinny Rajd Rowerowy Skórzec - Jeruzal. Niestety znowu niedziela i znowu do pracy, w myśl zasady,  zapierniczam do roboty aby mieć kasę na głupoty 😉
 25 sierpnia to X Bieg Jacka. https://wposzukiwaniumotywacji2016tomekskora.blogspot.com/2019/08/x-bieg-jacka.html?m=1
Wtym roku postanowiłem dla uczczenia swojego 10 ucziału w tym biegu zabrać na trasę piątki, Olę Stańczuk. To był nasz drugi bieg. Pierwszy zaliczylismy dwa lata temu na troszkę krótszej trasie.
 Koniec sierpnia to jeszcze kilka odbiorów nakrętek w ramach akcji #10tondlaAmelki, natomiast na ostatnią sobotę sierpnia czekał już na mnie mocno naprężony grafik. Od godziny 10 razem z kilkoma osobami z GBSB braliśmy udział w II Siedleckim ploggingu który odbył się na terenach lasu Gołobórz.
O godz 14 jechałem już ze sprzętem do Kłódzia gdzie zostałem zaproszony do poprowadzenia pikniku rodzinnego. To był naprawdę ciekawy miesiąc.
 A co w treningach? Wszystko dobrze. Kilometrów przybywa, dobrze wykonanych treningów też. Zdrowie pozwala po malutku na coraz więcej  i być może uda  się przygotować niezłą formę na półmaraton Jata 2019 😉
 W sierpniu udało się przebiec 306 km i to jest chyba najintensywniejszy miesiąc od bardzo długiego czasu. Oby tak dalej.
W planach na wrzesień pomoc przy organizacji Ultramaratonu Nadbużańskiego oraz dużo biegania.

środa, 28 sierpnia 2019

X Bieg Jacka

Gdzieś na początku maja 2010 roku wymyśliłem sobie że pobiegnę w biegu ulicznym organizowanym w Siedlcach z okazji upamiętnienia rocznicy wizyty papieża Jana Pawła II w  Siedlcach. Moje bieganie wtedy ograniczało się wtedy do trzech kilometrów marszobiegu a próby szybszego tempa kończyły się właśnie marszem. Oczywiście nie pozostało nic innego jak spróbować przebiec ten dystans chociaż raz przed głównym startem. Przejechałem trasę samochodem, wyszło 10.5 km. Wiem że po próbie generalnej byłem mega szczęśliwy bo wyrobiłem się w 50 minut. I Bieg Jacka pamiętam do dzisiaj 3 pętle po 3.3 km ze startem i metą na ulicy Bema tuż za stadionem lekkoatletycznym. Z tego biegu pamiętam tyle że kiedy zobaczyłem tabliczkę z napisem km chciałem przyspieszyć i nie mogłem, ba nawet 400 metrów od mety po prostu szedłem. 44. 35 to był mój pierwszy czas na dychę. Minęło 3 edycje a bieg zaczął nabierać klasy i zyskiwać zwolenników. No cóż ja też nie stałem w miejscu bo biegałem co raz więcej. Kiedy w 2013 roku w miejsce dyszki pojawił się półmaraton miałem już na koncie kilka tych dystansów i przebiegniecie kolejnego nie było już dla mnie wyzwaniem. Ba nawet doszło do tego że w 2016 roku zaczęłem biegać półmaraton a po nim piątkę, bo organizatorzy dopuszczali taką możliwość. W 2014 roku zajęłem 3 miejsce w kategorii wiekowej w półmaratonie z czasem 1.31 i to jak na razie mój największy sukces w tym biegu bo odkąd wprowadzono w 2016 roku pacemakerów, swój start poświęcam na rzecz poprowadzenia biegaczy na dany czas. W tej chwili mam zaliczone 1.45, 1.40, 1.30 rok temu i w tym roku 1.35. Lubię wyzwania i aby uczcić swój 10 start w biegu Jacka postanowiłem że piątkę pobiegnę z Olą Stańczuk na wózku inwalidzkim. 3 lata temu dla Oli prowadziłem akcję zbiórki nakrętek i makulatury. Mimo że z rodziną Oli znamy się od bardzo dawna to tak naprawdę ta akcja pozwoliła nam odświeżyć nasze relacje. Cieszę się że rodzice Oli mi zaufali i pozwolili jej na udział w biegu. Trzeba przyznać że pchanie wózka nie jest łatwą sprawą a tym bardziej po kostce brukowej i nierównym asfalcie, a część trasy właśnie po takiej nawierzchni przebiegała. Mimo wszystko radość Oli była tak wielka że nawet nie myśleliśmy o tych utrudnieniach.

  Niestety pracuję zawsze w niedziele i chyba tylko 2 razy byłem na całej ceremonii dekoracji zawodników przez  7 edycji bo pierwsze trzy były rozgrywane w sobotę.
 W tym roku organizatorzy postanowili nagrodzić osoby które nie opuściły ani jednej edycji Biegu Jacka. A było ich8 i tym razem znowu zabrakło mnie kiedy trzeba było świętować. Wspaniale ponoć zastąpiła mnie moja żona. No cóż 9 lat wprawy jako mobilne biuro zawodów, depozyt i kierowca mówią same za siebie bo to dzięki niej wiele razy na biegu czułem się po prostu komfortowo wiedząc że nie zginie mi telefon czy kluczyk do samochodu.
 W ramach podziękowania za 10 startów otrzymaliśmy specjalne okolicznościowe koszulki oraz voucher na start w 11 Biegu Jacka 😍 Pobiegniemy a co tam, trzeba przecież uczcić 10 lat biegania 😘
Dla tych którzy odwiedzili stronę #wposzukiwaniumotywacji specjalnie wszystkie medale z poszczególnych edycji Biegu Jacka. Co o nich powiecie? Osobiście myślę że pierwsze dwa po prostu nie mają sobie równych, chociaż ten z 2018 roku też na biegaczach zrobił duże wrażenie 😍


piątek, 2 sierpnia 2019

Lipiec 2019

Tak się złożyło że biegowy lipiec rozpoczęłem półmaratonem tradycji w Adamowie 6 lipca  Wiedziałem że będzie bolało bo tegoroczne treningi  nawet nie raz ciężko nazwać treningami ale nie wiedziałem że aż tak. Do Adamowa wróciłem po rocznej nieobecności z nadzieją na podium w kategorii wiekowej. 2 lata temu byłem tu czwarty z czasem 1.20 . Tym razem jak już wspomniałem forma nie ta i trasa dużo trudniejsza. Od 17 km walczyłem i przegrałem. Przegrałem podium w wiekówce na przedostatnim kilometrze. Mimo 8 miejsca open dopiero czwarty w kategorii wiekowej cos takiego mogło znaczyć że tego dnia nie tylko zbrakło siły ale i szczęścia.
9 lipca udało się zebrać rodzinę i wyskoczyć na 3 dni nad Białe. Niestety pogoda nie dopisała. Nie było mowy o kompielach i wygrzewaniu się na słońcu. Wiał wiatr i padał przelotny deszcz. Mimo to udało się dwa razy fajnie pobiegać i raz wyskoczyć z małżonką na rowerek.
Tydzień od 14 do 21 lipca był chyba jednym z najbardziej pracowitych w tym roku. Pomoc przy półkoloniach (konie u Kasi i wspólne pieczenie pizzy z dziećmi), kolejny kurs za nakrętkami w ramach akcji #10tondlaAmelki przeplatane było z dopracowywaniem spraw organizacji Biegu Pamięci 75 Rocznicy Akcji Burza który razem z Grupą Biegaczy Skórzec Biega i Gminą Kotuń zorganizowaliśmy w sobotę 20 lipca. Po raz kolejny z czystym sumieniem mogę pochwalić współpracę z Gminą Kotuń którą rozpoczęliśmy przy organizacji Marszobiegu dla Lenki Rybak, 2 lata temu.
 Tak pojawił się głód startów i cały kolejny tydzień kombinowałem żeby w weekend coś pobiec. Miałem dwie możliwości Bieg powstania warszawskiego i  Miedzyrzecką dychę. W czwartek udało mi się kupić pakiet na bieg powstania warszawskiego. Niestety w piątek dowiedziałem się że nie ma możliwości przepisania pakietu a na trasie obowiązuje bezwzględny zakaz biegu na nie swoim numerze. Mimo to postanowiłem zrobić sobie wycieczkę do Warszawy na którą namówiłem małzonkę i przyjaciela z córką. Tego dnia po raz drugi w życiu byłem na biegu i nie brałem w nim udziału 😔.
 252 km udało się nabiegać w mijającym miesiącu. Nie dużo ale i nie mało. Cieszy przynajmniej to że słupek na wykresie idzie w górę 😉
W planach na sierpień oczywiście urodzinowy wypad na który nie mam na razie nawet planu no i oczywiście Bieg Jacka w którym pobiegnę po raz 10. Tym razem półmaraton jako pacemaker a 5 km z Olą Stańczuk na wózku. Zapraszam was do wspólnego biegu no i do zobaczenia.